wtorek, 16 lipca 2019

Czerwiec 2019 (3 lata i 9 m-cy syna || 1 rok i 3 m-ce córki)


Podsumowania miesiąca to cykl tekstów, który zaspokaja moją potrzebę gromadzenia rodzinnych wspomnień i informacji. Każdego miesiąca dzielę się swoimi przemyśleniami i piszę o tym:
  • co się u nas działo, 
  • co jedliśmy, 
  • jak spaliśmy, 
  • jakie nowe umiejętności dostrzegłam u swoich dzieci, 
  • co szczególnie lubiły, 
  • czym się bawiły i z czym pracowały, 
  • jak rozwijała się ich mowa i co takiego powiedziały, co chciałabym zachować i kiedyś do tego wrócić, 
  • co czytaliśmy,
  • jak się czuliśmy,
  • jakie mam potrzeby,
  • jakie mamy plany na następny miesiąc.
Podsumowania miesiąca są wynikiem moich osobistych potrzeb, ale dostaję sygnały, że dla was również są przydatne, uspokajają, że nie jesteście sami w swoich odczuciach i trudnościach, a także inspirują, co mnie bardzo cieszy. Pamiętajcie jednak, że każde dziecko rozwija się inaczej, a wątpliwości można skonsultować ze specjalistą.

NA MOIM BLOGU


W ubiegłym miesiącu napisałam podsumowanie maja 2019.

Nie wiem, czy i kiedy wrócę do częstszych publikacji. Kiedy nie widzę zbyt wielu reakcji w mediach społecznościowych na to, co piszę, to nie widzę sensu w przeznaczaniu na to swojego czasu.

CO U NAS


Działo się. Tak dużo, że dopiero w połowie lipca chce mi się pisać o poprzednim miesiącu, bo potrzebowałam czasu na nie robienie nic ponad to, co konieczne. Na początku czerwca pojechaliśmy na wczasy na Kretę. Było też wesele oraz dwa pikniki dla mam i dzieci. Miesiąc zakończył się dla mnie sporym wyzwaniem - mąż wyjechał na tygodniową delegację. Zastanawiałam się, co jeszcze takiego się działo, że uznaję, że taka byłam wybita z codziennej rutyny, a chyba chodziło o upał. Oj, upał dał nam się we znaki.

Wczasy jak to wczasy z dziećmi, z wczasami nie mają wiele wspólnego. Oczywiście fajnie było. Nie gotowałam, a jadłam i wreszcie - mimo odżywiającej się głównie mlekiem matki córki - nie byłam permanentnie głodna. A jedzenie było po prostu przepyszne - spróbowałam mnóstwo ciekawych potraw, każdy wybierał to, co chciał - rodzina wybierała głównie mięso i frytki, a ja warzywa, więc wszyscy byli zadowoleni. Pogoda dopisywała. Wybraliśmy się na jedną samodzielną wycieczkę (autobusem) - szkoda, że nie więcej, ale obecnie byłoby to dla nas wszystkich trudne, więc poczekamy, aż dzieci podrosną. Wybrany hotel był idealny dla naszej obecnej sytuacji - dwa pokoje, basen i atrakcje dla dzieci, poza tym prywatny basen. Super czas na plaży, radość dzieci z zabawy w piasku i morzu. Ale. Noce gorsze niż w domu. Pod koniec wyjazdu córkę chyba zaczynała dopadać choroba, bo była marudna, a w samolocie dopadła ją gorączka. Na dodatek przed wyjazdem okazało się, że zmieniono nam godziny (a nawet dni) lotów i zamiast od niedzieli do niedzieli, mieliśmy wczasy od poniedziałku, a wylot do Polski w poniedziałek o 4 rano. Nie stanowiłoby to dla mnie dużego problemu, gdyby nie to, że pokój hotelowy musieliśmy opuścić najpóźniej w niedzielę o 12. Chcieliśmy wykupić pokój na jeden dzień dłużej, ale do ostatniego dnia hotel nie mógł nas zapewnić, czy na pewno go dostaniemy. Ostatecznie okazało się, że go dostaliśmy, napisaliśmy reklamację do biura podróży i otrzymaliśmy zwrot za dodatkowy nocleg, ale trochę się stresowaliśmy. Postanowiliśmy, że następne wczasy organizujemy sobie sami. Po powrocie córka dość poważnie zachorowała i chyba tylko dzięki karmieniu piersią nie trafiłyśmy do szpitala - nie jadła nic innego, nie chciała nawet pić wody, więc poiłam ją strzykawką. To był trudny czas.

Wesele przerosło nasze oczekiwania. Było bardzo przyjemnie, pięknie, pysznie, nietradycyjnie - takie slow wedding. Świetna restauracja z pięknym ogrodem, idealna pogoda. Do tego byliśmy z tylko jednym dzieckiem :) Syn z przyjemnością został u babci i nie mógł się doczekać pierwszego nocowania u niej. Jeśli chodzi o córkę - nie widzieliśmy innej możliwości niż zabrać ją ze sobą. Dotychczas nie udało się zostawić jej z kimkolwiek na dłużej niż 2-3 godziny, więc nie chciałam narażać ani jej, ani siebie na taki stres. Poza tym nie znam śmiałka, który odważyłby się spędzić z nią kilka godzin. Na miejscu teściowa dużo zajmowała się naszą córką, więc spędziliśmy z mężem dużo czasu, jak byśmy przyszli bez dziecka. Po godz. 20 uśpiłam córkę w apartamencie i teściowa spędziła z nią dwie godziny, a my w tym czasie wytańczyliśmy się za wszystkie czasy - to znaczy za czasy, od kiedy zostaliśmy rodzicami ;) Za rok czekają nas dwa wesela i liczę na to, że będzie jeszcze ciekawiej.

Pikniki (i inne spotkania) dla mam i dzieci to dla mnie jedyne obecnie rozwiązanie, żeby spotkać się z ludźmi. A, innym sposobem na spotkanie ludzi to zawożenie i odbieranie syna z przedszkola - naprawdę traktuję to jak rozrywkę, a i córka bardzo się cieszy z tych "wypadów". W lipcu mąż zachęcił mnie, żebym wybrała się sama na pewne wieczorne spotkanie, a on i jego mama uśpią dzieci. Cieszę się na to wyjście, chociaż nie wiem, jak sobie poradzą, ale w najgorszym wypadku po powrocie trafię na wrzeszczącą w ramionach męża córkę, którą - jak co wieczór - po prostu uśpię, tylko później.

Na delegację męża byłam doskonale przygotowana. Upał trochę nas wymęczył, ale poradziliśmy sobie. Córka codziennie szła z teściową na spacer, więc miałam czas na ogarnięcie wszystkiego i chwilę odpoczynku. Syn chodził do przedszkola, chociaż jak zwykle trochę się zestresowałam, bo pewnego dnia odebrałam telefon z przedszkola z prośbą o zabranie syna z powodu prawdopodobnego zapalenia spojówek. Szybko umówiłam wizytę u lekarza i okazało się, że nie wiadomo, co się stało - szybko mu przeszło, lekarz sam nie był pewny, czy to zapalenie spojówek. Następnego dnia syn wrócił do przedszkola. Zastanawiam się, czy to nie alergia, co jest niestety dość prawdopodobne, bo sama mam alergię, a tamtego dnia dużo czasu spędzili w lesie. Wracając do delegacji, starałam się zapewnić dzieciom ciekawe popołudnia, więc wybieraliśmy się - głównie z teściami - w różne miejsca i wracaliśmy do domu na kolację. Dzieci prawie nie zauważyły, że taty nie ma w domu. Syn dopiero pod koniec mówił, że tęskni za tatą. Ale z drugiej strony cieszył się, że śpi ze mną. Dla mnie noce niestety były najcięższe. Było gorąco, więc oboje częściej się budzili. Zdarzyło się, że musiałam usypiać w środku nocy dwoje na raz, czego nigdy wcześniej nie robiłam, ale dałam radę. 









P O D S U M O W A N I E  P L A N Ó W  N A  C Z E R W I E C

✓ Odpocząć na wczasach
✓ Dobrze się bawić na weselu
✓ Przetrwać delegację męża
✓/✗ Miesiąc odkrywania muzyki: Hey
✓ Zrobić generalne porządki w przedpokoju i pomieszczeniu gospodarczym
✗ Zrobić porządek na komputerze
✗ Stworzyć kodeks rodzinny
✓ Spróbować nowej potrawy
✓ Pływać na basenie
✓ Umówić się z dawno niewidzianą osobą na rozmowę wideo
✓ Zatańczyć z mężem


P L A N Y  N A  L I P I E C

✩ Zrobić generalne porządki w salonie
✩ Stworzyć kodeks rodzinny
✩ Spróbować nowej potrawy
✩ Przygotować ogród na spędzanie w nim dużo czasu z dziećmi
✩ Poczytać na kocu
✩ Zorganizować spotkanie przy grillu
✩ Wybrać się na rodzinną wycieczkę rowerową
✩ Zrobić coś dla swojego rozwoju
✩ Zacząć ćwiczyć jogę
✩ Zacząć medytować
✩ Wybrać się z synem pierwszy raz do kina


J E D Z E N I E

JEDZENIE SYNA

Cały czas je wybiórczo, ale czasem próbuje czegoś nowego dla siebie. Na wczasach był dość otwarty na nowe smaki i nawet spróbował makaronu lekko pobrudzonego sosem - smakował mu. Jednak - jak zawsze na naszych wczasach - po kilku dniach jadł coraz mniej różnorodnie, chciał jeść codziennie to samo. Wybór był chyba dla niego zbyt duży.

Wciąż nawet nie próbuje wielu rzeczy, twierdząc, że tego nie lubi. I tak właśnie nie lubi jajecznicy, dań jednogarnkowych, wielu zup, past kanapkowych, wielu warzyw, dań ze strączków. Zjada owoce, tosty francuskie, jaglanki, owsianki, płatki z mlekiem, koktajle, placki ziemniaczane, ryż, kasze, komosę ryżową, makaron (nawet kolorowy czy gryczany), czasem jakieś mięso (ostatnio pieczeń rzymską), ogórek kiszony i zielony, marchew z groszkiem, fasolkę szparagową i oczywiście lody (różne smaki).


JEDZENIE CÓRKI

Karmię piersią i proponuję 5 posiłków w duchu BLW przy wspólnym stole, przy którym jemy to samo.

Karmię około 10 razy na dobę - czasem mniej, a czasem więcej. Córka daje znać, że chce być karmiona, mówiąc "cy" albo "cyś". Zazwyczaj nie odmawiam. Czasem sprawę załatwia woda z bidonu albo pokarm stały.

W tym miesiącu zaczęły przebijać się czwórki. Córka nie jadła w tym czasie nic prócz piersi. W czasie choroby też interesowało ją tylko mleko matki. Ale kiedy nic jej nie dolega, coś je, aczkolwiek nie w ilościach, które by ją nasyciły i w rezultacie podstawę jej odżywiania wciąż stanowi mleko. Nie zrażam się i proponuję każdego dnia pięć posiłków, ale bywa, że ona nie chce nawet z nami usiąść. Powód? Nauka chodzenia, niechęć do jedzenia. Okazało się też, że nie odpowiada jej już siedzenie w krzesełku z barierką jak dzidziuś - chciała siedzieć na dorosłych krzesłach i na krześle brata, więc zdjęłam barierkę z jej krzesełka, w wyniku czego nastąpiła poprawa.


Córka daje sygnały, że chce, żeby niektórymi potrawami ją karmić łyżeczką, więc tak robię. Obecnie trochę je samodzielnie, a trochę jest karmiona.  Woli jedzenie pokrojone na małe kawałki - na jeden kęs. Je zarówno rękami, jak i sztućcami - radzi sobie coraz lepiej. Pokrojone na kawałki produkty nabija bez problemu widelcem. Z łyżką też dobrze sobie ostatnio radzi. Potrafi pić samodzielnie z kubka Doidy Cup.

Na wczasach dużo próbowała. Poza tym bez większych zmian. Uwielbia owoce, pieczywo i mięso - tylko tego nie odmawia (chyba że ząbkuje). Produkty mleczne też bardzo chce spożywać - pokazuje, że chce, gdy widzi na stole. Chciałaby pić kefir i jeść jogurt naturalny, ale boję się dawać jej większe ilości z powodu jej alergii, a obecnie trudno stwierdzić, czy dana reakcja jest alergiczna czy wywołana ząbkowaniem. Lubi podobne potrawy co jej brat, chociaż dodatkowo je też czasem pasty kanapkowe, rośliny strączkowe i jajecznicę.

Śliniaka dalej nie chce. Po prostu częściej wstawiam pranie ubrań ;)


JEDZENIE MOJE, CZYLI MATKI KARMIĄCEJ

Jestem strasznie głodna natychmiast po karmieniu córki. Staram się jeść zdrowo, ale zdarzy mi się zjeść frytki, chipsy, paluszki czy czekoladę. Czasem podjadam, bo nie wytrzymuję z głodu do następnego posiłku, a bardzo źle znoszę głód.

Na wczasach jadłam dużo i pysznie. Jestem z siebie dumna, że potrafiłam się ograniczać w przypadku słodkich przekąsek.

W czasie tygodniowej nieobecności męża miałam wykupiony catering dietetyczny. Wybrałam dietę wegetariańską. Moje smaki! Było przepysznie, ale dużo więcej białka mleka krowiego niż jem na codzień. Mam wrażenie, że negatywnie wpłynęło to na moją cerę. Na córkę chyba trochę też.


S E N

SEN SYNA

Śpi niecałe 11 godzin na dobę. Nie ma drzemek. Zasypia między 20.00 a 20.30 - zależnie od tego, czy rano pośpi dłużej czy krócej. Usypia go tata, trzymając za rękę. Bardzo dużo opowiada w łóżku. Mówi i mówi, aż nagle zasypia. Byłam tego świadkiem na wczasach - usypialiśmy dzieci razem w jednym łóżku. Syn był tak podekscytowany minionym dniem, że aż go nosiło, a czasem chciał krzyczeć, wokalizował różne głoski. Czasem budzi się do ubikacji.

SEN CÓRKI

Śpi niecałe 12 godzin na dobę. Ma jedną około 1,5 godzinną drzemkę, którą zaczyna między godz. 11 a 12, ale zdarzyły się wyjątki od reguły. Pora wieczornego usypiania jest stała - około 20.00.

Usypia głównie przy piersi, czasem w nosidle, zdarza jej się zasnąć w aucie.

W nocy budziła się co najmniej dwa razy, a podczas choroby czy upałów zdecydowanie częściej. Gdy córka się przebudzi, karmię ją i zwykle zasypia po 15-45 minutach. Podczas ząbkowania było z tym trudniej i żebym się za bardzo nie rozbudzała, po karmieniu podmieniał mnie mąż, z czego córka za bardzo się nie cieszyła, bo woli w nocy mnie. No ale nie miała wyjścia i w końcu zasypiała przytulona do męża. Na wczasach spałyśmy razem, więc też budziła się dużo częściej.

MÓJ SEN

Zasypiam między 21.30 a 22.30. Dalej śpię sama. Budzę się, gdy córka się przebudzi i idę ją nakarmić. Czasem zasnęłam w czasie karmienia, ale to raczej rzadkość. Wstaję między godz. 5 a 6, bo wtedy najczęściej córka się przebudza. Gdyby nie ona, pewnie spałabym dłużej. Ona zwykle zasypia, a ja już nie umiem, więc czytam książki albo zajmuję się jakimiś swoimi sprawami. Traktuję to jako czas dla siebie. Było kilka takich nocy, gdy po pierwszej pobudce córki miałam trudności z zaśnięciem. Na wczasach spałam fatalnie, bo od pierwszej pobudki córki spałam z nią.


U M I E J Ę T N O Ś C I

UMIEJĘTNOŚCI SYNA

  • Coraz trafniej nazywa swoje emocje

UMIEJĘTNOŚCI CÓRKI

  • Zaczęła chodzić samodzielnie (więcej niż 5 kroków)
  • Samodzielnie wchodzi na sofę i ławkę
  • Wchodzi po schodach za rękę
  • Samodzielnie wchodzi na kitchen helper
  • Coraz lepiej posługuje się łyżeczką
  • Samodzielnie pije z kubka Doidy Cup
  • Odwiesza ręczniczek na wieszak
  • Bardzo dużo rozumie z tego, co do niej mówimy
  • Coraz więcej mówi


U L U B I O N E

ULUBIONE SYNA
  • Jazda na rowerze biegowym
  • Jazda na hulajnodze
  • Wspinanie się po drabinkach na placu zabaw
  • Rzemieślnicze lody o różnych smakach
  • Przytulanie
  • Duże sztućce
  • Słuchanie w aucie nagranych przeze mnie opowiadań Self-reg opowieści dla dzieci
  • Majsterkowanie z tatą
  • Książki - bardzo wróciły do łask
  • Zielony bidon Pura Kiki 

ULUBIONE CÓRKI
  • Piosenka "Jimba" z płyty Pomelody (często mówi "Czi-ba", żeby jej puścić w domu i aucie)
  • Mycie zębów
  • Przytulanie
  • Pierś mamy
  • Ludzie - uwielbia zaczepiać ludzi, mówi do nich czejść. Zaprzyjaźniła się nawet z dziadkiem, a dotychczas bała się starszych mężczyzn
  • Ruch "tu tu tu sroczka kaszkę warzyła", klaskanie, łapanie się za głowę, zasłanianie swoich oczu i odkrywanie (sama bawi się w akuku)
  • Muzyka: słuchanie, śpiewanie, instrumenty (szczególnie harmonijka ustna)
  • Uwielbia tańczyć na moich rękach
  • Pokazywanie swojego brzucha i wkładanie palca do pępka
  • Siadanie na krawężnikach i schodach - traktuje je jak krzesełko
  • Dzieci - zagaduje do nich np. na placu zabaw, mówi czejś
  • Przedszkole  - chciałaby już wchodzić z bratem do klasy, raz weszła i próbowała odsunąć krzesełko, żeby usiąść przy stoliku i pracować. Lubi też jechać do przedszkola z bratem i po brata, bo to okazja, żeby kogoś spotkać
  • Lubi zakładać sobie na szyję korale
  • Ulubione wymawiane przez nią słowa: kupa, hau, tata, io io, tam
  • Ulubione miejsce: ogródek
A z tych rzeczy mniej lubianych to wsiadanie do auta. Zachęcam ją na różne sposoby i całkiem nieźle mi idzie - czasem dam coś do ręki, a ostatnio przed wsiadaniem włączam jej ulubioną piosenkę.


M O W A

MOWA SYNA

Lubię z nim rozmawiać, a jeszcze bardziej słuchać. Bardziej lub mniej świadomie żartuje, czym doprowadza nas czasem do niepohamowanego ataku śmiechu. Próbuje używać trybu przypuszczającego, ale trochę przekręca.

MOWA CÓRKI

W tym miesiącu znów ani razu nie słyszałam od niej mama. Na pytanie "Gdzie jest mama?", nic nie odpowiada, ale na pytanie "Gdzie jest cycy?", wskazuje na mnie.

Czasem powie jakieś nowe zdanie (nawet trzywyrazowe) - nie wiem, czy to przypadek, czy świadome:
- Tata kupa tam (pokazując łazienkę w apartamencie)
- Chcesz io-io (dała mi zabawkowy pojazd)

Gdy zapytałam ją Chcesz?, odpowiedziała Chcę. Zastanawiam się, czy takie sytuacje są przypadkiem, zbiegiem okoliczności, ale często później okazuje się, że to była zapowiedź, taki pierwszy sygnał, że ona już to umie.

Bardzo dużo mówi po swojemu. Mówi całą sobą - ustami, rękami, ciałem. Czasem jakby wyrzuca z siebie słowa.

Wyraźniej wymawia wcześniej znane słowa.

Słowa, które mówi (doliczyłam się 34):
ci / tsi (gdy słyszy, że ktoś coś liczy, zawsze mówi "trzy"), cia (kicia - tak woła na kota), Ba (Basia z książeczki o nocniku), Dada (jej brat), pi pa (bim bam), czi-ba (Jimba - tytuł piosenki Pomelody), tata (nie tylko tata - inni ludzie też), hau (nie tylko pies - inne zwierzęta też), tam, io io (nie tylko wóz strażacki - inne pojazdy też), pa, chodź, dać, baa (bach), cy / cyś (oznacza pierś i chyba mamę), lala, czejś (cześć), ooł, ojej, niam, nie, ta (tak), haji (halo, telefon), kupa (nie tylko kupa, ale i siku, łazienka, pielucha, nocnik itp.), hoo (hop), chcieś / chcie (chcesz / chcę), ham (am, jedzenie), ta (wskazuje np. którą książkę chce czytać), ła-ła (łe łe - płaczący dzidziuś), ka-ka (kap kap), mu (muczenie krowy),  cieć (czy jakoś tak - chodzi o dzieci), ciach, ko-ko (nie jestem pewna, czy chodzi o kurę, czy o kop kop czyli kopanie, a może o jedno i drugie)
Wymawia też osobno niektóre samogłoski (a, o, i, u). Czasem wymawia te litery, pokazując palcem słowa w książkach. Wzięło się to chyba stąd, że w książce "Pucio. Zabawy gestem i dźwiękiem" znajdują się bańki z samogłoskami. Robi tak, dopóki nie zacznę czytać każdej litery z osobna, więc chyba chodzi jej o to, żebym literowała.


P R A C E  I  Z A B A W Y

Dzieci bawią się czasem razem, ale często przeradza się to w konflikty. Subtelnie próbuję pomóc im się dogadać, przytulam, mówię o emocjach i potrzebach. Sama mam z tym jeszcze trudności, ale uczę się z nimi.




PRACE I ZABAWY SYNA

  • Na pierwszym miejscu Lego Duplo. Coraz częściej nie tylko coś buduje, ale i odgrywa scenki. Ostatnio zbudowaliśmy przedszkole, mimo że nie mamy takiego zestawu, i odegraliśmy kilka przedszkolnych sytuacji
  • Lubi układać puzzle
  • Zabawa w tatę - 
  • Uwielbia wodę - w basenie na wczasach był przeszczęśliwy. Pływa w kółku. Lubi zjeżdżać ze zjeżdżalni
  • Place zabaw - szczególnie wspinanie się po drabinkach, bujanie na huśtawkach (zaczyna uczyć się samodzielnie huśtać, ale jeszcze nie potrafi)
  • Rower biegowy i hulajnoga. Na wczasy wzięliśmy hulajnogę i to był jeden z moich lepszych pomysłów - obiekt był dość rozległy, więc chodząc na własnych nogach, syn marudził, a hulajnoga rozwiązywała sprawę
  • Piasek! Nie tyle w piaskownicy, co piasek na plaży. Bardzo spodobało mu się budowanie studni z tatą
  • Rysowanie kredą na chodniku
  • Gra łowienie ryb Melissa&Doug
  • Chętnie udziela się w codziennych obowiązkach, szczególnie w kuchni. Lubi składać pranie, myć warzywa, mieszać składniki, nalewać płyny, a krojenie jabłek to jego pasja ;)

PRACE I ZABAWY CÓRKI

  • Najczęściej jest w ruchu, nie może usiedzieć w miejscu - od kiedy poczuła się pewniej, prawie cały czas chodzi
  • Uwielbia bujanie na huśtawce. Okazuje ogromne niezadowolenie, gdy po długim już huśtaniu chcę skończyć
  • Uwielbia być na zewnątrz i po prostu chodzić. Czasem idzie szybko, czasem zatrzymuje się, żeby przyjrzeć się mrówce. Uwielbiam ten etap
  • Bardzo podobało się jej "przeskakiwanie fal" w morzu z tatą 
  • Zabawy w brodziku hotelowym też jej się podobały. I pływanie na rękach rodziców
  • Klocki Lego - szczególnie lubi bawić się pojazdami, które zbudował jej brat
  • Sorter kształtów
  • Różne pudełka, butelki - dopasowuje wieczka i nakrętki
  • Wrzutomat - pudełko z otworem na żetony i szufladką
  • Wieża z kółek
  • Rysowanie
  • Zabawkowa kuchnia drewniana
  • Miotła, mop dla dzieci Klein Vileda
  • Przedmioty codziennego użytku
  • Lubi odwieszać ręczniczek na wieszak umieszczony na swojej wysokości. Nawet przerywa aktualną czynność, gdy widzi ręczniczek, żeby iść go odwiesić, np. jadła owsiankę w ogródku, a kiedy wytarłam coś ręczniczkiem i go odłożyłam, wstała, wzięła go i poszła do domu odwiesić
  • Interesuje ją obsługa pralki i suszarki - przyciska odpowiednie przyciski, gdy ją o to poproszę





K S I Ą Ż K I

SYN CHCIAŁ CZYTAĆ
  • Self-reg. Opowieści dla dzieci - ulubiona książka, syn chciałby ją czytać codziennie, więc nagrałam i słuchamy w aucie. Jest to szczególny motywator dla syna, żeby jechać do przedszkola.
  • Już wiem, jak to działa! - kolejna ukochana książka. Szczególnie interesuje go produkcja różnych materiałów, chce wiedzieć, co z czego pochodzi
  • Ratujmy Ziemię. Wielka księga zabaw - rośnie mi mały ekolog. Bardzo interesuje go ta tematyka

CÓRKA CHCIAŁA CZYTAĆ
  • Pucio. Zabawy gestem i dźwiękiem
  • Co robi Pucio?
  • Nocnik nad nocnikami. Dziewczynka 
  • Pucio uczy się mówić 
  • Księga dźwięków 
  • Seria Dobra Książeczka dla dzieci w wieku 1-1,5 roku
  • Krok po kroku. Mówi się
  • Jano i Wito w trawie
  • Zabawa w oczka
  • Pierwsze słowa. W lesie
  • Pierwsze słowa. W nocy
  • Poznaję dźwięki! Vivaldi
  • Poznaję dźwięki! Muzyka klasyczna
  • CzuCzu Pojazdy
  • W domu, w dziczy, na ulicy

JA PRZECZYTAŁAM
  • Wysoko wrażliwi i miłość, Elaine N. Aron

    Bardzo ciekawa dla wysoko wrażliwej osoby lektura. Wcześniej czytałam "Wysoko wrażliwych". Znów dużo się zgadza.

    Opis od wydawcy:
    "Czy masz wrażenie, że ciągle otaczają cię subtelne sygnały, komunikaty niewerbalne, przelotne emocje czy półświadome pragnienia innych ludzi? Czy męczy cię spora ilość bodźców, wywołując uczucie wyczerpania? A może czasami nie możesz się przemóc, by przejść od myślenia do działania? Może często wybierasz samotne siedzenie w domu zamiast aktywnych rozrywek i grupowych atrakcji? Jeśli tak, to prawdopodobnie należysz do grona wysoko wrażliwych osób, stanowiących 20% wszystkich ludzi. I nie ma w tym nic złego, tyle że świat, w którym żyjesz, jest dostosowany do  ludzi o zdecydowanie innych potrzebach niż twoje. Czasami możesz więc czuć się naprawdę inny i niezrozumiany! Jednak twoje wyjątkowe zdolności empatyczne i analityczne mogą być wielkim atutem zarówno w przyjaźni, jak i małżeństwie czy innym długotrwałym związku.

    Ta książka będzie twoim przewodnikiem po świecie miłości i związków tworzonych przez osoby wysoko wrażliwe!

    Dowiesz się z niej między innymi:
    - jak układają się relacje, zależnie od tego, czy wysoko wrażliwy jest mężczyzna, czy kobieta,
    - czy osoby wysoko wrażliwe tworzą dobre związki z innymi osobami wysoko wrażliwymi,
    - jakie są zalety związków mieszanych,
    - jak unikać pułapek związków osób wysoko wrażliwych z niewysoko wrażliwymi,
    - jak wysoka wrażliwość wpływa na życie seksualne,
    - jaki jest wpływ wrażliwości na prawdopodobieństwo zakończenia związku."
  • Toksyczni rodzice. Jak się uwolnić od bolesnej spuścizny i rozpocząć nowe życie, Susan Forward

    Ważna lektura. Bardzo pomaga. To, jacy jesteśmy, mocno wynika z tego, jak nas wychowywano. Warto to sobie uświadomić i z tym uporać.

    "Pacjenci Susan Forward to ludzie skatowani przez własnych rodziców. Fizycznie bądź psychicznie. Krytykowani, dręczeni okrutnymi żartami, przygniatani winą, napastowani seksualnie, czy... rozpaczliwie ochraniani. Niewielu z nich przed podjęciem terapii zdawało sobie sprawę z tego, że zostali zniszczeni destrukcyjnym wpływem „toksycznych” rodziców, umiejętnie zaszczepiających w dziecku wieczną traumę, poczucie znieważenia i poniżenia. Mają zachwiane poczucie własnej wartości prowadzące do samoniszczących zachowań. Zawsze, nawet niezależnie od faktycznych zasług, czują się bezwartościowi, niezależnie od kochającego partnera – niekochani, niezależnie od życiowego powodzenia – nieprzystosowani. Uczucia te wynikają w znacznej mierze z faktu, że jako dzieci zostali pozbawieni wiary w siebie i wpędzeni w poczucie winy. A stając się dorosłymi, nie potrafią zrzucić tego ciężaru, co odbija się na każdym aspekcie ich życia."
  • A aktualnie kończę czytać Porozumienie bez przemocy - drugi raz. Mam nadzieję, że tym razem bardziej wdrożę to podejście w życie.

S A M O P O C Z U C I E

SAMOPOCZUCIE SYNA

Zaskakująco dobre. Nastał dobry czas. Dużo mówi o swoich emocjach i choć chyba niekoniecznie poprawnie je nazywa, to ważne, że próbuje je wyrażać. Uwielbia czytać o nich książki. Mamy swoją codzienną rutynę - może to też mu pomaga. Często spędzamy ze sobą popołudnia - taki czas matki z synem.

Cały miesiąc był zdrowy. Jedynie pewnego dnia pojawiło się podejrzenie o zapalenie spojówek, ale szybko przeszło.

SAMOPOCZUCIE CÓRKI

Jej złe samopoczucie wynikało z przebijania się kolejnych zębów - bardzo dotkliwie to przeżywa. Odbija się to na jej śnie, apetycie i właśnie samopoczuciu. Poza tym rozchorowała się dość konkretnie.

Bardzo cieszy się umiejętnością samodzielnego chodzenia. Poza tym lepiej czuje się na tym świecie, od kiedy nagle dużo więcej rozumie z tego, co do niej mówimy. Cieszy się, że potrafi coraz więcej powiedzieć, a my coraz lepiej ją rozumiemy. Chyba mniej się dzięki temu frustruje. Poza tym jest bardzo odważna - podejmuje różne wyzwania fizyczne, pierwsza odzywa się do różnych ludzi, choć boi się, kiedy to oni pierwsi nawiązują kontakt.

MOJE SAMOPOCZUCIE

Zdrowie mi dopisywało. Na wczasach odpoczęłam na tyle, na ile można odpocząć z dziećmi. Oczywiście przeżywałam bardzo różne emocje. Uczę się radzić sobie z nimi. Szczególnie dużo pracuję nad złością.


P O T R Z E B Y

Mam chyba typowe potrzeby matki dwójki dzieci. Chciałabym więcej spać - najlepiej bez konieczności wstawania do córki, bo mnie to zwykle tak rozbudza, że nie mogę dalej spać. Chciałabym rzadziej czuć głód, ale to jest podyktowane tym, że dużo karmię piersią i staram się to obecnie akceptować, choć czasem mnie to frustruje. Czuję potrzebę wprowadzenia w swoje życie jakiejś aktywności fizycznej innej niż noszenie dziecka i spacery z wózkiem ;) A że nie przepadam za sportem, to długo próbowałam sobie przypomnieć, jaką aktywność kiedykolwiek w swoim życiu lubiłam. I już wiem. Planuję zacząć ćwiczyć jogę.

A jak Wam minął czerwiec?


Zobacz, co się u nas działo w poprzednich miesiącach.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz