niedziela, 5 maja 2019

Kwiecień 2019 (3 lata i 7 miesięcy syna || 1 rok i 1 miesiąc córki)


Podsumowania miesiąca to cykl tekstów, który zaspokaja moją potrzebę gromadzenia rodzinnych wspomnień i informacji. Każdego miesiąca dzielę się swoimi przemyśleniami i piszę o tym:
  • co się u nas działo, 
  • co jedliśmy, 
  • jak spaliśmy, 
  • jakie nowe umiejętności dostrzegłam u swoich dzieci, 
  • co szczególnie lubiły, 
  • czym się bawiły i z czym pracowały, 
  • jak rozwijała się ich mowa i co takiego powiedziały, co chciałabym zachować i kiedyś do tego wrócić, 
  • co czytaliśmy,
  • jak się czuliśmy,
  • jakie mam potrzeby,
  • jakie mamy plany na następny miesiąc.
Podsumowania miesiąca są wynikiem moich osobistych potrzeb, ale dostaję sygnały, że dla was również są przydatne, uspokajają, że nie jesteście sami w swoich odczuciach i trudnościach, a także inspirują, co mnie bardzo cieszy. Pamiętajcie jednak, że każde dziecko rozwija się inaczej, a wątpliwości lepiej skonsultować ze specjalistą.

NA MOIM BLOGU


W ubiegłym miesiącu napisałam Podsumowanie marca 2019.



CO U NAS


Dla mnie był to dość intensywny miesiąc. Pełen uroczystości, wizyt kontrolnych u lekarzy i... wydatków.

Moja primaaprilisowa córka skończyła rok. Przyjęcie w domu to konwencja, która bardzo sprawdza się przy moich dzieciach. Trafiła nam się piękna pogoda, więc nawet zaliczyliśmy spacer. Jeśli chodzi o jedzenie, to sama przygotowałam niewiele. Obiad został dowieziony przez firmę cateringową. Zamówiłam też kolejny raz pyszny, wegański tort, którego smakiem jak zwykle się zachwycałam. Przy okazji urodzin kupiliśmy córce bum bum rurki - wyszła z tego niezła zabawa. Kilka dni później zrobiliśmy sobie profesjonalną sesję zdjęciową z okazji roczku, co również było dla mnie wymagające.

Tydzień później byliśmy gośćmi na dużej uroczystości - okrągłe urodziny seniorki z rodziny męża. Nie mogliśmy uwierzyć, jak świetnie można się bawić, mając ze sobą dzieci. W zasadzie nie poznawaliśmy własnych dzieci. Syn przepadł. Spędzał czas głównie ze starszą ukochaną kuzynką. Córka była rozchwytywana przez członków rodziny i - co niespodziewane - lgnęła nawet do nieznanych sobie dotychczas osób. Dawała się nosić, porywać do tańca - po prostu kosmos. A my czuliśmy się jak goście na imprezie, chwilowo zapominając, że jesteśmy rodzicami dwójki małych dzieci. Gdy sobie przypomnę zeszłoroczne wesela (porównuję to przyjęcie do wesela, bo momentami tak się w jego trakcie czułam), to nie mogę uwierzyć, jak zmieniły się nasze dzieci. W zeszłym roku myśleliśmy tylko, jak przetrwać. Nie mieliśmy zbyt wiele radości z tamtych uroczystości. Z jednej nawet dość szybko wróciliśmy do domu. A tu proszę. Może czerwcowe wesele również będzie udane.

Święta minęły nam rodzinnie, przyjemnie, choć zastanawiam się, czy odwiedzanie rodziny dzień po dniu to dla nas nie za dużo. Zauważyłam, że intensywne dwa dni pod rząd za bardzo mnie przestymulowują. A może raczej chodzi o to, że dzieci są wtedy przestymulowane i doprowadzanie ich do równowagi dla mnie stanowi ogromny wysiłek i to mnie przestymulowuje. Dlatego ostatnio staraliśmy się tak planować weekendy, żeby jeden dzień był spokojny, domowo-spacerowy i to nam się dobrze sprawdza. Myślę, że dobrze byłoby podobnie planować święta.

Jeśli chodzi o przyjęcia, to mój syn (i mąż, bo to on mu towarzyszył - ja zostałam z córką) załapał się na jeszcze jedno - wybrał się na przyjęcie urodzinowe kolegi z przedszkola. Podobno świetnie się bawił, a mąż po prostu rozmawiał z innymi rodzicami. To całkiem odwrotna sytuacja do przyjęcia, na które w styczniu syn poszedł ze mną. Co ciekawe, nie tylko mój syn dobrze się bawił dopiero na drugim przyjęciu. Może tym razem już wiedział, na czym polegają takie imprezy, wiedział, na co się nastawić, czego się spodziewać. Bo mam nadzieję, że nie chodzi o moją obecność.

Miesiąc zakończył się dla mnie jakimś dziwnym wirusem, który już chyba kiedyś nam się przypałętał. Mnie to wtedy jakoś szczególnie nie dotknęło, za to pozostali członkowie rodziny mocno oberwali. Teraz to ja byłam obezwładniająco zmęczona i miałam ciężkie noce.

Jeśli chodzi o wizyty u lekarzy, to córka miała kontrolę u kardiologa (nic poważnego, z synem było podobnie - sprawa rozwojowa tylko do kontroli) i pediatry - w związku z żelazem (mamy suplementować). Natomiast ja w tym miesiącu postanowiłam zrobić sobie przegląd zdrowia i pozapisywałam się do specjalistów, których powinnam odwiedzać (u alergologa byłam wiele lat temu, chociaż mam od dziecka alergię - błąd!) - część wizyt już za mną.

A co do wydatków, to pojawiło się ich w tym miesiącu naprawdę sporo. M.in. udogodnienia do domu, fotelik samochodowy dla syna (wciąż do jazdy tyłem), konsultacje z coachem talentów Gallupa, sesja zdjęciowa, pozostała kwota za wczasy. Ale patrząc na poniesione koszty, cieszy mnie to, na co wydajemy pieniądze - to nie są głównie przedmioty, tylko bezpieczeństwo, rozwój, doświadczenia. Właśnie na to wolę wydawać pieniądze.


J E D Z E N I E

JEDZENIE SYNA

Wciąż je wybiórczo, ale lista produktów nie jest przez niego okrojona tak bardzo jak jeszcze - powiedzmy - rok temu. Do akceptowanego przez niego menu wpadło znów kilka nowości. Komosa ryżowa przypomina mu kaszę, poza tym spodobała mu się nazwa, więc mimo że pierwszy raz zobaczył ją na stole, to zjadł i to w sporej ilości. Toleruje już nie tylko klopsiki w IKEA. Spróbował nawet przygotowanych przeze mnie klopsików w sosie curry i nieudolnej, ale domowej i pieczonej wersji ikeowskich klopsików (wcześniej nie było o tym mowy, bo za mało okrągłe). Przemyciłam także jarmuż - w koktajlu, ale na razie nie jest tego świadomy, bo nie pytał o skład. Znów zjadł zupę krem z kalafiora (zachęcającym trikiem były domowe grzanki, które sam sobie wsypał), więc coś się rusza też w temacie zup - wreszcie coś innego niż rosół i pomidorowa. Więcej zmian sobie nie przypominam.

JEDZENIE CÓRKI

Karmię piersią na żądanie i proponuję 5 posiłków w duchu BLW przy wspólnym stole, przy którym jemy to samo. Chociaż ostatnio tak trochę od całkowicie samodzielnego jedzenia odchodzimy. Zaraz napiszę o tym więcej.

Karmię około 8 razy na dobę. Chyba odrobinę rzadziej niż wcześniej. Córka uprawia laktojogę. Karmienie na leżąco to dla mnie najlepsze rozwiązanie, chociaż dziecko i tak cuda wtedy wyczynia i gdybym porównała miejsce i pozycję z jakimi zaczęła karmienie, a z jakimi skończyła, to złapałabym się za głowę. W tym miesiącu - na szczęście dla moich piersi - zębów nie przybyło. Córka już doskonale wie, gdzie mam piersi (nawet bardzo zabudowane dekolty nie pomagają) i bez wahania po nie sięga. Jako że rok już skończyła, a ja nie chcę dojść do momentu, kiedy karmienie piersią stanie się dla mnie udręką, nie karmię za każdym razem na żądanie. Czasem sprawę załatwia woda z bidonu.

Znów nadeszły takie dni, kiedy córka żywiła się tylko mlekiem matki. Było coraz gorzej - czułam coraz większą frustrację i wyczerpanie. Im mniej jadła pokarmów stałych, tym więcej piła z piersi. Mąż postanowił bardziej się włączyć w rozszerzanie diety córki. Częściej i na dłużej wybywałam z domu albo on wychodził gdzieś (choćby do ogrodu) z córką. Ogromne poczucie spokoju dało mi wyjście ze starszym synem, gdy mąż mi napisał, żebyśmy się nie spieszyli, że im dłużej mnie nie będzie w domu, tym lepiej. I od tego czasu znów zaczęła coś jeść. Często pokazywała mi, że chce, żebym ją karmiła łyżeczką. I robię to. Także obecnie trochę je samodzielnie, a trochę jest karmiona. Jej niechęć do jedzenia pokarmów stałych mogła być też nakręcana przez niedobór żelaza. Pediatra zaleciła ostatecznie suplementację. Zawsze starałam się przygotowywać posiłki bogate w żelazo, ale co z tego, jak ona często nawet nie skosztowała.

Zauważyłam, że woli jedzenie pokrojone na małe kawałki - może to też kwestia chęci ćwiczenia chwytu szczypcowego. Córka bardzo chętnie je mięso (raczej w postaci zmielonej, czyli np. pieczeń rzymska, pieczone kotlety, klopsiki, pasta kanapkowa z kurczaka). Uwielbia owoce - nimi nigdy nie gardzi. Ze względów bezpieczeństwa jabłko podaję jako mus, a nie kawałki (ryzyko zadławienia), winogrona, borówki itp. kroję na pół. Chętnie je owsiankę, jaglankę, pudding chia - i właśnie nimi chce być karmiona, a nie jeść samodzielnie. Zajada się pieczywem - dlatego kupujemy różne rodzaje, żeby tu było chociaż jakieś urozmaicenie. Lubi marchewkę z groszkiem, bo to świetne wyzwanie dla jej paluszków. Z innych warzyw lubi fasolkę szparagową, pomidory, paprykę. Uwielbia koktajle i zupy krem, które pije przez słomkę. Oczywiście proponuję jej też posiłki w innych formach, ale wymieniłam to, co zjada. Wygląda na to, że woli łatwe do zjedzenia konsystencje, co trochę mnie martwi. Gryzienie ćwiczy chyba głównie na chlebie. Ciekawa jestem, na ile jej preferencje wypływają od niej, a na ile to naśladowanie starszego brata. On też przepada za pieczywem i owocami, ale to chyba generalnie ulubione jedzenie dzieci.

Śliniaka już jej nie zakładam, bo jasno daje do zrozumienia, że nie chce. Nie umie usiedzieć w miejscu, staje w krzesełku, więc jedzenie często kończy się na stojąco w kitchen helper albo przy stołku. Chętnie zjada resztki z podłogi.

Je zarówno rękami, jak i sztućcami (łyżkę i łyżeczkę odwraca tuż przed włożeniem do buzi, więc bardziej płynne pokarmy nie są w ten sposób zjadane, widelcem radzi sobie coraz lepiej.

Co do białka mleka krowiego, to proponuję w niewielkich ilościach. Gdy piłam kefir, chciała spróbować - wiele nie wypiła, ale jej smakowało. Negatywnych reakcji nie zauważyłam.



JEDZENIE MOJE, CZYLI MATKI KARMIĄCEJ

Jem zdrowo, ale zdarzyło mi się zjeść hamburgera czy frytki. Będąc na diecie bezmlecznej, bardzo odzwyczaiłam się od słodyczy, ale tak patrząc wstecz, to nigdy szczególnie nie uwielbiałam słodkiego smaku. Jem czasem gorzką czekoladę, ale taką 90%. Ze słonych przekąsek jakoś nic mi nie podchodzi prócz paluszków z sezamem. Jak widać, można zmienić nawyki żywieniowe nawet w dorosłym życiu.

Przez to, że dieta córki opiera się na moim mleku, to ciągle jestem głodna i podjadam, ale jakoś mnie to obecnie nie martwi. Najważniejsze, żebym była najedzona, bo jak mawia mój mąż: żona i matka musi być najedzona, bo nie jestem sobą, kiedy jestem głodna.


S E N

SEN SYNA

Śpi prawie 11 godzin na dobę. Nie ma drzemek. Zasypia po 20.00. Usypia go tata, trzymając za rękę. Ostatnio dłużej zasypia - podobno bardzo dużo opowiada w łóżku. Czasem budzi się do ubikacji.

SEN CÓRKI

Śpi około 12 godzin na dobę. Ma jedną drzemkę, ale zdarzyły się wyjątki od reguły. Porami jej snu wciąż rządzi chaos. Tylko pora nocnego usypiania jest w miarę stała (około 20.00).

Wieczorem usypia przy piersi. W usypianiu na drzemkę nastąpiła zmiana - znów pierś wróciła do łask. Zdarza jej się zasnąć w aucie, ale w wózku obecnie nie ma szans.

W nocy budzi się 1-3 razy. Jednej nocy nie przebudziła się ani razu. Nie świrowałam i nie chodziłam sprawdzać, czy oddycha, tylko spałam. Gdy córka się obudzi, karmię ją. Kiedyś spałyśmy razem, ale obecnie to się u nas nie sprawdza. Przychodzę do niej z innego pokoju, bo gdy śpimy razem, wzajemnie się budzimy. Sprawdzone - przysnęłam z nią niedawno, gdy byłam chora i nastąpiła dodatkowa pobudka, nie wiem, kto kogo obudził.

MÓJ SEN

Zasypiam między 21 a 22. Śpię sama. Budzę się, gdy córka się budzi i idę ją nakarmić. Mam tak czuły sen, że raczej nie jestem w stanie zasnąć w czasie karmienia. Wstaję około godziny 5 (czasem 6), bo wtedy najczęściej córka się przebudza. Ona zwykle zasypia, a ja już nie umiem, więc czytam książki albo zajmuję się jakimiś swoimi sprawami. Traktuję to jako czas dla siebie.


U M I E J Ę T N O Ś C I

UMIEJĘTNOŚCI SYNA

  • Wspinanie się po drabinkach na placach zabaw - wcześniej oczywiście się wspinał, ale ostatnio zauważyłam ogromny postęp, większą sprawność, pewność siebie i ciała, ma odwagę próbować czegoś, czego nie jest pewny, czy zrobi
  • Coraz lepiej jeździ na hulajnodze, chociaż na dłuższe trasy wybiera rower

UMIEJĘTNOŚCI CÓRKI

  • Szlifuje umiejętności zdejmowania ubrań - czapek, opasek, pomaga w rozbieraniu koszulek
  • Wkłada klocki w kształcie koła do sortera
  • Dalej uczy się posługiwania sztućcami
  • Ściąga zatyczki z mazaków
  • Przesuwa krzesła, chodząc - traktuje je jak pchacze
  • Sprawnie chodzi przy meblach - wystarczy, że dotyka je palcem
  • Stoi samodzielne (na razie epizodyczne sytuacje)
  • Schodzi z sofy i łóżek tyłem 
  • Wspina się po schodach na piętro
  • Schodzi po schodach tyłem
  • Umiejętności komunikacyjne: daje znać, że coś jej się nie podoba, coś chce, gdzie chce być zaniesiona
  • Rozumie coraz więcej z tego, co mówimy
  • Na komunikat "nie" reaguje chwilowym zatrzymaniem aktywności (w zasadzie ta umiejętność pojawiła się wcześniej, ale dotychczas o tym nie wspomniałam)
  • Zaprzecza odpowiednim ruchem głowy, np. odmawia w ten sposób jedzenia
  • Naśladuje czynności zaobserwowane w otoczeniu, np. odbieranie telefonu, pisanie długopisem
  • Tuli pluszowego króliczka



U L U B I O N E

ULUBIONE SYNA
  • Do zainteresowań dołączyła historia - jest ciekawy, jak żyło się kiedyś, lubi oglądać zamki w książkach, słuchać opowieści o królach
  • Mówienie, że jest zmęczony i że boli go gardło - mam wrażenie, że znalazł sobie taki argument, żeby ktoś zrobił coś za niego
  • Ma ulubionego kolegę w przedszkolu - wcześniej relację miał z każdym, a teraz znalazł kogoś w rodzaju przyjaciela
  • Ulubiona aktywność w przedszkolu: przygotowywanie sałatki owocowej (oczywiście z przyjacielem)
  • Jazda na rowerze biegowym
  • Lody truskawkowe, w ogóle smak truskawkowy

ULUBIONE CÓRKI
  • Przytulanie
  • Przytulanka króliczek z IKEA
  • Klaskanie
  • Ruch "tu tu tu sroczka kaszkę warzyła"
  • Szperanie w szafkach kuchennych i podjadanie
  • Muzyka: słuchanie, śpiewanie po swojemu, granie na instrumentach, tańczenie
  • Eksplorowanie otoczenia
  • Ulubiona część ciała mamy: piersi i pępek - lubi wkładać palec do pępków
  • Ulubione wymawiane przez nią słowa: hau, tata, io io
  • Ulubione miejsce: schody, ogródek - nie wiem, co bardziej




M O W A

MOWA SYNA

Dalej usta mu się nie zamykają. Dużo opowiada, zadaje wiele pytań. Często zagaduje, mówi, że chce porozmawiać, ale ostatecznie nie przekazuje nic konkretnego. Mam wrażenie, że chodzi o nawiązywanie relacji, o bycie w kontakcie, skupienie na siebie uwagi. Mówi: mamo, chcę ci coś powiedzieć. I mówi na przykład, że mnie lubi, kocha itp. :)

MOWA CÓRKI

Ostatnio dużo piszczy. Bardzo dużo mówi po swojemu. Mówi swoje słowa i próbuje powtarzać, naśladując odpowiednią intonację. Nie wiem, czy to przypadek, ale np. dwa razy w różnych sytuacjach usłyszałam koktajl, gdy pytałam, czy chce koktajl. Mam wrażenie, że powtarza słowa.

Potrafi na swój sposób poprosić o jedzenie (i to już w zasadzie od dłuższego czasu) - charakterystycznie stęka i kieruje dłoń i wzrok w stronę tego, co chce zjeść lub wypić (albo sięga do mojej bluzki).

Zna i mówi słowa:
- tata (ostatnio to słowo jest najczęściej w użyciu), 
- hau, 
- mama, 
- io io (głównie straż pożarna, ale też inne pojazdy),
- choć (chodź),
- ba (bach), 
- cycy, 
- lala (śpiewać)
- cie (cześć), 
- papa, 
- o-o-ł, 
- ojoj, 
- niam, 
- ta (tam), 
- ta (tak), 
- hao (halo), 
- pa (co oznacza kupę - daje znać po fakcie),
- hoo (hop)


P R A C E  I  Z A B A W Y

Zaczął się ciekawy etap. Syn chce bawić się więcej w swoim pokoju, ale jako że nie lubi być sam, to bierze ze sobą siostrę. I ona mu wystarcza, a ona też jest zadowolona z takiego układu. Mam wrażenie, że kiedy są sami w pokoju, dzieje się mniej niebezpiecznych sytuacji. Na razie nikt nie płakał, nikomu nic się nie stało, a przy nas często coś się dzieje (upadki, konflikty itp.)

PRACE I ZABAWY SYNA

  • Lego Duplo. Inne zabawki mogłyby nie istnieć. A na święta dostali pociąg i tory Duplo - jest szał! Często coś buduje i przebudowuje - bawi się głównie w ten sposób, a nie odgrywając scenki z klockami. Gdy pojawia się jakaś scenka, to nagle się okazuje, że "musi" koniecznie coś dobudować, żeby pociągnąć tę historię dalej
  • Zabawa w pieski z siostrą
  • Uwielbia obsługiwać koparkę z kulkami w centrum handlowym
  • Chętnie udziela się w codziennych obowiązkach

PRACE I ZABAWY CÓRKI

  • Najczęściej jest w ruchu, nie może usiedzieć w miejscu - raczkuje, chodzi przy meblach, ścianach
  • Najbardziej lubi wspinać się po schodach i raczkować po ogródku - najchętniej cały dzień spędziłaby na zewnątrz
  • Uwielbia wyciągać świeże pranie z miski i wkładać je ponownie. Ostatnio próbuję tę miskę zanieść do góry, wciągając po schodach - oczywiście nic z tego
  • Lubi bawić się w piaskownicy
  • Najczęściej bawi się z bratem klockami Lego Duplo
  • Lubi bawić się różnymi pojazdami, mówi wtedy: io io
  • Malowanie farbami
  • Kolorowanki wodne
  • Granie na instrumentach
  • Przedmioty codziennego użytku


Drabinka Lil Monkey

Klocki przyssawki Fat Brain Toys

Kolorowanka wodna





K S I Ą Ż K I

SYN CHCIAŁ CZYTAĆ
  • Nauka bez tajemnic 
  • Przyroda bez tajemnic
  • Jedzenie bez tajemnic

CÓRKA CHCIAŁA CZYTAĆ
  • Pucio uczy się mówić (najchętniej i najczęściej)
  • Księga dźwięków 
  • Akademia mądrego dziecka. Pierwsze słowa. W domu
  • Akademia mądrego dziecka. Pierwsze słowa. Kolory
  • Seria Dobra Książeczka dla dzieci w wieku 1-1,5 roku
  • Krok po kroku. Koci łapci
  • Seria Poznaję dźwięki 

JA PRZECZYTAŁAM
  • Smart shopping. Kupuj świadomie! Żyj zdrowiej! Doktor Ania, Anna Makowska
    Poradnik o tym, jak świadomie robić zakupy spożywcze, ale bez popadania w skrajności. Kolejne rozdziały dotyczą różnych rodzajów produktów, np. makarony, pieczywo, jajka, ryby, przetwory mleczne, owoce i warzywa. Jest wiedza, ciekawostki, przykłady składów produktów, które można znaleźć w sklepach, z komentarzem. Jednak jeśli odżywiasz się raczej zdrowo i zwracasz uwagę na etykiety kupowanych produktów spożywczych, to ta książka wiele nowego do twojego życia raczej nie wniesie. Czytając ją, głównie potakiwałam, że tak robię, że to wiem. Było też dużo opisów procesów chemicznych, a chemia nie jest raczej moją mocną stroną i zbytnio mnie nie interesuje, więc przelatywałam po tym wzrokiem.


S A M O P O C Z U C I E

SAMOPOCZUCIE SYNA

Jak sinusoida, raz lepiej, a raz gorzej. Często mówił, że jest zmęczony, że coś go boli - najczęściej nogi, brzuch, gardło. Trudno mi powiedzieć, czy tak się czuł naprawdę, bo ostatnio ma dużo energii, szaleje na podwórku, a później nie chce mu się na przykład rozebrać i wtedy podaje taki argument, żeby mu pomóc. Wtedy mu mówię, że wystarczy, że poprosi mnie o pomoc, nie musi być zmęczony, żebym mu pomogła. I po rozebraniu go znów ma energię i już nie jest zmęczony. A może ma tak jak ja ostatnio - nic mi się nie chce. Generalnie emocje przeżywa intensywnie - zarówno te pozytywne, jak i te trudne. O ile raczej jestem wspierająca i wyrozumiała, to pewnego razu musiałam opuścić pokój, bo wybuchnęłabym śmiechem, podczas gdy syn przeżywał swoją ogromną wewnętrzną tragedię.

Zdrowie mu dopisywało - w kwietniu stuprocentowa obecność w przedszkolu.

SAMOPOCZUCIE CÓRKI

Dopisywał jej humor. Gdy się na nią patrzy, to widać w niej bardzo radosne dziecko. Miała kilka trudniejszych dni, ale po czasie już wiem, że musiała się wtedy po prostu fatalnie czuć, a objawów poza marudzeniem i ogólną mamozą nie było. A wiem, że fizycznie czuła się źle, bo później ja przechodziłam coś podobnego - jakiś wirus nas znów dopadł.
Jest coraz pewniejsza siebie, ciekawa świata i ludzi.

MOJE SAMOPOCZUCIE

Jakaś taka rozmemłana byłam w tym miesiącu. Szłam spać z poczuciem, że nic szczególnego nie zrobiłam, że zmarnowałam kolejny dzień. A przecież tyle się w tym miesiącu wydarzyło, poza tym zajmuję się dzieckiem, dbam o rodzinę, dom. Brakuje mi chyba obecnie jakiegoś większego wyzwania, celu, planu. I odskoczni od szarej codzienności. Jestem już trochę zmęczona częstym karmieniem - to też zabiera mi dużo energii. Jestem zmęczona wstawaniem w nocy. Wiem, że inne mamy dają radę, budzą się co godzinę, ale ja tu o sobie. Są takie dni, kiedy to nie na moje siły. Nie chce mi się przekraczać swoich granic. Ale później znów cieszę się z tego, co mam, bo pamiętam, że było ciężej.

Z drugiej strony jako mama mam takie pozytywne poczucie, że wiem, co robić, a nawet jeśli nie wiem, to nie przejmuję się tym, bo przecież nie muszę wszystkiego wiedzieć, nie muszę wszystkiego robić najlepiej. Przede wszystkim w swoim macierzyństwie i w oczach swoich dzieci chcę być autentyczna - nie udaję kogoś, kim nie jestem, nie robię z siebie heroski. Gdy nie wiem, mówię, że nie wiem. Gdy nie chcę, mówię, że nie chcę, nie zmuszam się w imię bycia matką idealną.

Dalej grzebię w swoich talentach, co dużo mi daje. Takie zrozumienie siebie pozwala mi być dla siebie łagodniejszą, ale też może stąd to lekkie rozmemłanie, bo bardzo dużo w ostatnim czasie odkryłam. A może po prostu taki czas.


P O D S U M O W A N I E  P L A N Ó W  N A  K W I E C I E Ń

✓ Miesiąc odkrywania muzyki: Grant Green
✗ Wybrać się całą rodziną na basen
✓ Wyprawić córce niezapomniane pierwsze przyjęcie urodzinowe
✓ Wybrać się z synem do księgarni
✓ Świetnie się bawić na sesji zdjęciowej z okazji roczku córki
✓ Przygotować śniadanie wielkanocne (albo zjeść u kogoś)
✓ Miło spędzić czas z rodziną w okresie świąt
✓ Wpłacić pozostałą kwotę za wczasy i cierpliwie czekać na czerwcowy wyjazd
✗ Wybrać się na rodzinną wycieczkę
✗ Odkryć nowe miejsce w okolicy
✗ Zjeść obiad na świeżym powietrzu
✓ Jeść lody rzemieślnicze
✓ Oczyścić przestrzeń w łazienkach
✓ Spędzić dzień w ogrodzie
✓ Poczytać na świeżym powietrzu
✓ Wypić koktajl z jarmużu
✓ Upiec warzywne muffinki
✓ Upiec wegański pasztet
✓ Pracować nad swoimi talentami (indywidualna konsultacja)
✗ Wybrać się z dziećmi do filharmonii
✓ W czasie spacerów słuchać podcastu "Z pasją o mocnych stronach"
✓ Zrobić sobie prezent


P L A N Y  N A  M A J

✩ Stworzyć playlistę dla dzieci do auta
✩ Pisać dziennik
✩ Wybrać się na wycieczkę
✩ Pohuśtać się na huśtawce
✩ Wybrać się do muzeum pożarnictwa (lub innego)
✩ Tańczyć z dziećmi do płyt Pomelody
✩ Miesiąc odkrywania muzyki: Jimi Hendrix
✩ Wybrać się całą rodziną na basen
✩ Zrobić generalne porządki w pokoju syna
✩ Zaplanować wczasy
✩ Zapoznać syna z historią Grecji
✩ Wyrobić sobie i dzieciom nowe dowody osobiste
✩ Pozwolić sobie na dzień robienia tylko tego, na co mam ochotę
✩ Zrobić porządek na komputerze
✩ Przejrzeć ofertę studiów podyplomowych
✩ Złożyć wniosek o urlop wychowawczy
✩ Ugotować coś nowego


P O T R Z E B Y

Na pierwszy plan wychodzi obecnie potrzeba porządku. Nie umiem już udawać, że nie widzę bałaganu dookoła siebie.

Potrzebuję więcej energii. Nie chodzi o brak motywacji. W motywację nie wierzę. Chodzi o taki obezwładniający brak energii, żeby wykonać punkty ze swojej listy. Często coś tam odhaczam, ale bez entuzjazmu. Chociaż trochę to rozumiem. Optymizmem to ja raczej rzadko tryskam.

Żyję już wyjazdem. Nie mogę się doczekać wczasów. Może tam naładuję akumulatory.

A jak Wam minął kwiecień?


Zobacz, co się u nas działo w poprzednich miesiącach.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz