sobota, 8 grudnia 2018

Tu i teraz: Listopad 2018 (3 lata i 2 m-ce syna || 8 m-cy córki)



W listopadzie mój syn skończył 3 lata i 2 miesiące, a córka na początku grudnia 8 miesięcy. Mimo różnych trudności to był dobry miesiąc. Mam wrażenie, że stałyśmy się sobie z córką ostatnio dużo bliższe, a syn powoli idzie w świat - już od dawna uwielbiał spędzać czas z innymi członkami rodziny, a ostatnio bardzo też polubił przedszkole.

NA MOIM BLOGU


W ubiegłym miesiącu napisałam podsumowanie października 2018. Z bloga zrobił się pamiętnik, ale mam nadzieję, że wrócę do częstszego pisania.


A CO U NAS

WYDARZENIA:

Piszę tylko o tym, co zapadło mi w pamięć.

Dzień Wszystkich Świętych. Mój syn uwielbia znicze, bo znicze to takie trochę świeczki, a świeczki to urodziny. Czyli wybrał się ze swoim tatą na cmentarz i była to dla niego świetna wycieczka.

Urodziny dziadka. Takie wydarzenia też są bardzo lubiane przez moje starsze dziecko, bo to okazja do pobawienia się z członkami rodziny i ukochaną kuzynką. Córka była już mniej zadowolona, bo tego dnia się nie wyspała. Zresztą najbardziej lubi być w domu z najbliższą rodziną.

Pasowanie na czytelnika. Dostaliśmy zaproszenie z biblioteki na pasowanie mojego syna na czytelnika. O ile teatrzyk kukiełkowy nie skradł jego serca, to cieszył się, że nadarzyła się okazja, żeby coś wypożyczyć. Na dodatek znaleźliśmy książkę z jego ulubionej ostatnio serii "Otwórz i odkryj".

Przedszkolna wycieczka do Niezłych Ziółek. Syn był tam już drugi raz, chociaż się wahałam, bo za pierwszym razem powiedział, że widział tam słonie, więc zastanawiam się, jakie tam mają ziółka ;)

Spotkania w przedszkolu dla rodziców. Bardzo podoba mi się to, że w przedszkolu organizowane są tego typu spotkania. Nie wiem, czy w innych przedszkolach też tak jest, ale w naszym jest nastawienie na kontakt z rodzicami. Są to wykłady i warsztaty na przykład z zakresu psychologii czy Montessori. Dla mnie to okazja do wyjścia z domu bez dzieci, ale też poszerzenia wiedzy.

Przedszkolna wycieczka do straży pożarnej. Spełnienie marzeń mojego syna.

Kilkudniowa delegacja męża. No i znów pojechał, a ja z tym całym bajzlem zostałam ;) Tym razem również nie było ciekawie, bo córka akurat przechodziła taki etap, że zamiast 3-5 pobudek w nocy miała ich co najmniej 10 - bywało, że były co 15 minut albo spanie wyłącznie przy piersi, a ja w takich warunkach nie mogłam już zasnąć i byłam skrajnie niewyspana. A pod koniec to się w ogóle rozchorowałam.


JEDZENIE:

SYN:
Coraz częściej próbuje. Aczkolwiek często mu nie smakuje. Spróbował liść szpinaku! Tak z ciekawości po tym, jak zaproponowałam mu zielone smoothie, którego składem się zainteresował, a że z książki swojej młodszej siostry pamięta, że "szpinak robi bleee", to się nim pozytywnie zainteresował. Porozmawialiśmy o tym szpinaku, przypomniałam mu, jak wygląda niezblendowany. I schrupał. Nie skomentował, ja nie pytałam, ale cenne doświadczenie, bo okazało się, że książki robią robotę - i obecnie właśnie książki o jedzeniu są na tapecie. Zaczęłam przemycać dobre składniki. Wiem, że od ukrytych buraków czy czerwonej fasoli w cieście czekoladowym się ich nie polubi, ale nie widzę innego sposobu na to, żeby mój syn w ogóle tego spróbował. On często odrzuca potrawę po wyglądzie albo nazwie, a kiedy zdradziłam skład ciasta dopiero po konsumpcji, na fasolę spojrzał bardziej przychylnie. Poza tym wydaje mi się, że przedszkole też robi robotę, odkąd w listopadzie zmieniono catering. Dzieci mają tam wybór! Każdego dnia jest zupa pomidorowa lub rosół plus jakaś inna, bardziej wymyślna. Gdy do obiadu jest na przykład kasza, to są też do wyboru ziemniaki. W naszym domu robię podobnie - na stole obok czegoś nowego / nielubianego / niepewnego stawiam coś, co raczej zje, a to zwiększa szansę na bardziej przychylne podejście do innych potraw. Jeśli nie jest zainteresowany tym, co znajduje się na stole, musi sam sobie coś przygotować. Zwykle wybiera jabłko lub inne owoce (mógłby jeść je tonami) albo ekspandowane zboża.

CÓRKA: 
Coraz lepiej radzi sobie z jedzeniem, mimo że ma tylko dwa zęby. W końcu jedzenie można rozdrabniać również dziąsłami i językiem. Uwielbia mięso i jajka. Proponuję jej bardzo różne składniki. Jadła kaszę, makaron, naleśniki (na mleku owsianym), frytki z batata, płatki owsiane, jogurt kokosowy, zupy kremy, "budyń" jaglany, hummus, kapustę kiszoną, sushi (a w zasadzie wyssała z niego ryż), mięso - zarówno w formie pulpetów, jak i w kawałku, rybę, różne owoce i warzywa. Jeszcze nie proponuję produktów, na które ma alergię.

JA - MATKA KARMIĄCA:
Jestem na diecie bezmlecznej, bez produktów sojowych i bez cytrusów i nie stanowi to dla mnie obecnie problemu, a pamiętam, jak trudno mi było sobie wyobrazić na początku życie bez produktów mlecznych. Myślę, że gdy już będę mogła wrócić do jedzenia wszystkiego, mocno ograniczę nabiał - w mojej diecie naprawdę dużo go było. Brakuje mozarelli na pizzy i szczególnie kefiru.



SEN:

SYN:
Śpi niecałe 11 godzin na dobę. Po zmianie czasu idzie spać nieco wcześniej, bo tuż przed godz. 20, chociaż noclegi poza domem były trochę szczególne i zasypiał podobno około 20.30, a budził się o swojej standardowej porze i widać było wieczorem, że ma braki w śnie.

CÓRKA:
Śpi jeszcze bardziej fatalnie niż wcześniej. Jakieś 12,5 godziny na dobę, chociaż bywają dni, kiedy śpi mniej niż jej trzyletni brat i później nadrabia. Pod koniec miesiąca - akurat gdy mąż był w delegacji - miała jakiś poważny kryzys i spała mało, budziła się często (nawet kilkanaście razy w ciągu nocy), dawała się uśpić tylko mi i bywało nawet, że spała tylko ssąc pierś. W takich chwilach jestem uziemiona, nic nie mogę zrobić  - nawet podczas dziennych drzemek, ale jestem z tym pogodzona. Takie ciężkie noce są zwykle spowodowane u moich dzieci wyrastającymi zębami albo skokiem rozwojowym. Tym razem spodziewam się górnych jedynek albo ekscytowania się zbliżającą się umiejętnością raczkowania. Raczkowanie najbardziej psuje sen dzieci. Poza czasami kryzysu budzi się około 5 razy na noc i jest to dla mnie naprawdę luksus.
Ma dwie drzemki. Zwykle rano jest krótsza - około 30-40 minut, a koło południa dłuższa - do 1,5 godziny, ale coraz częściej jest to kolejna krótsza drzemka. I nieważne, o której godzinie skończy się druga drzemka - trzecia drzemka nie istnieje, nawet jeśli miałaby nie spać od 13.00 do 20.00. Po prostu nie zaśnie i już. Nawet z drzemek często się wybudza i kiedy widzę, że budzi się niezadowolona, znów usypiam.
Usypia głównie przy piersi, ale ostatnio wreszcie działa na nią chusta - na pierwszą drzemkę zwykle zasypia na moich plecach, gdy ja myję mopem podłogi (tak, w końcu mam czyste podłogi!) Czasem w weekendy mężowi udaje się ją uśpić - na piłce gimnastycznej.

JA:
Kładę się spać najpóźniej o 22, a dzień zaczynam między 5 a 6. Nad ranem już praktycznie nie śpię, bo im bliżej końca nocy, tym pobudek więcej i córka wtedy śpi praktycznie tylko ssąc pierś, a ja w takich warunkach nie umiem zasnąć. W czasach kryzysu córki chodzę spać z nią około 20, żeby przespać chociaż kilka godzin, bo nie byłam w stanie funkcjonować, gdy przespałam jakieś 3 godziny, a mąż był akurat w delegacji. Zresztą nawet gdy jest, nie jest w stanie mnie odciążyć, bo córka chce usypiać tylko przy mnie.


UMIEJĘTNOŚCI:

SYN:
Radzi sobie sam z ubraniami. Umie założyć nawet skarpety. W przedszkolu opanował zakładanie kurtki w sposób, który mu kiedyś pokazywałam, ale wtedy chyba było dla niego za wcześnie.
Potrafi obrać i podzielić na części mandarynkę.

CÓRKA:
Najbardziej rozwija umiejętności przy stole - potrafi coraz sprawniej jeść, trafiać do buzi, rozgniatać w niej jedzenie. Szybko pełza. Przyjmuje pozycję do raczkowania. Utrzymuje równowagę, leżąc na boku i bawiąc się.


ULUBIONE:

SYN:
Liczenie - ciągle coś liczy. Śpiewanie - kiedy nie mówi, śpiewa. Wycieczki, odwiedziny, spotkania. Uwielbia pojazdy budowlane i strażackie. Jest bardzo przywiązany do swoich szelek. O co chodzi z tymi szelkami? Gdy po chorobach sprzed wielu tygodni, schudł i spadały mu spodnie, kupiłam mu szelki. I do teraz nie ma dnia, żeby nie założył szelek. Szelkami się bawi, za szelki wkłada akcesoria strażackie, gdy bawi się w pożar u dziadków. A kiedy raz dziadek przywiózł go z przedszkola bez szelek, a on sobie o nich przypomniał już u dziadków, to dziadek MUSIAŁ jechać przez całe miasto po szelki do przedszkola.

CÓRKA:
Uwielbia słuchać, jak tata gra na gitarze. Wydaje przy tym dźwięki, jak by próbowała śpiewać. Pozycja na boczku w czasie zabawy wyparła ulubiony samolot. Bardzo lubi przebywać na brzuchu - coraz trudniej zmienić jej pieluchę, ale daję radę. Uwielbia starsze dzieci. Jej ulubionym miejscem do pełzania jest pod stołem. Często chwyta nogę od krzesła i nim szura.



MOWA:

SYN:
Używa coraz bardziej wyszukanych słów, ale niekoniecznie we właściwym kontekście. Mówi bardzo dużo, w zasadzie nieustannie, a gdy nie mówi, to śpiewa. Śpiewa piosenki, które zna ode mnie, babci i z przedszkola - ostatnio też po angielsku. Czasem wymyśla swoje piosenki (np. mama nie umie rysować) i swoje nowe słowa.

Czasem nie mogę się powstrzymać od śmiechu, gdy go słucham. Ostatnio nie chce myć włosów, o czym się dość stanowczo wypowiedział:
- Ja nie chcę myć włosów! Dzisiaj nie chcę. Jutro nie chcę. W poniedziałek nie chcę. W czwartą godzinę też nie chcę! Nigdy nie chcę!

CÓRKA:
Ostatnio (chyba nieświadomie) bardzo dużo ćwiczy ustami - zdarzało jej się dmuchać, kląskać, bulgotać śliną. Z jej ust coraz częściej wyrywa się pierwsze nieświadome słowo - jest to "NIE". Czyli identycznie jak w przypadku pierworodnego. Zaczęła gaworzyć - czasem mówi sama do siebie, a czasem próbuje nas w ten sposób przywołać. I tak sobie mówi: da-da-da-da-me-me-me-me-me-ma-ma-ma-ma.


PRACE I ZABAWY:

SYN:
Najczęściej: zabawy w strażaka, klocki Lego Duplo, dźwig Plan Toys (po prostu hit - ulubiona zabawka), puzzle. Znów lubi prace kuchenne - szczególnie odkąd mamy nowy blender.

CÓRKA:
Najbardziej interesują ją zabawki brata: klocki Lego Duplo, pojazdy. Widać, że próbuje go naśladować, chciałaby robić to, co on. To, co złapie, testuje: wszystko wkłada do buzi, wszystkim uderza o podłogę. Uwielbia zabawę w AKUKU. Lubi dziecięcego mopa.



KSIĄŻKI:

SYN sięgał po:
  • Otwórz i odkryj. Plac budowy
  • Otwórz i odkryj. Pojazdy ratunkowe - łup z biblioteki, z okienkami w ulubionej tematyce syna
  • Pierwsza encyklopedia. Na wsi - książka głównie o jedzeniu i pojazdach na wsi, mam wrażenie, że pozytywnie wpływa na trudności syna z jedzeniem
  • Jedzenie bez tajemnic - książka również o jedzeniu i to z okienkami, więc to jego książka miesiąca. Bardzo interesuje go działanie kombajnu.

CÓRKA słuchała:
  • Księga dźwięków 
  • Raz dwa trzy słyszymy
  • Seria Dobra Książeczka dla dzieci w wieku 6-12 miesięcy
  • Onomato, czyli zabawa dźwiękami. Hałaśliwe przedmioty
  • Onomato, czyli zabawa dźwiękami. Domowe przedmioty
  • Onomato, czyli zabawa dźwiękami. Ptaki dzikie
  • Onomato, czyli zabawa dźwiękami. Ptaki wiejskie (pozostałe części serii są niestety nie do zdobycia)


JA przeczytałam:


  • Wspólne dorastanie. Miłość i szacunek w rodzinie, Carlos Gonzalez. Kolejna książka autora "Mocno mnie przytul" i "Moje dziecko nie chce jeść", czyli jednych z moich ulubionych pozycji dotyczących dzieci. "Wspólne dorastanie" dotyczy starszych dzieci. Autor jak zwykle pisze z właściwym sobie humorem, podaje przezabawne mega trafne przykłady. Powołuje się na źródła naukowe, co jest dla mnie bardzo na plus. Aczkolwiek część książki chętnie bym pominęła, bo po prostu mnie nudziła.
  • Pozytywna dyscyplina dla przedszkolaków, Jane Nelsen. Jak sam tytuł wskazuje książka dotyczy przedszkolaków. Mam mieszane uczucia co do pozytywnej dyscypliny. Z jednej strony podkreślany jest szacunek do dziecka, zrozumienie zachowań właściwych dla danego wieku, brak kar i nagród, a z drugiej cały czas jakoś nie grają mi te logiczne konsekwencje. Absolutnie przekonują mnie naturalne konsekwencje, ale logiczne, czyli coś tam jest ustalone, a w zasadzie to narzucone przez opiekuna, wydają mi się czasem brutalne. Czułam niesmak, kiedy czytałam, żeby nic nie mówiąc, bo przecież dziecko wie, dlaczego tak robisz, bo to wcześniej ustaliliście, zanieś dziecko z powrotem do łóżka. Nie wiem, może nie byłam w takiej sytuacji, a może kiedyś będę i nie znajdę innego wyjścia, ale póki co staram się radzić sobie inaczej. Tak czy inaczej nie przekreślam tej pozycji, bo znalazłam tu trochę pomocnych wskazówek.
  • Uśmiechnij się. Siadamy do stołu, Jesper Juul. Bardzo fajna książka, ale chyba miałam nadzieję na coś więcej, na rozwiązanie trudności z jedzeniem mojego trzylatka. Juul utwierdził mnie w przekonaniu, że idę w dobrym kierunku. Myślę, że na tej książce skorzystałby nieco bardziej mąż, a szczególnie babcie.


SAMOPOCZUCIE:

SYN:
To był dobry miesiąc, który minął w zdrowiu, radości i na chętnym chodzeniu do przedszkola. Czasem pojawiały się jakieś trudne sytuacje, ale to przecież standard.

CÓRKA:
To był całkiem dobry miesiąc. Któregoś dnia frustracja mojego dziecka osiągnęła już chyba punkt krytyczny. Płakała i płakała, a ja byłam tak zmęczona, że już przestałam ją nosić, tylko przytuliłam i po prostu "wysłuchałam". Może się mylę, ale mam wrażenie, że całe napięcie z niej wtedy uszło i od tego dnia jej samopoczucie jest dużo lepsze, a nasza relacja jeszcze bliższa. W ogóle jest radosna, kontaktowa, bardzo dużo się uśmiecha. Ale kiedy coś jej nie odpowiada, dobitnie daje o tym znać - nie chce jeździć w wózku dłużej niż pół godziny, więc po tych 30 minutach wrzeszczy ze wściekłości. A kiedy ma preferencje, w jaki sposób chce usnąć, to nie uśnie na przykład przy piersi, tylko się denerwuje, a ja muszę się domyślić, że mam ją uśpić w chuście na plecach, myjąc podłogę, bo w końcu tak ostatnio wygląda usypianie na pierwszą drzemkę, więc co ty sobie matko w ogóle wyobrażałaś.

JA:
Całkiem dobre. Cieszę się chwilami z dziećmi i nawet mnie to obecnie nie przytłacza, więc nie mam jakiejś ogromnej ochoty często spotykać się z innymi ludźmi (pamiętam, że przy pierwszym dziecku było wręcz przeciwnie). Bardzo odpowiada mi nasza obecna codzienna rutyna. Ale żeby nie było tak kolorowo, to pod koniec miesiąca byłam na skraju wyczerpania - brak snu spowodowany nieustannymi pobudkami córki dał mi w kość. Człowiek w takich chwilach boi się siebie, swojego nieogarnięcia, problemów z koordynacją, pamięcią, wszystko leci mu z rąk itd.

Tak się kończą nasze spacery - wózek pusty, a dziecko w chuście.


PODSUMOWANIE PLANÓW Z PAŹDZIERNIKA

Kilka razy wyjść z domu bez dzieci
Samotne zakupy i spotkania w przedszkolu naprawdę potrafią zrelaksować ;)
Upiec brownie z fasoli
Pycha! Nawet syn wcinał ze smakiem, bo to w końcu ciasto.
Planować pięć smacznych i zdrowych posiłków w weekendy 
Udało się tylko w jeden weekend.


PLANY NA GRUDZIEŃ

Chciałabym zrealizować w grudniu sporo rzeczy:
✩ Wypróbować przepis na brownie z batatów
✩ Upiec ciasto na święta
✩ Przygotować na święta sałatkę z buraków i śledzi
✩ Przystroić choinkę
✩ Zrobić coś dobrego dla potrzebującej osoby
✩ Zorganizować rodzinne spotkanie wigilijne - wspólnymi siłami
✩ Spędzić jeden dzień offline
✩ Jeszcze bardziej ograniczyć korzystanie z mediów społecznościowych
✩ Rzadziej sięgać po telefon - zainstalowałam w związku z tym aplikację do monitorowania
✩ Obejrzeć jeden film - może w Sylwestra (nie oglądałam nic od kilku miesięcy!)
✩ Słuchać świątecznej muzyki
✩ Czytać dzieciom świąteczne i zimowe książki
✩ Zorganizować rodzinne świąteczne spotkanie - wspólnymi siłami
✩ Zrobić rodzinne świąteczne zdjęcie
✩ Wziąć udział w świątecznym spotkaniu przedszkolnym
✩ Wybrać się na rodzinny spacer
✩ Wybrać się do fryzjera
✩ Zadbać o swoje zdrowie - wizyta u laryngologa
✩ Wziąć samotną relaksującą kąpiel (przy dwójce dzieci to naprawdę wyczyn)
✩ Przedłużyć domenę bloga
✩ Zrobić (wyłącznie) wcześniej zaplanowane zakupy w Dzień Darmowej Dostawy
✩ Zacząć prowadzić dziennik wdzięczności
✩ Podsumować rok 2018
✩ Postawić cele na przyszły rok
✩ Wybrać słowo roku 2019


POTRZEBY:

Trzy rzeczy: sen, dużo snu i jeszcze więcej snu. Do tego dużo zdrowia i cierpliwości.


Zobacz, co się u nas działo w poprzednich miesiącach.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz