sobota, 6 października 2018

Wrzesień 2018. 3 lata syna || 6 m-cy córki


We wrześniu mój syn skończył 3 lata, a córka prawie pół roku. To był dość wymagający i trudny dla mnie miesiąc. Tyle radosnych okazji jak urodziny, wesela, a niestety z drugiej strony było ciężko, bo dopadały nas choroby, a mój mąż przez tydzień przebywał w delegacji.

NA MOIM BLOGU


W ubiegłym miesiącu napisałam jedynie podsumowanie sierpnia 2018. Nawet gdybym bardzo chciała, to po prostu nie byłam w stanie znaleźć czasu na napisanie czegokolwiek. Blog nie jest obecnie na liście moich priorytetów.


A CO U NAS

WYDARZENIA:

Czwarta rocznica ślubu. Powiem tak - dobrze, że kiedyś wpisałam ją w kalendarz, bo bym o niej zapomniała. Niestety w obecnych okolicznościach rocznice nie istnieją. Świętowaliśmy rok temu (i to poza domem!) i mam nadzieję, że za jakieś dwa lata też uda nam się bardziej skupić na sobie. Bo przy dwójce małych dzieci to po prostu niemożliwe.

Tygodniowa delegacja męża. Plan był świetny. Zamówiłam sobie catering dietetyczny. Syn miał chodzić do przedszkola, z którego nawet chciała odbierać go babcia. Druga babcia miała pomagać wieczorami w kąpaniu i usypianiu syna. A syn co? Zachorował. Do przedszkola chodzić nie mógł, więc cały mój plan legł w gruzach. Prócz jedzenia i pomocy babć. Catering bezmleczny był strzałem w dziesiątkę. Chyba nigdy w życiu tak zdrowo, różnorodnie i smacznie jak przez ten tydzień nie jadłam. Było też całkiem smacznie. Niektóre potrawy wspominam z tęsknotą, a jeśli coś mi nie smakowało, to dlatego, że nie każdy wszystko lubi. Dziwnym trafem pod nieobecność taty dzieci budziły się częściej, więc musiałam ogarniać więcej pobudek, ale w pojedynkę. Także byłam niewyspana, ale przynajmniej najedzona, a nawet bardzo dobrze odżywiona.

Trzecie urodziny mojego syna. Syn był tego dnia bardzo zadowolony. Tylko mam nieodparte wrażenie, że uśmiech na jego twarzy wywołały głównie prezenty i zabawa nimi z gośćmi. Były to wymarzone prezenty, bo syn aktywnie uczestniczył w tworzeniu listy życzeń, mówiąc mi, gdy zobaczył coś, bo by chciał mieć "Mamusia, wpisz mi to na listę." Tak pochłonęła go zabawa, że przez całą imprezę nie mógł jeść. A było co jeść. Wreszcie poszłam po rozum do głowy i zamówiłam wegański tort, który również ja - matka małej alergiczki - mogłam jeść. Solenizant swój kawałek zjadł dopiero następnego dnia na śniadanie. Kolacja też się udała - wybrałam takie potrawy, które szybko się przygotowuje i w końcu nie było za dużo. A może to kwestia liczby gości, bo pojawili się wszyscy, łącznie z gośćmi z daleka.

Kolacja weselna znajomych. Byłam nastawiona na porażkę, ale nie aż taką. Całkiem nieźle się przygotowaliśmy, bo starszaka ulokowaliśmy u babci i dziadka. Córka musiała jechać z nami, bo po delegacji nawet mąż nie mógł jej uśpić, więc babcie tym bardziej nie wchodziły w grę, skoro własny ojciec był odrzucany. Liczyła się tylko mama i jej piersi. Zatem nie widzieliśmy możliwości pozostawienia z kimś dziecka. Dla córki wypożyczyłam słuchawki wygłuszające, które dobrze się sprawdziły przy noszeniu w chuście, a nawet pomogły w karmieniu piersią, bo wciąż pojawia się problem z rozpraszaniem się i karmienie w zasadzie jest możliwe tylko w zamkniętej sypialni w ciszy. I nie może to być przypadkowa, a przez to bardzo ciekawa sypialnia, tylko nasza już nudna, zawsze ta sama sypialnia. Słuchawki zagłuszyły fascynujące dźwięki samochodów i traktorów, gdy karmiłam córkę w ogrodzie, więc przynajmniej imprezy nie zniszczył nam głód dziecka. Ofiarami głodu mogliśmy zostać my, ponieważ córka była - jak to zwykle u niej wieczorami bywa - nastawiona na noszenie. Najpierw się wymienialiśmy, a później ktoś się zlitował i chwilę powoził dziecko wózkiem. Gdyby córka tolerowała słuchawki w wózku, to moglibyśmy odnieść nawet sukces, ale przez słuchawki nie mogła odwrócić głowy na bok, więc płakała, a gdy nie miała słuchawek, to nie mogła zasnąć, bo za głośno. Impreza zaczęła się o 18, a o 20 rozpoczęliśmy drogę powrotną do domu. Ale nie żałuję. Jesteśmy bogatsi o to doświadczenie i mogłam przewidzieć, czego się spodziewać na weselu brata tydzień później.

Wesele mojego brata. Ja już naprawdę ze względu na to, że mam dzieci, bardzo obniżyłam swoje wymagania odnośnie swojej zabawy. Ale że tak powiem - co mogło pójść źle, poszło źle. Córka wyjątkowo źle spała noc przed weselem, czego efektem było to, że od godz. 2.30 nie spałam. Ostatecznie wyszło na to, że nie spałam łącznie dobę. W dzień mój kochany dzidziuś wcale nie nadrobił zarwanej przez siebie nocy, więc miał fatalny humor. Dzień wcześniej wpadliśmy z mężem na genialny pomysł, żeby zaangażować teściów - poprosiliśmy ich, żeby przez godzinę wozili naszą córkę, a my w tym czasie mogliśmy w spokoju zjeść obiad weselny. Nastawiali się na dwie godziny, ale po nieco ponad godzinie wrócili z rozhisteryzowanym dzieckiem. Tego dnia i nocy uspokajała się tylko przy mnie. Mieliśmy pokój niedaleko sali, dzięki czemu dziecko mogło spokojnie spać, a my imprezować. Ale oczywiście tak nie było. Najpierw mieliśmy problem z elektroniczną nianią, bo nie było zasięgu, ale mąż w końcu ustawił ją w odpowiednim miejscu i zaczęła działać. Później problemem były bardzo częste pobudki córki - od wieczora do północy byłam u niej kilka razy. I mogłam to być tylko ja, bo nawet swojemu własnemu ojcu nie pozwoliła się utulić. W ciągu dnia bardzo pomogły słuchawki wygłuszające i chusta, więc na początku imprezy potańczyliśmy i dobrze się bawiliśmy. Trzylatek w ogóle przepadł (chciał, żeby opiekował się nim dziadek) i tylko z nami jadł (a apetyt miał niespotykany jak na niego). Odpadł przed godz. 21 i zabrali go do siebie teściowie. Generalnie bardzo mu się podobało i powiedział, że też chce takie wesele. Mnie, mimo szczególnych okoliczności (w postaci dzieci), też się bardzo podobało - mogłam zjeść w spokoju obiad, potańczyć, przyjęcie było świetnie zorganizowane. Po prostu inny wymiar zabawy. Szkoda że gdzieś mi umknęło krojenie tortu i kilka innych momentów, ale pewnie karmiłam albo usypiałam (w zasadzie na jedno wychodzi, bo to też karmienie) córkę.


JEDZENIE:

SYN:
Zbyt wiele się nie zmieniło. Przeraża mnie to, jak fatalnie odżywia się moje dziecko. Staram się, żeby na stole pojawiała się zbilansowana dieta, ale moje dziecko wybiera głównie owoce, ziemniaki, mięso, niektóre produkty mleczne i pieczywo. Nie zrażam się jednak i serwuję zdrowe posiłki z różnorodnych produktów spożywczych.

CÓRKA:
Do końca września karmiona była tylko piersią, a od października zaczęło się rozszerzanie diety, bo skończyła pół roku. Za miesiąc będzie o czym pisać. Karmień piersią jest kilkanaście dziennie, a w trudniejsze dla córki dni ssie pierś częściej. Jeszcze miesiąc czy dwa miesiące temu martwiłam się, że często ssie kciuk. Obecnie robi to zdecydowanie rzadziej. Nie pamiętam, czy pisałam o smoczku - kilka tygodni temu córka odrzuciła go całkowicie. A tak się cieszyłam na początku, że będzie mi łatwiej niż z pierworodnym dzięki temu, że córka toleruje smoczek.

JA - MATKA KARMIĄCA:
Przez tydzień korzystałam z cateringu dietetycznego - wybrałam dietę bezmleczną, która dostarczyła mi sporo inspiracji. Wiele dań bardzo mi smakowało. Coraz bardziej interesuje mnie zdrowe odżywianie, wypróbowywanie nowych przepisów, urozmaicanie jadłospisu. Może jakiś wpływ na to ma fakt, że jestem wciąż na diecie eliminacyjnej i brakuje mi produktów mlecznych, więc szukam nowych ciekawych smaków. Miałam jedną wpadkę - zjadłam naleśnika. Byłam głodna, wpadłam do domu, a tam naleśnik, a że mąż robił niedawno naleśniki z napoju owsianego, to założyłam, że tym razem też, a tu jednak nie. Nie wpłynęło to szczególnie źle na samopoczucie córki, ale objawy ze strony układu pokarmowego się pojawiły.


SEN:

SYN:
Wiele się nie zmieniło. Wciąż usypia go tata, leżąc obok. Śpi całą noc w swoim pokoju. Czasem się budzi i woła tatę. Budził się częściej z powodu przeziębienia. Śpi około 10,5 godziny na dobę. Zasypia ok. 20.15.

CÓRKA:
Śpi ze mną. Śpi około 13,5 godziny na dobę, ale dni między sobą się bardzo różnią - czasem to 11 godzin, a innym razem nawet 15. Wieczorne usypianie trwa do pół godziny. Pod koniec miesiąca było trudno - bywało nawet i 8 pobudek w ciągu nocy, a później przestałam już w ogóle liczyć. Podejrzewam, że jest to efekt nabycia nowych umiejętności - stała się bardziej mobilna. Zasypia między 19.30 a 20.00, a dzień rozpoczyna między 6.00 a 7.00. Ma 2-3 drzemki w zależności od ich długości. Generalnie sen jest bardzo nieregularny i nie ma tu żadnych schematów.

JA:
Kładę się spać o 22, a dzień zaczynam między 5 a 6. Wykańczają mnie częstsze nocne pobudki, ale mój organizm chyba zaczyna się dostosowywać, bo mam coraz mniej problemów z zaśnięciem po pobudkach.


UMIEJĘTNOŚCI:

SYN:
Uczy się obsługiwać suwak - na razie wkłada jeden element w drugi i prosi, żeby zasunąć.

CÓRKA:
Turla się. Pełza wokół siebie. Zaczęła pełzać do przodu, ale na kilka dni "zapomniała" o tej umiejętności. Coraz sprawniej chwyta różne przedmioty.


ULUBIONE:

SYN:
Uwielbia być poza domem. Wciąż fascynują go pojazdy budowlane i strażackie.

CÓRKA:
Przyglądanie się swoim dłoniom. Wyrywanie jedzącym ludziom jedzenia i sztućców z rąk. Lubi spacery w wózku i chuście - byle nie za długie, bo nie chce tracić czasu, w którym mogłaby ćwiczyć przemieszczanie się. Uwielbia brata, chyba wyczekuje z niecierpliwością na jego powrót z przedszkola, bo w ciągu dnia wynudzi się już z matką, a taki brat wprowadza powiew świeżości i jest kogo obserwować w zabawie.
Uwielbia książki. Lubi, kiedy jej czytam, ale lubi też próbować otwierać książki. A później je gryźć.
Ale najbardziej chyba lubi leżeć ze mną w łóżku w sypialni. Gdy ma zły humor, jest prawie pewne, że to jej go poprawi. Takie leżenie, patrzenie na siebie, dotykanie, "rozmawianie" najczęściej działa cuda.


MOWA:

SYN:
Wciąż jego ulubionym pytaniem jest czemu, ale nie powtarza tego samego pytania w nieskończoność. Tylko kilka razy ;) Nadużywa słowa przecież - nie zawsze we właściwym kontekście. Zgodnie z sugestią logopedy przedszkolnego rozpoczniemy wkrótce terapię - do przećwiczenia są niektóre głoski.

Niestety nie zapisałam sobie żadnych dialogów.

CÓRKA:
Symuluje dialogi, piszczy, śmieje się, głośno wzdycha.


ZABAWY:

SYN:
Najczęściej bawi się klockami Duplo, nowym drewnianym dźwigiem Plan Toys, sterowaną wywrotką i innymi pojazdami, zestawem majsterkowicza Bosch Klein, układa puzzle. Jest coraz mniej zainteresowany pracami domowymi.

CÓRKA:
Bawi się drewnianą bryłą od Manhattan Toy, drewnianą grzechotką do turlania, piłkami. Niezmiennie lubi gryzak Żyrafę. Ćwiczy przemieszczanie się. Zdarza jej się już sięgnąć do swoich zabawek na półkach. Coraz bardziej nudzi się w swoim kąciku do zabawy. W ciągu dnia zanoszę ją do różnych pomieszczeń i zajmuję się chwilę swoimi sprawami, a ona eksploruje teren.


KSIĄŻKI:

SYN sięgał po:
  • Pierwsza encyklopedia. Pojazdy
  • Pierwsza encyklopedia. Straż pożarna
  • Automoto
  • 24 godziny. Coś się dzieje na budowie!

CÓRKA oglądała:

  • Kapitan Nauka. Książeczka kontrastowa. Zwierzęta
  • Kapitan Nauka. Książeczka kontrastowa. Pokój malucha
  • Onomato, czyli zabawa dźwiękami


JA przeczytałam:

  • Jelita wiedzą lepiej, Michael Mosley. Fascynująca podróż po jelitach. Naprawdę. Nie przypuszczałam, że z takim zaciekawieniem będę czytać o bakteriach jelitowych i że tak bardzo zafascynują mnie informacje o jelitach. Po tej lekturze mam jeszcze większą motywację do zdrowego i różnorodnego odżywiania.
  • Rzeczozmęczenie. Jak żyć pełniej, posiadając mniej, James Wallman. Potrzebuję od czasu do czasu poczytać coś w minimalistycznych klimatach. Po takiej lekturze często zaczynam porządki i wyprzedaże tego, co moim zdaniem w domu zbędne. Nie inaczej było tym razem. A sama lektura godna polecenia. Bardzo ciekawe historie ludzi, których nadmiar rzeczy męczył. Autor proponuje rozwiązanie w postaci eksperientalizmu (poszukiwania doświadczeń), który jego zdaniem wyprze materializm, w co mnie osobiście nie chce się wierzyć. Nieco krytykuje minimalizm, wytykając mu również skupianie się na rzeczach, ale tym razem w drugą stronę - żeby nie mieć ich więcej, tylko mniej. Tak czy inaczej polecam tę książkę - ciekawa perspektywa.


SAMOPOCZUCIE:

SYN:
Z powodu infekcji był częściej w domu, a to nie wpływało na niego zbyt dobrze. Po nasyceniu się domem zaczął się po prostu nudzić i rozrabiać. A ja z jego półroczną siostrą nie byłyśmy w stanie zapewnić mu takich atrakcji i tyle ruchu co przedszkole. Kiedy nasz naładowany energią syn chodzi po domu, żartujemy z mężem, że oto nadchodzi zniszczenie. Poza tym ten miesiąc w ogóle był dość trudny dla mojego syna. Nie doszłam do przyczyny jego zachowania, ale był bardzo mało współpracujący i widać było, że coś go męczyło, a on sam chyba też nie do końca wiedział co. Może taki urok tego wieku.

CÓRKA:
Jest naprawdę bardzo pogodnym dzieckiem. Dużo się śmieje, zagaduje, zaczepia, nawiązuje relacje. Oczywiście kiedy się nie wyśpi, to miewa gorszy nastrój. Poza tym dobrze się czuje jednak głównie w znanym sobie towarzystwie i miejscu. Gdy wpadnie w histerię, tylko ja jestem w stanie ją uspokoić.

JA:
Staram się mieć pozytywne nastawienie, ale niestety często jestem bardzo zdemotywowana. O ile łatwiej byłoby mieć posłuszne i spokojne dzieci, które tylko leżą i pachną. Z drugiej strony gdybym nie miała takich dzieci, jakie mam, nie byłabym tym, kim jestem teraz. To dzięki nim wiele się nauczyłam, rozwinęłam, przeczytałam, tak wiele zaczęło mnie interesować i sama się zmieniłam.
I mimo że jestem coraz bardziej niewyspana, przechodzę huśtawki nastrojów, raz swoje dzieci kocham, a innym razem nie znoszę, to czuję się spełniona i szczęśliwa.


PLANY:

Mam dość prozaiczne plany na początek jesieni - zrobić jesienne porządki, skompletować dzieciom jesienną garderobę, zrobić wyprzedaż za małych już ubrań dzieci i swoich ciążowych oraz innych zbędnych rzeczy. Mam nadzieję, że uda mi się zrobić tę jesień fajnym czasem, a nie porą, którą trzeba przetrwać, bo na razie niestety czekam aż te jesienne przeziębienia w końcu miną. Mam do wypróbowania kilka przepisów, które może umilą mi ten czas.
Zmieniłam ostatnio trochę swój domowy system planowania i taki powiew świeżości w tym temacie dał mi kopa, dzięki czemu ostatnio więcej realizuję, a to mi daje satysfakcję i takie poczucie, że panuję chociaż nad ułamkiem swojego życia. Planowanie przy dwójce dzieci czasem mnie śmieszy, bo niektóre zadania, które zapisuję są takie prozaiczne i oczywiste, a jednak potrzebuję je zapisać, bo inaczej mogę o tych błahostkach zapomnieć. Ważne jest dla mnie też rezerwowanie czasu dla siebie i męża.


POTRZEBY:

Nic mi nie przychodzi do głowy, ale może to po prostu próba uniknięcia biadolenia o tym, czego mi obecnie brakuje.


Zobacz, co się u nas działo w poprzednich miesiącach.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz