czwartek, 12 lipca 2018

Powrót do karmienia piersią


Wróciłam do gry. Po sześciu miesiącach przerwy znów jestem matką karmiącą. A cóż to był za powrót! Po prostu bajka. Mogło być jeszcze ciekawiej, bo pierworodny wspominał o jakimś tandemie, ale nie wyszło, o czym za chwilę. Jak to jest karmić drugie dziecko? Cudownie!



W tandemie czy nie - oto jest pytanie


Pierwsze dziecko karmiłam dwa lata, po czym splot różnych okoliczności sprawił, że zakończyła się nasza droga mleczna. W czasie mojej ciąży syn już nawet dokonał podziału - jedna pierś miała przynależeć do niego, a druga do siostry, ale ostatecznie nie doszłam do tego, czyja będzie prawa, a czyja lewa, bo to się zmieniało, więc uznałam, że piersi są moje. Ku mojemu zdziwieniu, gdy córka pojawiła się na świecie, syn nie wykazywał zainteresowania mlekiem, a ja, prawdę mówiąc, odetchnęłam z ulgą. Czasem tylko strofował swoją siostrę, gdy ulewała, słowami: Nie wylewaj mleczka! Ba, nawet chciał mi pomagać w karmieniu. Dopiero po dwóch miesiącach, ni z tego ni z owego powiedział, że chce pić mleko z mojej piersi (taki jest precyzyjny po częstej lekturze "Kołysanki o piersiach mamy"). Był to akurat dla niego czas zmian - zaczęliśmy adaptację w przedszkolu, a babcia, u której dotychczas przebywał przez część dnia, wyjechała na wczasy, więc dużo częściej był wtedy ze mną, a tym samym dobitnie przypomniał sobie o moim istnieniu i chyba chciał nadrobić stracony czas, którego wcześniej sobie nie uświadamiał. W efekcie znów zapadł na tą specyficzną dziecięcą infekcję znaną wielu matkom jako mamoza. Co zrobiłam? Pozwoliłam spróbować. Próba była nieudana, a mnie pozostało wytłumaczyć, że zapomniał, jak pić z piersi. I czytać "Kołysankę o piersiach mamy", którą częściej w tym okresie przynosił. Na osłodę łez zaproponowałam picie łyżeczki mleka. I tak przynosił mi codziennie łyżeczkę, aż po kilku dniach najprawdopodobniej się mną nasycił i już o tym zapomniał.


Pierwsze dni mojej drugiej drogi mlecznej


Marzyłam o tym, żeby od razu po porodzie przystawić córkę do piersi. Niestety położna powiedziała, żebym sobie odpoczęła po próbie porodu naturalnego zakończonej cesarskim cięciem. I wyszła. Ale ale. Został mój mąż, któremu od razu powiedziałam: Daj mi ją. I tak sobie leżałyśmy przytulone, a ona robiła, co podpowiadał jej instynkt. Od razu wiedziała, co robić. A może ona wiedziała, bo ja już wiedziałam. Położne zabrały moją córkę wieczorem, ale miały mi ją przywozić na karmienie. Nie przywiozły. Okazało się, że przespała całą noc i nie chciała glukozy! Uf, co za mądre dziecko! Nie że mądre, bo przespała noc (dotychczas tego wyczynu nie powtórzyła), ale że nie chciała glukozy. Prawie cały następny dzień spędziła przy mojej piersi. To były cudowne chwile. Niestety wraz z nocą skończyła się sielanka. Wieczorem przyszła położna, która - jak się później dowiedziałam - nieco minęła się z prawdą i powiedziała mi, że dziecko trzeba dokarmiać, bo spadło z wagi o 10% (w rzeczywistości o 8%), a jeśli nie dokarmię, to prawdopodobnie będziemy musiały więcej czasu spędzić w szpitalu, dziecku coś się stanie i w ogóle takie nieciekawe historie. Ba, nawet zapytała, czy może sprawdzić, czy mam mleko w piersiach! Dobrze, że zapytała, a nie od razu zadziałała, bo mogłam udzielić jej stosownej odpowiedzi. Teraz z niepotrafiącej liczyć położnej się śmieję, ale myślę też, że to straszne, jakich perfidnych manipulacji niektórzy się dopuszczają. A w nocy córka płakała. I płakała. A położna przychodziła. I coraz bardziej się kompromitowała stwierdzeniami typu: Musiałaby rozważyć pani podanie smoczka, bo to dziecko ma silną potrzebę ssania. A ja się pytam, jaką potrzebę ssania ma mieć świeżo urodzony noworodek? Słabą? Niby wiedziałam, co robić, niby skontaktowałam się ze znajomą zajmującą się wsparciem laktacyjnym, która mnie uspokoiła i podesłała rzetelne artykuły, ale i tak byłam spanikowana. Tym bardziej współczuję niedoświadczonym mamom będącym w podobnej sytuacji.

Następnego wieczora nastąpiła dobra zmiana położnych i dowiedziałam się, że dziecko przybiera. Ostatecznie w szpitalu spędziłyśmy tylko trzy noce, a ja i tak nie mogłam doczekać się powrotu do domu. Bo w domu to ja tylko karmiłam i dochodziłam do siebie. Mąż dziecko przewijał, podawał do karmienia, a ja tylko karmiłam. Także jeśli miałabym polecić jakiś jeden gadżet pomocny w karmieniu piersią, to byłby to ojciec dziecka.


Przejściowe trudności


Nie obyło się bez poranionych brodawek, do czego przyczyniła się kolejna ciężka noc, która nastąpiła po przyjeździe ze szpitala do domu, a nieustanne przystawianie dziecka do piersi w ciemności nie zawsze wychodziło prawidłowo, ale poratowała mnie moja położna.

Po drodze miałyśmy jeszcze inne problemy jak ulewanie, a w zasadzie wymiotowanie. Oczywiście pediatra uznał, że skoro dużo je, to dużo ulewa, ale też dużo przybiera. Co z tego że moje dziecko płakało z bólu i prawdopodobnie ssało więcej, żeby ukoić ból. Sama musiałam poczytać mądre książki i doszłam do wniosku, że to może być alergia. Zaczęłam od eliminacji białka mleka krowiego. I od tej pory dolegliwości żoładkowo-jelitowe się już nie pojawiły, dopóki nie zrobiłam prowokacji. I wiecie co? Moje pierwsze dziecko miało podobnie, ale posłuchałam bagatelizującego problem lekarza. I prawdopodobnie wyrósł z alergii w wieku 2 lat, bo wtedy wszystkie dolegliwości ustały. A przez dwa lata oboje się męczyliśmy.

Każde dziecko karmi się inaczej. Moje pierwsze dziecko karmiło się nieustannie. Może dlatego mam spaczenie i wydaje mi się, że drugorodna je rzadko, bo w wieku 3 miesięcy "tylko" co około 2 godziny. I chyba nadrabia podczas snu, bo większość drzemek odbywa przy piersi, a ja nie mogę zabrać piersi, więc jestem zmuszona leżeć i odpoczywać ;) Poza drzemkami córka traktuje pierś wyłącznie spożywczo - jeśli nie jest głodna, to nie chce. Na początku płakała w stylu: Mamo, daj spokój, ja nie chcę teraz jeść! Obecnie tylko odrywa się od piersi i figlarnie uśmiecha. Bo jedzenie chyba już nie kojarzy jej się z bólem, ale może złe doświadczenia z początków zrobiły swoje. Jednak to tylko moje podejrzenia.


Karmienie drugiego dziecka to bajka


Dlaczego więc mimo tych trudności uważam, że karmienie drugiego dziecka to bajka? Bo pierwsze karmienie świeżo po porodzie to była bajka. Nie doświadczyłam tego z pierwszym dzieckiem. I teraz po pokonaniu pierwszych trudności jest bajka. Nie wiem, czy tak ma każda mama karmiąca, może nie, ale dopiero za drugim razem mogę powiedzieć, że karmienie piersią jest proste, naturalne, intuicyjne. Że przychodzi z łatwością. Nie trzeba się już go uczyć, szukać rozwiązań trudności, jeśli się pojawiają, bo posiada się już wiedzę, świadomość i przede wszystkim doświadczenie. Można się skupić na innych sprawach. A jakie karmienie piersią jest wygodne! Z uroków tej wygody aż tak nie korzystałam w pierwszych miesiącach życia mojego pierwszego dziecka, kiedy dopiero uczyłam się karmić, bo po prostu wstydziłam się i bałam się karmić w miejscach publicznych. Teraz jest to dla mnie czynność naturalna jak każda inna. Zresztą pora roku sprzyja. A laktator okazał się zbędny. Ani razu go nie użyłam. Nie mam takiej potrzeby ani ochoty tracić czasu. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz