sobota, 7 lipca 2018

Podsumowanie czerwca 2018 (2 lata i 9 m-cy syna || 3 m-ce córki)


W czerwcu mój syn skończył 2 lata i 9 miesięcy, a córka 3 miesiące. Ten miesiąc był całkiem przyjemny jak na wyzwania, które w jego trakcie napotkałam. Córka czuje się coraz lepiej, więc zajmowanie się nią zaczyna być coraz bardziej przyjemne. Syn stał się bardziej samodzielny, odkąd prawie całe dnie zajmowałam się obojgiem - potrzeby niemowlaka stawiam obecnie na pierwszym miejscu, więc jeśli starszak chciał coś szybciej i nie mógł na mnie czekać, musiał to ogarnąć sam. Zajmuje się też sobą, gdy ja usypiam córkę na drzemki. A to trwa. Oj trwa.

NA MOIM BLOGU


Tego jeszcze nie było! Ale przecież mam wytłumaczenie. Nie pisałam, bo nie miałam na to czasu, który przeznaczałam po prostu na coś innego. W ubiegłym miesiącu na moim blogu pojawiło się tylko Podsumowanie maja 2018 (2 lata i 8 m-cy syna || 2 m-c córki)


A CO U NAS


JEDZENIE:

SYN:
Wiele się nie zmieniło. Pracuję nad jego neofobią, dużo - tak na luzie - rozmawiamy przy stole o jedzeniu i udało mu się polizać kalafior, po czym ugryzł (i zjadł!) kawałek, a to naprawdę duży postęp. Często brak akceptacji produktu jest tak silny, że syn nie chce, żeby leżał na jego talerzu. Mam nadzieję, że wkrótce odbijemy się od dna. W przedszkolu nic nie je. Dotychczas zjadł tam suchy chleb. Żeby śledzić postępy, wypisuję listę produktów, które obecnie je:
  • zupa pomidorowa z makaronem
  • zupa krem z brokuła (zjadł kilka łyżek)
  • naleśniki z dżemem
  • ryż
  • czarne oliwki
  • napój owsiany (zaskoczył mnie - koniecznie chciał spróbować białego napoju, który piję, i mu smakował)
  • masło orzechowe (ale bez wielkiego przekonania)
  • dżem truskawkowy
  • żółtko z jajka na półtwardo
  • boczek upieczony
  • salami
  • kabanosy z kurczaka (Konspol Natura), ale maksymalnie pół kabanosa na raz
  • chleb kornel (najlepiej prosto z piekarni, a jeśli jest wczorajszy, to musi być podpieczony)
  • ciemne pieczywo
  • bułka z domowego burgera - najchętniej ciemna (mięso coraz częściej omija - nie wiem, jak on to robi, że zjada górną część bułki)
  • frytki
  • ziemniaki
  • placki ziemniaczane
  • zielony groszek
  • papryka czerwona
  • pulpety mięsne z IKEA
  • domowe nuggetsy
  • koktajl (zawsze musi być taki sam - zna skład i kontroluje, co tam miksujemy: kefir, banan, gruszka, kakao)
  • mleko
  • kefir
  • jogurt naturalny
  • twaróg
  • wafle zbożowe
  • płatki kukurydziane
  • krem czekoladowy z awokado (raz powiedział, że mu się nie podoba i to nie jest krem czekoladowy - okazało się, że tata dał za mało kakao i kolor był nie taki, ale na szczęście się zorientowałam)
  • tosty (koniecznie bez sera)
  • lody rzemieślnicze: truskawkowe, ale spróbował też kokosowych i ananasowych 
  • rodzynki
  • suszone daktyle
  • owoce: truskawki, jabłka, gruszki, śliwki, winogrona, maliny, poziomki, arbuz


CÓRKA:
Wciąż karmiona tylko piersią. Ulewa, ale niewiele, chyba że zjem jakiś mleczny produkt. Karmienia są coraz krótsze. Najwięcej jednak pije przez sen - zarówno do drzemki w ciągu dnia, jak i w nocy.

JA - MATKA KARMIĄCA:
Jem wszystko poza produktami mlecznymi. Spróbowałam niedawno sera pleśniowego i ulewanie zmieniło się w chlustanie, o humorze córki nie wspomnę. Pojawiają się wtedy też problemy z jelitami.


SEN:

SYN:
Usypia z tatą w swoim pokoju, a po pobudce przychodzi do nas. Śpi około 11,5 godzin na dobę. Zasypia po godz. 20. W ciągu nocy budzi się raz albo dopiero nad ranem.

CÓRKA:
Z jej snem trochę lepiej. Śpi około 14 godzin na dobę. Po wizycie u osteopaty wieczorem zasypia łatwiej - jest spokojniejsza. Wieczorne usypianie trwa 0,5-1 godzinę, tzn. zasypia wcześniej, ale ja nie mogę się ewakuować z sypialni od razu. Drzemki ma 3-4 w zależności od potrzeb. Oczywiście o różnych porach. Zwykle drzemka trwa około pół godziny. Jedna - koło południa - jest dłuższa i trwa nawet 2-3 godziny. Chyba dalej jest nieodkładalna po uśpieniu. Nie wiem, już nie sprawdzam. Usypiam po prostu na leżąco na naszym materacu, karmiąc. Bywa, że zasypia w wózku lub podczas jazdy samochodem, jeśli akurat podróż zbiegnie się z sennością. Ostatnio nawet po uśpieniu w wózku można się zatrzymać i nie budzi się natychmiast. W nocy budzi się 2-3 razy, więc dla mnie luksus. Zasypia zwykle ok. godz. 19.30.

JA:
Śpię z córką, więc się wysypiam. Gdy tylko się obudzi, karmię ją i w trakcie zasypiam. Jeśli po godzinie czy dwóch się przebudzę, okazuje się często, że ona dalej ssie pierś. Nad ranem córka śpi przytulona do męża, bo bardzo łatwo się wybudzam o tej porze. To służy też córce, bo już nie ma ciągłych mikropobudek. Mam wrażenie, że ona budzi się dla mnie.


UMIEJĘTNOŚCI:

SYN:
Sam zakłada bluzę na zamek z kapturem - zakłada kaptur na głowę, a następnie wkłada ręce do rękawów. Pomaga mi nakryć do stołu - wyciąga sztućce i talerze z szafek. Jest ostrożny - póki co niczego nie potłukł, ale każdemu może się zdarzyć. Coraz więcej bawi się sam, jest to bardzo cenna dla mnie umiejętność. Czasem sam siada z książką i "czyta" - z pamięci.

CÓRKA:
Przekręca się z pleców na bok. Na razie zajmuje jej to dużo czasu, ale widać, że nie zraża się, lubi próbować i zajmuje ją to. Coraz dłużej wytrzymuje leżenie na brzuszku. Ma za sobą pierwsze próby śmiechu. Pokazuje mi swoim wzrokiem, czego chce - patrzy na moje piersi, gdy chce jeść, a na leżące na półce karty obrazkowe, gdy chce je pooglądać z bliska. Kiedy chce poleżeć w swoim kąciku do zabawy, też patrzy w jego stronę.


ULUBIONE:

SYN:
Prace domowe, naprawy, majsterkowanie z tatą, prace ogrodowe. Chce mi we wszystkim pomagać. Bardzo lubi siostrę. Chce się nią zajmować, przytulać, zabawiać ją, "czytać" książki. Wcześniej spędzał z nią dużo mniej czasu, bo około 5 godzin dziennie był pod opieką babci, a w tym miesiącu z powodu adaptacji w przedszkolu i wyjazdów babci częściej przebywał w domu. Syn uwielbia nasz dom i chyba mu go trochę brakowało, dlatego też adaptacja w przedszkolu trochę się komplikuje - po pierwszych dwóch tygodniach zapowiadało się całkiem nieźle, doszliśmy do 5 godzin w przedszkolu, po czym nastąpił tydzień strajku i syn nie chciał nawet jechać do przedszkola. W kolejnym tygodniu dojeżdżaliśmy do przedszkola, ale siedzieliśmy w szatni, bo mój przedszkolak nie chciał wejść do klasy. Po wizycie nauczycielki przedszkolnej w naszym domu sytuacja się poprawiła - syn wchodzi do klasy.

Zainteresowanie strażą pożarną nie maleje. Był zachwycony wycieczką do Muzeum Pożarnictwa. Tak zadowolonego dziecka dawno nie widziałam. Dziesiątki razy wskazywał palcem wozy strażackie i mówił: ten gasi pożar i ten gasi pożar, i ten gasi pożar...

CÓRKA:
Uśmiechanie się, wkładanie palców do buzi, patrzenie na twarze, kąpiel, chusta do noszenia dzieci.



MOWA:

SYN:
Do ulubionych słów należą: niestety, właśnie, chciałam.

Buduje złożone zdania - ze spójnikiem "żeby", "dlatego", "bo", choć nie zawsze brzmią sensownie, na przykład: To jest woda do picia, żeby można było się napić. Jego rozmowy to często coś w rodzaju small talk - luźna rozmowa o niczym. Aczkolwiek nie przechodzi do konkretów. Często zmienia temat rozmowy. Zamiast odpowiadać na pytanie, zmienia temat. Przychodzi do przedszkola i zagaduje panie próbujące przekonać go, żeby wszedł do klasy: Nosisz okulary? Masz niebieskie kapcie. Tu jest szatnia. W szatni jest ziemia. Przyniesiesz mi koparkę do szatni? Masz czarne spodnie. Lubisz czarny kolor? 

Zadaje ciekawe pytania: Mamo, gdzie są rodzice? Czy ty byłaś w moim brzuszku, jak byłaś mała? 

Na babcie mówi po imieniu. Nie wiem czemu tak mu się odmieniło. Interesuje go pokrewieństwo - pyta, kto jest czyją siostrą, córką, bratem, synem. Raz tak pomieszał, że wyszło właśnie, że jestem jego córką.

Albo taka sytuacja. Syn pyta, co będę robić, kiedy on będzie w przedszkolu.
- Będę czytać książkę - odpowiadam.
- Ja też chcę czytać książkę! - odpowiada niespełna trzylatek.
- Ale ja będę czytać swoją książkę. Będę się z niej uczyć.
- Będziesz się uczyć pisać, mamusiu? Ja też chciałam!

Potrafi dogadać się przez telefon - umawia się z babcią czy wujkiem na spotkania. Ja mu tylko wybieram numer i ustawiam tryb głośnomówiący.

CÓRKA:
Rozmawia ze mną po swojemu. Bawi się swoim głosem. Piszczy, stęka, śmieje się, co czasem brzmi jak kaszel.


ZABAWY:

SYN:
Najczęściej bawi się pojazdami: koparką i wywrotką Duplo oraz inną zabawkową koparką. Uwielbia ciąć kartkę nożyczkami i przyklejać klejem. Interesują go zabawki magnetyczne. Bardzo lubi przebywać na podwórku. Cieszy się na spacery do lasu z przedszkola. Przy mnie chętnie chodzi na spacery ze swoją lalką imieniem Norman w wózku. Mamy przedsmak wspólnych zabaw z siostrą - na razie to on zabawia siostrę i jest z tego wspólnie spędzanego czasu zadowolony. Nawet próbuje jej śpiewać! Jego ulubioną "piosenką" jest "Duży wóz".

CÓRKA:
W swoim kąciku do zabawy potrafi poleżeć i zająć się sobą nawet pół godziny. Najczęściej patrzy w lustro. Wciąż chętnie patrzy na mobile. Lubi bawić się swoimi dłońmi. Podobają jej się piosenki z pokazywaniem śpiewane przeze mnie i jej brata.










KSIĄŻKI:

SYN często sięgał po:
  • Pucio i ćwiczenia z mówienia
  • Pucio mówi pierwsze słowa
  • Miłość
  • Co mi powiedział tata
  • Moja młodsza siostra
  • Lato na ulicy Czereśniowej

CÓRKA oglądała:

  • Kapitan Nauka. Książeczka kontrastowa. Zwierzęta
  • Kapitan Nauka. Książeczka kontrastowa. Pokój malucha
  • Kapitan Nauka. A kuku! Kontrastowe wzory 0+


JA przeczytałam:

  • Spokojny sen, Sarah Ockwell-Smith. Cieszę się, że pojawiła się taka pozycja, bo mam wrażenie, że inne książki na temat snu dziecka sprowadzają się niestety do treningu. Ta książka nie zawiera cudownego sposobu na to, żeby dzieci od razu spały lepiej. Raczej uświadamia czytelnikowi, jak tak naprawdę śpią dzieci i co można zrobić, żeby po kilku tygodniach mogły spać lepiej.
  • "Nie" z miłości, Jesper Juul. Chciałam sobie przypomnieć, jak odmawiać dziecku, a z tym ostatnio było u mnie trudno, dlatego przeczytałam tę krótką książkę ponownie. Jespera Julla w ogóle bardzo polecam.
  • Jak mówić, żeby maluchy nas słuchały. Poradnik przetrwania dla rodziców dzieci w wieku 2-7 lat, Joanna Faber, Julie King. Przedstawione w tej książce postępowanie jest zgodne z moim podejściem. Najbardziej pomogło mi zwrócenie uwagi na uczucia dziecka i potrzebę ich akceptacji. Nie zdawałam sobie aż tak sprawy z tego, że już samo to może pomóc. Książka zawiera wiele pomocnych historii z życia i komiksów.
  • Mały człowiek, wielkie potrzeby, John Philip Louis, Karen McDonald Louis. Książka o tym, jak zadbać o prawidłowy rozwój emocjonalny dziecka, jednak mam mieszane odczucia co do tej pozycji. Z jednej strony bardzo doceniam, że autorzy opierają się na źródłach naukowych.  Z drugiej zraziło mnie przedstawienie treningu snu jako koniecznego dla dobra dziecka. Autorzy opisali, jak ich dziecko płakało samotnie wieczorem przez godzinę przez kilka dni rzekomo dla swojego dobra, a oni siedzieli w innym pokoju i pocieszali się, że dzięki temu ich dziecko będzie się zdrowo rozwijać.

SAMOPOCZUCIE:

SYN:
Chyba dopiero niedawno poczuł, że dużo się zmieniło w jego życiu i bardzo to przeżywał. Dotychczas zwykle spędzał u babci około 5 godzin dziennie. Babcia pojechała na wczasy, a ja kontynuowałam adaptację w przedszkolu. I po dobrych początkach się popsuło. Chyba przypomniał sobie o mnie, o domu i zapragnął nadrobić ostatnie miesiące. Zastrajkował. Nie chciał wsiąść nawet do auta, gdy mówiłam, że jedziemy do przedszkola. Po tygodniu chyba już się nasycił (a może nawet znudził) mną oraz domem i kontynuowaliśmy adaptację, choć łatwo nie było, bo wszystko przebiegało bardzo wolno i stopniowo. Gdy już udało się go dowieźć do przedszkola, to nie chciał przejść z szatni do klasy. A kiedy już wszedł do klasy, to musiałam czekać na niego w szatni. A kiedy czekałam w szatni, po pół godziny już chciał wracać do domu itd. Ale powoli do przodu - adaptacja trwa już 1,5 miesiąca, ale syn robi coraz większe postępy. Myślę, że w połowie lipca będzie już stuprocentowym przedszkolakiem. Cieszę się, że adaptację przeprowadziliśmy tak stopniowo, a nie rzucaliśmy niegotowego na przedszkole dziecka na głęboką wodę.

Ten czas w domu był mojemu dziecku bardzo potrzebny. Mnie też. Nauczyłam się, że nie muszę ogarniać potrzeb dwójki dzieci w tym samym czasie. Bo też po prostu to se ne da. Wiele rzeczy synowi wyjaśniałam, tłumaczyłam, a on coraz lepiej współpracował. Stał się bardziej samodzielny. Bywało, że sam sobie zrobił drugie śniadanie (płatki z mlekiem), szedł do swojego pokoju i sam się bawił (wow!), kiedy ja usypiałam córkę. Fakt, że przebywa sam w jakimś pomieszczeniu, to już naprawdę ogromny postęp. Myślę, że obecnie czuje się bardziej pewny siebie i samodzielny. Może to zbieg okoliczności, ale ostatnio nawet trudnych sytuacji, w tym samonakręcającego się płaczu, mamy zdecydowanie mniej.

CÓRKA:
Ma lepsze i gorsze dni. Nie lubię porównywać dzieci, ale cieszę się, że z córką jest łatwiej niż w podobnym wieku z pierwszym dzieckiem. Myślę, że na ten stan rzeczy wpływ ma wiele czynników, m.in. to, że ja już mam pewne doświadczenie, poza tym szukałam rozwiązania jej dolegliwości i złego samopoczucia, a zresztą jest też po prostu innym człowiekiem. Ale widzę w zachowaniu moich dzieci wiele podobieństw. Tak czy inaczej również jest wymagająca - nie jest to ten typ dzieci, które tylko leżą i pachną ;) Aczkolwiek leży w swoim kąciku do zabawy coraz dłużej i widać, że sprawia jej to przyjemność. Kiedy nic jej nie dolega, jest wyspana, najedzona i przewinięta, to mogłaby się nieustannie do mnie uśmiechać. Warunkiem jest też to, że przebywa w znajomym miejscu. Lubi być w domu. Poza domem czuje się źle. Nie przepadała za adaptacją w przedszkolu brata. Mimo że w domu o tej porze była pogodna, to w przedszkolnej szatni czuła się raczej niekomfortowo, szczególnie gdy rozmawiałam z kimś innym niż z nią.

Bardzo nie podobał jej się chrzest. Była niewyspana (w końcu w kościele trzeba pojawić się o wyznaczonej godzinie, więc tego dnia nie mogłam dostosować się do jej rytmu), nie w swoim domu (na szczęście przyjęcie odbyło się w domu, a ona je przespała) i wśród mnóstwa obcych ludzi.

JA:
Jestem zmęczona, ale mniej niż w poprzednim miesiącu. Myślę, że przede wszystkim dlatego że już nie noszę nieustannie córki. Na jej drzemki mam inny sposób niż noszenie w chuście, co dało ulgę moim plecom. Dużo daje mi wygospodarowanie wolnego czasu dla siebie. Choćby nie wiem co, część wieczoru musi być tylko dla mnie. W domu może być bałagan, ale priorytetem jest dla mnie chwila dla siebie. Matka też musi zadbać o siebie, bo nikt tego za nią nie zrobi.



PLANY:

Mam nadzieję, że kiedy syn stanie się pełnoprawnym przedszkolakiem, znajdę więcej wolnego czasu. Chociaż obawiam się, że zbiegnie się to z większymi wymaganiami córki i nic z tego nie wyjdzie, ale nadzieję można mieć. Myślę nad tym, co będziemy robić w sierpniu, gdy przedszkole będzie zamknięte, a tym samym syn będzie miał wakacje. Będę namawiać męża na wczasy, chociaż sama się waham, skoro córka lubi być głównie w domu.

Mam mnóstwo pomysłów na posty na bloga. Chciałabym je zrealizować. Pytanie brzmi: kiedy!?

Mam szalony pomysł na swoją przyszłość. To byłaby duża zmiana. Ale podobno dopiero po trzydziestce się dowiadujesz, co chcesz w życiu tak naprawdę robić. Zatem planuję, jak wdrożyć swoje marzenie w życie.


POTRZEBY:

Więcej czasu z mężem. Więcej czasu wolnego. Zwykle dopiero wieczorem mogę na chwilę usiąść i po prostu odpocząć, nic nie robiąc. Cieszę się jednak, że mimo ograniczeń narzucanych przez dzieci wybrałam się do fryzjera czy fizjoterapeuty.


Zobacz, co się u nas działo w poprzednich miesiącach.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz