piątek, 9 marca 2018

Smartfonowy detoks, czyli jak uniezależniłam się od Facebooka i innych pożeraczy czasu w telefonie


Od dawna chodziło mi po głowie uwolnienie się od telefonu, po który niepokojąco często sięgałam bez konkretnego celu. Zaczęłam walczyć ze swoim problemem głównie dlatego, że nie chcę dawać swoim dzieciom takiego przykładu. Chcę, żeby potrafiły rozsądnie korzystać z mediów cyfrowych, a jak mają to robić, skoro ich matce smartfon przyrósł do ręki. A paradoksalnie to właśnie przy dziecku wpadłam niemalże w uzależnienie. Telefon z internetem był moim łącznikiem ze światem podczas maratonów karmienia czy drzemek, które urządzał sobie na mnie mój nieodkładalny syn. O ile w towarzystwie nie miałam z tym problemu (nie znoszę tych wszystkich telefonów wystawionych na stół na spotkaniach z rodziną czy znajomymi), to właśnie w domu, przy dziecku coraz częściej zerkałam na telefon.

To nie będzie tekst o całkowitym pozbyciu się ze swojego życia smartfona czy odinstalowaniu wszystkich problematycznych aplikacji, tylko o nawykach, które w sobie wyrobiłam, żeby zacząć z niego rozsądnie korzystać. Po kilku tygodniach mogę powiedzieć, że w końcu to ja panuję nad swoim telefonem, a nie on nade mną.

Ograniczenie bezsensownego sięgania po smartfon było u mnie kwestią wyrobienia odpowiednich nawyków. Nawyki najlepiej wprowadzać stopniowo - nie wszystko na raz. Gdy już radzisz sobie z jedną rzeczą, popracuj nad kolejną. Poniżej znajdziesz moje sposoby na radzenie sobie ze zbyt częstym korzystaniem ze smartfona.

Kilka pozytywnych nawyków, które w sobie wyrobiłam:
  • Korzystam z trybu "nie przeszkadzać". Ustawiłam automatyczne włączanie i wyłączanie tego trybu w określonych godzinach (w moim przypadku od 19 do 7).
  • Godzinę przed pójściem spać nie korzystam już z telefonu (ani nie patrzę na inne ekrany). W tym czasie czytam książki albo robię inne rzeczy. Dzięki temu szybciej zasypiam i lepiej śpię.
  • Na noc włączam tryb samolotowy, który wyłącza wszelkie powiadomienia, przesyłanie wiadomości, dane komórkowe i wi-fi.
  • Gdy przebudzę się (lub - częściej - zostanę przebudzona) w środku nocy, nie patrzę na telefon, żeby sprawdzić godzinę. Świadomość, która jest godzina, do niczego nie jest mi potrzebna, a wręcz sprawia, że mam większe problemy z ponownym zaśnięciem.
  • Podczas posiłków telefon znajduje się poza stołem.



E-MAIL


Na początku wyłączyłam jedynie dźwięki powiadomień przychodzącej poczty. Zerkając jednak na telefon, widziałam ikonkę nowej wiadomości, co wciąż kusiło, żeby sprawdzić pocztę. W pewnym momencie z niewiadomego powodu aplikacja pocztowa nie pobierała na bieżąco przychodzących wiadomości i to okazało się świetnym rozwiązaniem. Teraz sprawdzam pocztę, gdy chcę, a nie gdy przychodzi. Jeszcze chcę popracować nad tym, żeby nie było to zbyt często w ciągu dnia, więc prawdopodobnie narzucę sobie konkretne godziny, w których sprawdzam pocztę elektroniczną.


FACEBOOK


Największy pożeracz czasu! Długo z nim walczyłam. Nie chcę tu zrzucać winy na dziecko, ale przed jego pojawieniem się aż tyle czasu na Facebooku nie spędzałam. Niestety godziny spędzane na karmieniu piersią i początkowa samotność matki sprawiły, że na Facebooku szukałam kontaktu z innymi ludźmi, wkręciłam się w obserwowanie wielu grup dyskusyjnych czy po prostu stosunkowo często przeglądałam tablicę, która w zasadzie nie dostarczała mi prawie żadnych wartości. Karmienie się skończyło, a „uzależnienie” zostało. Stopniowo wprowadzałam więc sobie ograniczenia i nawyki, dzięki którym zaczęłam mieć więcej czasu na inne rzeczy. 


Tablica
Uporządkowałam kwestię znajomych. Mówiąc wprost, usunęłam część osób z kontaktów, jeśli uznałam, że pewnie już nigdy nie będziemy się komunikować. Część osób przestałam obserwować, bo zbyt często wrzucali niezbyt interesujące mnie treści.

Strony - fanpage
W przypadku facebookowych stron miałam wątpliwości. Sama prowadzę bloga i zdaję sobie sprawę z tego, że bloger dociera do innych głównie dzięki mediom społecznościowym. Byłam więc rozdarta. Blogerzy różnie prowadzą swoje facebookowe strony. Czasem służą im jedynie do poinformowania fanów o nowym wpisie na blogu i takie strony przestałam obserwować, pozostając jednak fanem, czyli nie odhaczałam polubienia, tylko obserwowanie (robi się to bezpośrednio na fanpage'u). Niektórzy blogerzy publikują w moim odczuciu zbyt wiele treści na swoich fanpage’ach i też przestałam ich obserwować. Zamiast tego subskrybuję takie blogi w czytniku - konkretnie korzystam z Feedly (wcześniej z Bloglovin). Jeśli jednak fanpage sam w sobie mnie interesuje, po prostu zostawiam go w polubionych i obserwowanych, a jeśli szczególnie lubię daną stronę i toczące się na niej dyskusje, bo dowiaduję się z nich czegoś ciekawego, ustawiam opcję „wyświetlaj najpierw”. Można tak zrobić w przypadku 30 stron, więc polecam tę możliwość, jeśli nie chcesz przegapić wpisów ulubionych autorów.

Powiadomienia
Najbardziej rozpraszające i skłaniające do sięgnięcia po smartfona są właśnie wyskakujące powiadomienia push (a gdy jeszcze przy tym słychać dźwięk, to trudno się powstrzymać przed sięgnięciem po telefon), więc je sukcesywnie wyłączałam. 
Jeśli na głównym ekranie telefonu masz widoczną ikonkę Facebooka, to przy niej prawdopodobnie pojawia się liczba nieprzeczytanych powiadomień, a to kusi, żeby wejść na Facebooka, gdy włączasz telefon nawet w innym celu. Mam na to dwa rozwiązania: usunięcie ikony Facebooka z ekranu głównego i/lub wyłączenie tego typu powiadomień na stałe. Z wieloma powiadomieniami poradziłam sobie tak, że gdy przyszedł do mnie niepożądany przeze mnie jego rodzaj, przytrzymywałam ekran w miejscu danego powiadomienia, żeby wywołać opcje, wśród których szukałam możliwości wyłączenia tego typu powiadomień - jest to na przykład „Wyłącz powiadomienia o nowych komentarzach do postów na tej stronie”, „Wyłącz wszystkie powiadomienia z tej strony” czy „Wyłącz powiadomienia dotyczące tego wydarzenia”. Czasem skomentuję na przykład jakiś wpis, ale nie interesują mnie inne odpowiedzi i wtedy po pierwszym takim powiadomieniu, w ten sposób wyłączam możliwość przychodzenia kolejnych.

Grupy
Najbardziej na Facebooku interesują mnie właśnie grupy. Bywają kopalnią wiedzą. Bywają też bezwartościowe i z takich szybko się wypisuję. Grupy mają to do siebie, że po pewnym czasie się nudzą, tematy się powtarzają (bo nie oszukujmy się - skoro grupa dotyczy konkretnej tematyki, to raczej trudno, żeby po kilku tygodniach albo miesiącach pytania się nie powtarzały) i nie dowiadujesz się z nich już niczego nowego. Z takich grup się wypisuję albo przestaję do nich zaglądać i wracam tylko z konkretnym problemem, żeby wyszukać podobne tematy albo zadać nowe pytanie.
Najwięcej traconego na grupach czasu odzyskałam dzięki temu, że gdy dołączam do nowej grupy:
  • wyłączam obserwowanie, dzięki czemu wpisy z danej grupy nie wyświetlają się na mojej tablicy,
  • edytuję ustawienia powiadomień i je po prostu wyłączam, dzięki czemu nie przychodzą do mnie powiadomienia po opublikowaniu postów przez członków,
  • grupy, które chcę przeglądać w wyznaczonym sobie czasie, dodaję do ulubionych.
To samo zrobiłam grupami, do których dołączyłam wcześniej.
Kolejny mój lifehack w tym temacie to wyznaczenie sobie czasu, który poświęcam na przeglądanie grup w ciągu dnia. U mnie jest to pół godziny dziennie wieczorem, choć czasem wystarcza mi nawet mniej i będę do tego dążyć. Włączam czasomierz i przeglądam od najbardziej interesujących mnie w danym okresie grup. Jeśli nie zdążę czegoś przejrzeć w tym czasie, to po prostu nie przeglądam.


MESSENGER


Rozważałam odinstalowanie tej aplikacji do komunikacji ze znajomymi z Facebooka i korzystanie z tej możliwości kontaktu wyłącznie na komputerze raz dziennie o wyznaczonej porze. Był jednak jeden mały problem - z mężem najczęściej kontaktuję się właśnie za pomocą tej aplikacji, a zależy mi na wymianie z nim informacji na bieżąco w ciągu dnia. Znalazłam na to sposób - wyciszyłam powiadomienia o wiadomościach od innych osób, zostawiając jedynie powiadomienia od męża. Żeby to zrobić, należy skorzystać z przycisku "info" w oknie korespondencji z danym kontaktem i wybrać „Wycisz powiadomienia”, a następnie „Do momentu, gdy włączę z powrotem”. Jeśli jednak prowadzę inną rozmowę, która nie może czekać albo nie chcę, żeby czekała, to oczywiście na jakiś czas anuluję wyciszenie powiadomień. Zamierzam jeszcze popracować nad ograniczeniem korzystania z Messengera do jednego razu dziennie i wyznaczyć na tę czynność konkretną porę w ciągu dnia.


INSTAGRAM


Instagram nie pochłonął mnie aż tak bardzo jak Facebook, więc z nim nie miałam dużo pracy. Włączam go raz dziennie (albo rzadziej - zwykle jest to czas po opublikowaniu przeze mnie jakiejś treści) i przeglądam interesujące mnie profile. Żeby nie kusiło, wyłączyłam wyskakujące powiadomienia z Instagrama.


BLOGI I CODZIENNA PRASÓWKA


Nie tylko sama bloguję, ale też lubię czytać wartościowe blogi. Wcześniej informacji o nowych wpisach dostarczał mi Facebook, ale przez to czytałam je wtedy, kiedy zobaczyłam powiadomienie. Teraz czytam, kiedy wyznaczę sobie na to czas. Korzystam w tym celu z czytnika Feedly. Wystarczy włączyć w nim subskrypcję wybranych stron. Utworzyłam w nim dwie kategorie: blogi oraz wiadomości codzienne i przyporządkowałam do nich interesujące mnie strony. Prasówkę robię rano, a blogi przeglądam najczęściej w ciągu dnia, gdy mam wolną chwilę.


Przed opublikowaniem tego tekstu miałam pewne opory. W ten sposób przyznałam się do swojej słabości. Ale może ktoś też na tym skorzysta, bo chyba nie jestem jedyną osobą, która swego czasu przepadała w otchłani mediów społecznościowych :)
Trochę to trwało, ale wprowadziłam takie nawyki, że ten pożeracz czasu już mną nie rządzi. Przede wszystkim wyłączyłam prawie wszystkie powiadomienia i wyeliminowałam bezmyślne gapienie się w komórkę. Więc jeśli nie odpowiadam komuś przez dłuższy czas, to właśnie dzięki moim nowym nawykom. Po telefon sięgam, gdy tego chcę, a nie kiedy on wzywa mnie wyskakującym powiadomieniem.


A jak to wygląda u Ciebie? Czy masz problem ze zbyt częstym korzystaniem ze smartfona? A może masz jeszcze inne sprawdzone sposoby dla tych, którzy za dużo "siedzą na fejsie"?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz