piątek, 16 lutego 2018

Dlaczego moje dziecko od 6 miesiąca życia je samodzielnie? Zalety BLW


Z pojęciem BLW spotkałam się jeszcze w czasie ciąży, czytając czasopisma dla przyszłych mam. Zaciekawiło mnie to podejście do rozszerzania diety. Później w praktyce z BLW spotkałam się w rozmowach ze znajomymi z klubu mam, do którego co tydzień zabierałam swoje dziecko. I przepadłam. Zanim zaczęliśmy rozszerzać dietę, już wiedziałam, że to coś dla nas. A co mnie tak zafascynowało w BLW?

BLW, czyli Baby-Led Weaning albo spolszczone Bobas Lubi Wybór, to wprowadzanie pokarmów stałych kontrolowane przez dziecko. Po przeczytaniu książki pt. "Bobas lubi wybór" czułam się uzbrojona w potrzebną wiedzę i na luzie, bez obaw i stresu zaczęliśmy przygodę z jedzeniem. I gdybym drugi raz miała podejmować decyzję, zrobiłabym to samo.

To idealne podejście przede wszystkim dla osób tak leniwych jak ja. Znika problem wymyślania i gotowania dodatkowego dania dla dziecka. Bo wszyscy jemy to samo. O zawroty głowy przyprawiają mnie opowieści kobiet, które przygotowują trzy różne obiady - dla siebie (bo jest na diecie), dla męża (bo jest wyłącznie mięsożerny) i dla dziecka (bo jest dzieckiem). Nie krytykuję, ale nie potrafię wyobrazić sobie siebie w ich sytuacji. Nie zdecydowałabym się na dogadzanie każdemu w moim domu, bo wychodzę z założenia, że kto gotuje, ten ma z tego taką korzyść, że decyduje zgodnie ze swoimi preferencjami, co gotuje. A jak któremuś z domowników danie dnia nie odpowiada, to nie mój problem. Mnie nie chce się serwować więcej niż jeden obiad na dzień. Uważam wręcz, że cudem było, że w pierwszym roku życia mojego dziecka w moim domu w ogóle gościły obiady.

Dzięki BLW nigdy nie zastanawiałam się, kiedy podać który produkt i w jakiej ilości. Na stole u nas było to, co przyszło mi do głowy i każdego dnia było to coś innego, bo nie lubię dwa dni z rzędu jeść tego samego, a tradycyjne rozszerzanie diety zakłada bodajże podawanie dziecku tego samego produktu kilka dni pod rząd, żeby obserwować je pod kątem alergii. W naszej rodzinie alergii pokarmowych nie ma, więc się tym na zapas nie przejmowałam. Poza tym BLW zakłada, że dziecko zaczyna zasiadać do stołu, gdy ma skończone minimum 6 miesięcy, a zabawa w jedzenie tego samego kilka dni pod rząd wynika chyba z wcześniejszego rozszerzania diety, co zwiększa ryzyko występowania alergii pokarmowych.

Dzięki BLW jem ciepły posiłek w rodzinnym gronie. Każdy dostaje swój talerz i robi z jego zawartością, co chce. Ja jem. Dziecko je lub się bawi, ale dla mnie najważniejsze, że ja jem, bo nie mam rąk zajętych karmieniem dziecka łyżeczką. Takie samodzielne próby zjedzenia obiadu przez dziecko mają też tę zaletę, że trwają długo. Więc często zdążyłam nie tylko zjeść, ale i co nieco ogarnąć po posiłku. A dziecko dalej jadło / bawiło się jedzeniem, świata poza swoim zajęciem nie widząc.


Cieszę się, że nie muszę karmić dziecka. Nie tylko z lenistwa, ale też dlatego, że niektóre dzieci po prostu nie chcą być karmione. Nie pozwolą sobie włożyć łyżeczki do ust i już. Okazało się, że mój syn niezależny chciał być również przy stole, o czym przekonałam się, gdy w menu zaplanowałam zupę. No bo kilkumiesięcznemu dziecku raczej trudno zjeść samodzielnie zupę. Bo niby czym? Palcami? (chociaż na to też znajdzie się rozwiązanie) Ale moje próby podania zupy łyżeczką spowodowały o dziwo większy bałagan niż przy samodzielnym jedzeniu i tak oto poczekałam z zupami do roczku, kiedy dziecko zaczęło już podejmować samodzielne próby jedzenia łyżką. A i tu pojawia się kolejna zaleta BLW - dzieci jedzące na początku rękami zwykle wcześniej zaczynają korzystać ze sztućców. Zatem bez obaw - niekulturalne zachowania przy stole nie zostają na zawsze. Kiedyś dziecko zaczyna naśladować rodziców jedzących sztućcami i w żadnym wypadku nie pozostają jaskiniowcami.


Nie wiem, czy to jedynie kwestia BLW, ale wszelkie posiłki poza domem - w restauracji czy w gościach - nie stanowią dla nas problemu. W większości przypadków nie musiałam brać niczego ze sobą, bo zwykle na stole znalazło się coś, czym mogło poczęstować się moje dziecko. A w razie czego zawsze mogłam coś kupić w sklepie i od razu dać dziecku, żeby zaspokoiło swój głód. W przypadku słoiczków chyba jest to trochę bardziej skomplikowane. Wczasy z niespełna rocznym dzieckiem również nie stanowiły dla nas problemu. Nie krępował mnie również bałagan, który czasem generował mój syn, bo wiedzieliśmy, czego się spodziewać i zawsze byliśmy przygotowani na ogarnięcie przestrzeni po jedzeniu.

Dzięki BLW nie przejmowałam się, że dziecko nie chce jeść. Rodzic decyduje tylko o tym, co dziecko zje. A decyzję, czy i ile zje, podejmuje dziecko i ja właśnie chcę, żeby ono miało taką możliwość, żeby podejmowało takie drobne decyzje, bo ono naprawdę jest w stanie je podjąć. Nie ma ochoty, to nie. Na początku nadrobi mlekiem matki lub modyfikowanym, a na inne posiłki przerzuci się w swoim tempie. Widocznie jeszcze nie czas. Warto mieć świadomość, że dzieci niezmuszane do jedzenia zwykle zjedzą tyle, ile dzieci zmuszane albo nawet więcej. Więc po co się wzajemnie stresować. Wolę pozwolić rozwijać się dziecku (nawet kulinarnie) w jego własnym tempie.

Nie lubię podążać za tłumem, wolę wypracować własne podejście. Interesują mnie mniej popularne rozwiązania, szczególnie gdy ułatwiają mi życie (mam wrażenie, że BLW mimo pewnych niedogodności związanych na przykład z generowaniem większego bałaganu na początku, bardzo ułatwiło nasze życie), dają do myślenia czy po prostu przekonują, bo są zgodne z moją filozofią. Nie boję się postępować inaczej niż większość i może dlatego na początku zainteresowało mnie BLW. W ogóle nie przekonuje mnie tradycyjne wychowanie, poczucie wyższości nad dzieckiem, uważanie się we wszystkim za eksperta tylko dlatego, że jest się dorosłym. Brzydzę się zmuszania do jedzenia i zakładania, że dziecko jest na tyle małe i głupie, że mogłoby się zagłodzić, jeśli nie zmusi się go do jedzenia. Niech każdy będzie ekspertem od swojego brzucha. Nawet, a może szczególnie, ten mały człowieczek, który wielu rzeczy dopiero się uczy, ale też ma pewne odczucia i warto dać mu szansę, żeby zaufało samemu sobie, a nie mamie czy babci, której wydaje się, że wie lepiej.

Ale przede wszystkim BLW uwielbiam za to, że jest to pełne zaufania wobec dziecka podejście. Dla kogoś może to być tylko jeden ze sposobów rozszerzania diety, dla mnie to przede wszystkim danie dziecku wolności, okazywanie szacunku i umożliwianie samodzielności.

A za co Ty lubisz BLW? 

Jeśli zainteresował Cię temat samodzielnego jedzenia, polecam również inne moje teksty - naczyniach do picia, sztućcach dla dzieci oraz o talerzach i miskachZachęcam też do przeczytania pozostałych wpisów na temat BLW.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz