wtorek, 27 lutego 2018

Wicie gniazda i inne przygotowania przed porodem, czyli jak spędzam ostatni trymestr ciąży


Przez pierwsze dwa trymestry ciąży nie skupiałam się za bardzo na swoim stanie, a kwestię porodu próbowałam chyba nawet wyprzeć ze świadomości. Nadrabiam w ostatnim trymestrze i to chyba z nawiązką. Jestem już matką dwulatka, który w ciągu swojego bujnego życia pomógł mi wypracować moje własne podejście do rodzicielstwa i wychowania. Wiem, jak mogą wyglądać pierwsze miesiące, a nawet lata, więc pewnych kwestii jestem po prostu świadoma. Mimo to syndrom wicia gniazda mnie nie ominął. Ba, wręcz przybrał na sile. Tym razem podzielę się, jak przygotowuję się do porodu i zostania podwójną mamą.

W czasie pierwszej ciąży budowałam i urządzałam dom. I to w ekspresowym tempie, bo zależało mi na tym, żeby nowe miejsce było gotowe na nowego mieszkańca. Ostatecznie nie było, a jednak poradziliśmy sobie. Myślałam, że w drugiej ciąży odpuszczę. Że pierwszej ciąży pod względem intensywności przygotowań już nic nie przebije. A jednak. Syndrom wicia gniazda jest silniejszy ode mnie. Tym razem wynajduję już nawet szczegóły, które umknęły mi podczas przeprowadzki w dziewiątym miesiącu poprzedniej ciąży (np. za długie zasłony po ponad dwóch latach przymykania na nie oko wreszcie zostały skrócone).

Choć wydawałoby się, że skoro mam w domu dwulatka, nie będzie mi w głowie nic prócz przetrwania ostatnich tygodni ciąży z nim i stale rosnącym brzuchem, to nic bardziej mylnego. Zaczęło się spokojnie. Niby miałam potrzebę ogarnięcia tego, co nazbierało się przez ostatnie dwa lata. Na dodatek nagle z noworodka wyrósł dwulatek, który bardzo chętnie garnie się do domowych obowiązków, które stanowią dla niego jedną z lepszych zabaw, a gdy zaczynam wyjmować z kolejnych szuflad zapomniane niepotrzebne mi rzeczy, on odkrywa w nich skarby i przestaje być absorbujący.

Cóż miałam zrobić. To na początku stał się mój sposób na przetrwanie dni, w których nie miałam chęci się z nim bawić. I tak ogarnęłam już prawie cały dom, a tu teoretycznie został jeszcze nieco ponad miesiąc. Co więc jeszcze robię? Czytam (bo przy dwójce dzieci może mi tego luksusu zabraknąć), przygotowuję się do samego porodu i odpoczywam.


PRZYGOTOWANIE DO PORODU


Tym razem poważnie podeszłam do przygotowań do porodu. W pierwszej ciąży tylko chodziłam do szkoły rodzenia i czytałam czasopismo dla przyszłych mam. Teraz wiem, że potrzebne mi jest większe przygotowanie.
  • Szkołę rodzenia odpuściłam. W obecnej ciąży świadomie się do niej nie zapisałam. Uważam, że najlepszą szkołą jest praktyka, a tę już zdobyłam przy pierwszym dziecku, które - nawiasem mówiąc - również jest powodem tego, że tym razem do szkoły rodzenia nie chodzę. Szkoda mi po prostu czasu. Myślę, że wystarczą mi teraz książki i filmy nakręcone przez położne oglądane w dogodnym dla mnie czasie. Stałam się bardziej zorganizowana, więc nie potrzebuję zorganizowanych zajęć. 
  • Książki. Czytam zarówno specjalistyczną literaturę na temat ciąży i porodu, jak i lżejsze opowieści porodowe przedstawione na przykład okiem położnych z powołania. Staram się otaczać pozytywnymi opowieściami porodowymi dającymi wiarę we własne siły.
  • Grupy dyskusyjne na Facebooku. Trafiłam na dwie pomocne grupy dotyczące porodu: Naturalnie po cesarce i Cesarskie cięcie. Przeglądam je prawie każdego wieczora. Szczególnie doceniam pierwszą z nich - nastraja bardzo pozytywnie i stanowi kopalnię wiedzy. Pojawia się na niej również dużo dobrych historii porodowych.
  • Wybór szpitala. Tym razem nie dałam sobie wmówić, że najlepiej rodzić w swoim mieście i że mam nie wydziwiać, bo szpital to nie hotel. Dla mnie bardzo ważny jest również mój komfort, a nie referencyjność. W drugiej ciąży jestem bardziej wymagającą pacjentką. Nie uważam, że oczekiwanie przyjaznej, domowej atmosfery podczas porodu jest fanaberią. Skoro mam prawo do wyboru szpitala, korzystam z tego - pytam, szukam opinii. Warto zastanowić się, co jest dla nas ważne w tym szczególnym wydarzeniu, jakim jest poród.
  • Indywidualna opieka położnej. Jeśli tylko może zwiększyć mój komfort psychiczny, to wchodzę w to. 
  • Plan porodu. Poprzednim razem nikt mnie o niego nie zapytał, a mi ta kwestia umknęła - plan porodu został w mojej torbie. Porównałam swoje obecne oczekiwania i te sprzed dwóch lat. Wiele się nie zmieniło. Tylko tym razem chcę, żeby miano go na uwadze. Zależy mi na tym, żeby w szpitalu, w którym będę rodzić, położna zapoznawała się z planem porodu i starała się go respektować, o ile to możliwe.
  • Przygotowanie osoby towarzyszącej. Dużo rozmawiam na temat porodu ze swoim mężem. Podrzucam mu informacje, żeby on również poszerzał swoją wiedzę z zakresu porodu. Mówię o swoich oczekiwaniach i lękach. 
  • Torba do porodu. Spakowałam ją przypadkiem. Zresztą myślę, że miesiąc przed porodem to już najwyższa pora. To była świetna okazja do rozmowy i zabawa dla mojego dwuletniego syna.


DBANIE O WŁASNY KOMFORT


W drugiej ciąży nie odmawiam sobie rzeczy, które mogą polepszyć mój stan i zwiększyć komfort ostatnich tygodni ciąży. Zdecydowanie więcej myślę o sobie i bardziej o siebie dbam.
  • Fizjoterapeuta. Spotkanie z fizjoterapeutką bardzo pomogło mi w przypadku rwy kulszowej. Pokazała mi również ćwiczenia, które codziennie wykonuję i czuję się lepiej niż w pierwszej ciąży, choć wciąż uważam, że ciąża to nie jest najpiękniejszy okres w życiu kobiety. Do fizjoterapeutki na pewno jeszcze się wybiorę, bo rosnący brzuch robi swoje.
  • Basen. Raz w tygodniu chodzę na basen, co rewelacyjnie wpływa na moje samopoczucie. Po takiej godzinie na basenie z moimi plecami na jakiś czas jest lepiej. Pływam z mężem i synem, więc przy okazji fajnie spędzamy czas. Gdy już się zmęczę, robię sobie przerwę na zabawę z dzieckiem.
  • Unikanie rozmów z osobami, które przed poprzednim porodem mnie nim stresowały. W poprzedniej ciąży niestety spotkałam się z wieloma niechcianymi poradami i niekoniecznie pozytywnymi historiami czy wręcz straszeniem. Nie wiem, dlaczego te osoby to robiły. Dochodziło do tak absurdalnych sytuacji, że dopytując o szczegóły mojego porodu, po usłyszeniu odpowiedzi siały panikę, jeszcze bardziej mnie stresowały i straszyły, oczekując, że to ja będę je uspokajać. Tym razem ucinam rozmowy z takimi ludźmi. Na temat porodu rozmawiam z moim lekarzem, mężem i zaufanymi osobami.
  • Przedszkole. Zapisałam wstępnie dwuletniego syna do przedszkola. Prawdopodobnie zacznie w wieku trzech lat, gdy jego siostra będzie miała jakieś pół roku. Takie kilka godzin pomocy dziennie na pewno mi się przyda. Pamiętam, jak trudno było z niemowlakiem, jedynie z pomocą pracującego męża, więc nie mam złudzeń, że przy dwójce dzieci będzie prościej.


WYPRAWKA


W połowie ciąży z tyłu głowy miałam myśli, że mimo że mam już jedno dziecko, to kompletowanie wyprawki mnie nie ominie i po głowie krążyły dwie listy: rzeczy, które się w niej nie znajdą i właściwa minimalistyczna lista wyprawkowa. Gdy już przelałam je z myśli na komputer, poszło z górki.
  • Ubrania dla noworodka. Z nimi miałam najwięcej pracy, której nawiasem mówiąc, jeszcze nie dokończyłam, bo dostałam trochę używanych ubranek po trzech dzieciach. Warto zrobić zdjęcia, żeby później wiedzieć, komu co zwrócić. Później pranie (prasowanie sobie darowałam), segregowanie, układanie od najmniejszych do największych. Zostało mi tylko poskładanie i włożenie do komody, ale nie umiem się do tego zabrać.
  • Wózek. Do przygotowania wózka używanego przez nasze pierwsze dziecko zobowiązał się mąż. Ale cóż poradzić, że ten wózek nie da mi spokoju, dopóki mąż go nie odświeży.
  • Pozostałe rzeczy. Do tej pory już raczej wszystko udało mi się skompletować. Nie mam wanienki, ale prawdopodobnie ją pominiemy, bo chyba miska z powodzeniem ją zastąpi. Może się okazać, że trzeba będzie dokupić pieluchy wielorazowe, ale poczekam na narodziny córki, żeby przekonać się, które rozwiązania nam i jej odpowiadają.
  • Zabawki i książeczki. Noworodek zabawek nie potrzebuje, ale znalazły się na mojej liście, żeby chętni członkowie rodziny mieli co kupować. Bo pytania o prezent na święta dla jeszcze nienarodzonego dziecka już się zaczęły pojawiać. Bardzo mnie cieszy ten stan rzeczy po doświadczeniu bycia zasypanym niekoniecznie potrzebnymi rzeczami dla mojego pierwszego dziecka.


PORZĄDKI


W tym temacie doszło w naszym domu chyba do największych rewolucji - wywróciłam go do góry nogami.
  • Dokumenty. Tak ogarniętych papierków jeszcze nigdy nie miałam. Przekopałam się nawet przez dyplomy z podstawówki i zastanawiam się, dlaczego nie pozbyłam się ich wcześniej. Przejrzałam segregatory z różnymi dokumentami. Kiedyś bezmyślnie wkładałam do segregatorów prawie każdy papier, który mi się trafił. Obecnie zostały tylko dokumenty, które mogą się kiedyś rzeczywiście przydać.
  • Garderoba. Wreszcie uwolniłam niektóre szuflady i półki od bycia zbiorowiskiem przypadkowych rzeczy, które ponad dwa lata temu w trakcie przeprowadzki odłożyłam tymczasowo, bo wtedy na szybko nie znalazłam dla nich lepszego miejsca. Przy okazji pozbyłam się kilku ubrań, o których zdążyłam w ciągu tych dwóch lat zapomnieć, co znaczy nic innego jak to, że nie są mi potrzebne. W garderobie zalega jeszcze parę niepotrzebnych rzeczy, ale obecny stan jest dla mnie akceptowalny.
  • Łazienka. Cieszę się, że nie znalazłam w niej żadnych niepotrzebnych i przeterminowanych kosmetyków. Wystarczyło przetrzeć półki i ułożyć wszystkie przechowywane w łazience rzeczy. Pojawiło się też wolne miejsce na ewentualne rzeczy noworodka, choć wielu ich akurat nie przewiduję. 
  • Pomieszczenie gospodarcze. Przechowuję w nim proszek i środki czystości, szmaty, wiadra itp. Tu też nie miałam wiele do zrobienia. Głównie kwestia przetarcia półek i dołożenia kilku rzeczy, które bardziej nadawały się właśnie do pomieszczenia gospodarczego niż do garderoby.
  • Kuchnia. Porządki w tej części domu były mi najbardziej potrzebne, ale zabierałam się do nich bardzo opornie. Sukces, że kilka miesięcy temu rozmroziłam lodówkę. Przerażała mnie liczba szuflad i półek do ogarnięcia, więc podeszłam do tego inaczej - zjadłam słonia po kawałku. Każdego dnia zajmowałam się tylko jedną szafką lub szufladą. Powrzucane gdziekolwiek dwa lata temu niektóre rzeczy w końcu znalazły bardziej logiczne miejsce. Nie obyło się bez wizyty w IKEA po kilka produktów ułatwiających organizację kuchennych akcesoriów i produktów. Teraz przygotowywanie posiłków jest prostsze, a mój dwuletni syn jest zachwycony, że łatwiej wszystko znaleźć i ma łatwiejszy dostęp do potrzebnych przedmiotów i produktów spożywczych.


ORGANIZACJA I PLANOWANIE


  • Komputer. Gdy już uporałam się z dokumentami papierowymi, wzięłam się za laptopa. Niektóre foldery się powtarzały, brakowało mi spójnego systemu, w moim komputerze panował lekki bałagan. Teraz wszystko znajduję w ciągu kilku sekund.
  • Notatki elektroniczne. Zweryfikowałam swój system notatek elektronicznych w Trello. Mam teraz w nich taki porządek, że nawet zaplanowanie tygodniowego menu zajmuje chwilę. 
  • System planowania. Wreszcie mam system, który mi całkowicie odpowiada. Zorganizowałam swoje planowanie przy pomocy kilku narzędzi: kalendarz Google, Asana, Trello i wydrukowany jednostronicowy kalendarz miesięczny. 
  • Zapanowanie nad smartfonem. Jestem z tego niezmiernie zadowolona. Takie uwolnienie się od telefonu chodziło mi po głowie już długo, głownie dlatego, że chcę dawać swoim dzieciom dobry przykład. Trwało to długo, ale wprowadziłam takie nawyki, że ten pożeracz czasu już mną nie rządzi. Przede wszystkim wyłączyłam prawie wszystkie powiadomienia i wyeliminowałam bezmyślne gapienie się w komórkę. Więc jeśli nie odpowiadam przez dłuższy czas, to właśnie dzięki moim nowym nawykom. Po telefon sięgam wtedy, kiedy chcę, a nie kiedy sam mnie wzywa wyskakującym powiadomieniem. 
  • Wypracowywanie nawyków. Co jakiś czas pracuję nad nowym ważnym dla mnie nawykiem. Oszczędzam czas dzięki eliminowaniu jego bezsensownych pożeraczy, a przeznaczam go na ważne dla mnie rzeczy. W ten sposób wprowadziłam sobie na przykład nawyk codziennych ćwiczeń czy czytania książek.


INNE


Myślę jeszcze nad zapełnieniem zamrażarki obiadami na pierwsze dni po porodzie. Syndrom wicia gniazda podpowiadał mi nawet, żeby zrobić zapasy różnych produktów. Zgrzewka papieru toaletowego, kilka kilogramów proszku do prania, zapas kosmetyków, uzupełnienie spiżarki i apteczki. Ale rozum na szczęście przypomina, że w dzisiejszych czasach istnieje internet i zakupy z dowozem do domu, więc w razie czego zakupy może zrobić nawet umęczona, brudna, niepomalowana matka w piżamie. Do przygotowań przed porodem zaliczę jeszcze ciążową sesję zdjęciową. Warto sprawić sobie taką pamiątkę! My dziś to właśnie mamy za sobą. To był świetnie spędzony z rodziną czas.


Powoli dochodzę do momentu, w którym nie mam już co ogarniać. I pewnie wkrótce będę już tylko z utęsknieniem czekać na rozwiązanie. 

Ciąża to dziwny stan. W ostatnich tygodniach nosisz spory ciężar i nie masz na nic siły, ale nagle dostajesz takiego przypływu mocy, że mogłabyś wybudować nowy dom albo przynajmniej wywrócić obecny do góry nogami i zorganizować na nowo. I nawet lubię ten dziwny stan. Po dwóch latach wreszcie się ogarnęłam. Dzięki ciąży. Bo coś mi się wydaje, że znów przez najbliższy rok czy dwa mogę nie mieć na to czasu ani ochoty.


A jak Ty spędziłaś ostatnie tygodnie ciąży? Jestem bardzo ciekawa, czy też nie ominął Cię syndrom wicia gniazda. Daj mi znać, jeśli któryś z powyższych punktów szczególnie Cię zainteresował i chcesz, żebym go w przyszłości rozwinęła. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz