wtorek, 26 grudnia 2017

Święta, święta i po świętach. Co tu zrobić z tymi wszystkimi trafionymi i nieudanymi prezentami


Jak udały Wam się w tym roku prezenty? U nas wszystkie trafione, a to m.in. dlatego, że podpowiadamy sobie, co komu kupić.

Prezenty dostały tylko dzieci, bo tak ustaliliśmy. Przyznam, że dostałam też prezent od męża, a on ode mnie, ale były to uzgodnione rzeczy, które rzeczywiście sprawiły nam przyjemność i które się przydadzą. Nie lubię kupować prezentów na siłę, zastanawiać się, czy ktoś rzeczywiście się ucieszył z prezentu, czy może robił dobrą minę do złej gry i tylko z grzeczności podziękował. Nie znoszę też sama być w sytuacji, gdy udaję radość z prezentu, a później zastanawiam się, co z nim zrobić.

No właśnie. Co zrobić z tymi wszystkimi prezentami? Zarówno z tymi trafionymi, jak i mniej udanymi?


CO ROBIĘ Z TRAFIONYMI PREZENTAMI?


Zdarza się, że dzieci zostają naprawdę hojnie obdarowane. Prezenty dostają od rodziców, babć, dziadków, cioć, wujków itd. Nawet jeśli wszystkie się dziecku podobają, to ich ilość na jeden raz może przytłoczyć

Wiele nowych zabawek po rozpakowaniu przez dziecko, chwili radosnej zabawy i porzuceniu ich na rzecz tych, które spodobały się najbardziej, po prostu chowam do kosza z zabawkami na podmianki. Jeśli jednak wszystkie nowe zabawki nagle stają się ulubione, to chowam stare, żeby zachować na półkach dotychczasową liczbę rzeczy. Moje dziecko nie ma wystawionych wszystkich swoich zabawek na raz. Po jakimś czasie zaczynają go nudzić, bo zdążył się już nimi wybawić. Nasycił się i po prostu wieje od nich już nudą, więc je chowam. Ale gdy po jakimś czasie wyciągnę taką zabawkę, cieszy się jak z nowego prezentu. Także polecam co nieco schować na nudniejsze chwile, żeby urozmaicić zimowy czas, gdy w domu przebywa się jednak nieco więcej niż latem. Oczywiście w porozumieniu z dzieckiem - absolutnie nie namawiam do wyrywania dziecku jego własności i przekonywania na siłę, że przecież ma tak dużo innych zabawek do dyspozycji.


A JAKI LOS CZEKA PREZENTY NIETRAFIONE?


Z nietrafionymi prezentami robię coś innego. Czasem od razu wiem, że najlepiej pozbyć się ich jak najszybciej, bo później odłożę i przez kolejne miesiące będą tylko zagracać przestrzeń. 

Takim prezentem, wobec którego nie miałabym żadnych wątpliwości, są zdublowane zabawki. Bo po co dziecku jeszcze jeden egzemplarz tego, co już ma. Idealnie jeśli taki prezent nawet nie został odpakowany, bo wtedy może udać się sprzedaż za więcej niż połowę wartości. Sprzedaż, a później zakup czegoś innego dla dziecka. Już w najbliższych dniach na olx czy lokalnych grupach sprzedażowych na Facebooku znajdziecie zapewne mnóstwo nowych lub "tylko odpakowanych" prezentów wystawionych na sprzedaż lub wymianę. 

Zdarza się, że prezent jest niestety słabej jakości i dość szybko się psuje. Wtedy bez wahania wyrzucam. Tylko bardzo żałuję, że tak się dzieje, bo w ten sposób dokładam się do obciążania środowiska. Dlatego lepiej nie kupować wcale niż kupić rzecz marnej jakości.

W tym roku dostałam dla swojej nienarodzonej jeszcze córki np. spodenki z motywami świątecznymi i grzechotkę. I te rzeczy nie będą niestety przez nas używane. Ubranka mamy po starszym dziecku i pożyczone. To nam wystarczy. Poza tym dziecko urodzi się w okolicy Świąt Wielkanocnych, więc spodenki w renifery jakoś tak mi nie pasują, a podobnych plastikowych grzechotek mieliśmy sporo po synu - chyba nawet jedną identyczną! Zresztą plastikowe grzechotki to nie jest to, czym chcę otaczać swoje dziecko. Ale może ucieszą inne dziecko, bo mam zamiar takie rzeczy oddać za darmo.

Właśnie. O ile obecnie mój dwuletni syn dostaje porządniejsze prezenty, to maluch w brzuchu albo tuż po urodzeniu często otrzymuje "duperele". Z takim dwulatkiem czuję się w obowiązku porozumieć w sprawie rzeczy, które otrzymał i nawet w przypadku zdublowanego prezentu powinnam ustalić z nim plan działania. A nuż, kiedyś zdecyduje się podzielić z biedniejszym dzieckiem i sprezentować mu coś, czego i tak nie potrzebuje. Natomiast za nienarodzone jeszcze dziecko czy niemowlaka decyduję sama. Może zamieszczę jedno zbiorowe ogłoszenie z takimi drobnostkami dla niemowlaka i przydadzą się one bardziej potrzebującej osobie. Wychodzę z założenia, że obdarowujący chce sprawić radość, a w ten sposób sprawi radość podwójnie - mnie (bo mam możliwość podzielenia się z kimś) i obcej osobie, która tę rzecz będzie rzeczywiście użytkować. 

Są jednak prezenty, co do których z dzieckiem nie negocjuję. Słodycze. Przymknęłabym oko, gdyby była to gorzka czekolada. Rodzina wie też, że na musy owocowe jako zamiennik słodyczy też daję zielone światło. Ale jajka niespodzianki, inne wyroby czekoladopodobne, cukierki, lizaki itp. po prostu konfiskuję. Tłumaczę dziecku dlaczego. Zresztą mój syn na chwilę obecną chyba zakodował sobie, co może jeść. Zapewne wkrótce przejrzy na oczy i już tak łatwo w tym temacie nie będzie, ale cieszę się z każdego kolejnego dnia bez słodyczy. W zamian proponuję owoce. Kostkę gorzkiej czekolady zjadł kilka razy w życiu - w weekend, bo takie panują u nas zasady. A o cukierkach mówi, że są dla wujka. Bo na razie chyba tylko widział, jak wujek je zjada. Jest mi też łatwiej panować nad słodyczami, bo w naszym domu ich po prostu nie ma. Sami też staramy się zdrowo odżywiać, dając dziecku w ten sposób dobry przykład. Z drugiej strony na świątecznym stole pojawiło się wiele domowych ciast i ciasteczek. Święta traktuję trochę inaczej i syn może się częstować.


Jeszcze na koniec wyjaśnię swoją motywację do pozbywania się nieudanych prezentów. Już pisałam na ten temat tutaj. Wychodzę z założenia, że ktoś już zaspokoił swoją potrzebę obdarowania, wybierając, kupując i wręczając prezent. Odtąd my stajemy się właścicielem tej rzeczy i możemy zdecydować, co z nią zrobić. Dla mnie najgorszym rozwiązaniem jest schować ją głęboko w szafie i myśleć: a może jednak kiedyś mi się przyda lub spodoba. Albo przecież nie mogę mu tego zrobić - tak się wykosztował/postarał, a ja miałabym być taka niewdzięczna i się tego pozbyć? Staram się nie mylić wdzięczności i szacunku do człowieka oraz jego wysiłku z zależnością od rzeczy. Nie ma sentymentów. Nie chcę, żeby przedmioty rządziły mną i otaczającą mnie przestrzenią, dlatego nie czuję się zobowiązana do szukania na siłę dla nich miejsca w swoim otoczeniu. Mogą za to znaleźć je w innym domu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz