wtorek, 14 listopada 2017

Jak przygotowuję swoje dziecko do pojawienia się rodzeństwa


Mój syn zostanie starszym bratem. Różnica wieku pomiędzy moimi dziećmi ma wynieść około 2,5 roku. Dwulatek nie jest już maluszkiem, który niczego nie rozumie, ale też nie jest na tyle duży, żeby wiedzieć, z czym ta sytuacja się tak naprawdę wiąże. W swojej małej głowie tworzy już sobie cudowny plan, że nowemu członkowi rodziny, którego nazywamy dzidziusiem, kupi to co jego zdaniem najlepsze - chrupki i owoce. Cieszy mnie jego pozytywne nastawienie, ale jednocześnie uczciwie ostrzegam, że może wcale nie być tak kolorowo, jak mu się to w głowie maluje. Jak więc przygotowuję go na zostanie starszym bratem? Mówię prawdę. Jest dużo radości i uśmiechu, ale mówię otwarcie i bez lukru.


JAK POWIEDZIAŁAM SYNOWI O RODZEŃSTWIE


O fakcie, że mój syn zostanie starszym bratem dowiedział się wcześniej niż planowałam. W zasadzie nawet nie zdążyłam się zastanowić nad tym, kiedy nastąpi właściwy moment. Mój syn robił to, co ostatnio lubi najbardziej - wspinał się. Po mnie. Gdy wbił łokieć w mój brzuch, poprosiłam go, żeby od tej pory uważał na brzuszek, bo mam w nim dzidziusia. Tak to się zaczęło. Wiem, mało uroczyście.

Nie wiem, czy taki sposób przekazania radosnej nowiny stanowi najszczęśliwsze rozwiązanie. Gdyby pierworodny był wobec mojego brzucha bardziej delikatny, może odbyłoby się to w bardziej uroczysty sposób. Może - jak w jego ostatnio ulubionej książeczce "Moja młodsza siostra" - poszlibyśmy na lody i powiedzielibyśmy, że będzie miał rodzeństwo.


JAK PRZYGOTOWUJĘ SYNA NA ZOSTANIE STARSZYM BRATEM


Od kiedy syn dowiedział się, że zostanie starszym bratem, twierdzi, że też ma dzidziusia w swoim brzuchu. Podnosi koszulkę, wypina i mi pokazuje. Wykorzystuję tę okazję do rozmowy i wyjaśnienia, że brzuch, w którym znajduje się dziecko, jest delikatny i trzeba traktować go łagodnie - można głaskać i przytulać. Pytałam, czy w swoim brzuszku nosi chłopczyka, czy dziewczynkę. A to się zmienia jak w kalejdoskopie. Na początku miał mieć dziewczynkę, a później chłopczyka i dziewczynkę. Mam więc wrażenie, że na razie płeć nowego członka naszej rodziny nie odgrywa dla niego istotnej roli.

Któregoś razu zapytałam pierworodnego, czy chce coś opowiedzieć dzidziusiowi znajdującemu się w brzuszku. Tak mu się to spodobało, że nawet sam podnosi moją bluzkę i przemawia do swojego młodszego brata/siostry. Na początku mówił: Cześć dzidziusiu, kupię ci inne chrupki w innym sklepie. I mus owocowy. Tam daleko, daleko, w sklepie. Opowiada też, co robił i co znajduje się dookoła. Gdy czytamy książki, zwraca uwagę maluszkowi w moim brzuchu, żeby też słuchał, szczególnie kiedy sam opowiada, co znajduje się na obrazkach.

Mówiąc o ciąży, zachowuję się naturalnie. Informuję, że jadę do lekarza, żeby zobaczyć dzidziusia i sprawdzić, czy jest zdrowy. Któregoś razu wspomniałam, że następnego dnia pojadę z mężem na pierwsze USG prenatalne. Tego wydarzenia syn nie mógł przepuścić. Skoro tata się wybierał, to jakże mogłoby zabraknąć na tej imprezie starszego brata. Akurat było to kilka dni przed tym, jak chcieliśmy podzielić się radosną nowiną z rodziną, więc dodatkowo nie było opcji, żeby syn z kimś został, bo na pewno by się wygadał, że mamusia pojechała zobaczyć dzidziusia. Badanie początkowo go zainteresowało. Podobało mi się podejście lekarki - wszystko cierpliwie wyjaśniała mojemu dziecku. Po jakimś czasie ta sytuacja stała się dla niego mało komfortowa. Nie podobało mu się to, że pani dotykała brzuszka mamusi i mąż po prostu wyszedł z synem na korytarz. Cieszę się jednak, że poszliśmy tam razem.

Książeczki tematyczne są świetną okazją do oswojenia się dziecka z nową sytuacją i do późniejszej rozmowy na ten temat. Po USG syn polubił książkę, którą kupiłam z okazji oczekiwania przez niego rodzeństwa. "Moja młodsza siostra" nadaje się do tego idealnie. Pisałam o niej tu. Jest to piękna, ciepła opowieść o tym, jak chłopiec staje się starszym bratem - najpierw się o tym dowiaduje od rodziców, później widzi, jak brzuch mamy rośnie, w końcu na świecie pojawia się siostra, która rośnie, a między nimi buduje się piękna relacja. Na końcu opowieści idą, trzymając się za ręce i jedzą lody - ta wizja mojemu synowi podoba się najbardziej. Także w pewnym momencie do listy wyprawkowej autorstwa mojego dziecka do chrupek i musów owocowych dołączyły także lody.

Tłumaczę synowi, że to miłe, że chce się dzielić swoimi ulubionymi przekąskami z rodzeństwem, ale na początku będą należeć wyłącznie do niego, bo małe dzieci nie potrafią jeść, tylko pić mleko - tak jak on jeszcze niedawno to robił. Chyba odczuwał lekki smutek, gdy mu o tym mówiłam, bo on akurat się odstawił. Podzieliłam się z nim swoimi planami, że chciałabym karmić dzidziusia piersią, tak jak jego. Był wtedy lekko rozdarty, ale nie zdecydował się na karmienie, a ja go zapewniłam, że jeśli będzie chciał, to też może pić mleko. Mam nadzieję, że to dobry sposób na uniknięcie zazdrości o piersi mamy.

Kolejnym poziomem wtajemniczenia było kremowanie mojego brzucha. Masowałam syna, a on ni z tego ni z owego zaproponował, że posmaruje kremem dzidziusia. Robił to bardzo delikatnie i z czułością, mówiąc do siostry lub brata. Niezmiernie cieszy mnie jego pozytywne podejście.

Najwięcej okazji do rozmów o dzidziusiu daje nam oglądanie zdjęć z czasów prenatalnych i niemowlęctwa mojego syna. Mówię, co wtedy robił, jaki był i podkreślam, że z małym dzieckiem będzie raczej podobnie. Opowiadam, jak rzeczywiście nasze życie może na początku wyglądać. Nie roztaczam cudownej wizji sielanki, wspólnych zabaw i jedzenia waty cukrowej. Nie wypowiadam się o powiększeniu rodziny w samych superlatywach. Uprzedzam, że małe dzieci często płaczą, nie potrafią się jeszcze bawić, ani chodzić. Leżą, płaczą, piją mleko i potrzebują dużo noszenia. A mój niezrażony niczym syn tłumaczy mi, że dzidziusia trzeba nosić w chuście, dawać mleczko i przytulać. Szczególnie rozczula mnie, gdy mówi, że kiedy dzidziuś płacze, trzeba go przytulić. Także teorię zna. Rodzicielstwo bliskości pełną gębą. W końcu dziecko uczy się przez naśladowanie. Już zaplanował, gdzie będzie spał dzidziuś. Z nami! W naszym jednym wielkim łóżku przecież wszyscy się zmieścimy. W zasadzie pokrywa się to z moją wizją. Zastanawiam się tylko, kiedy syn postanowi się wyprowadzić, bo nie zniesie więcej pobudek, albo co gorsza, będzie chciał pozbyć się rodzeństwa.

Przy okazji oglądania zdjęć syn dowiedział się o instytucji szpitala, z którego również mamy kilka ujęć. W ten sposób nadarzyła się okazja, żeby opowiedzieć o porodzie: gdy dziecko jest już gotowe na opuszczenie brzuszka, jedzie się do szpitala, gdzie lekarze i położne pomagają dzidziusiowi z niego wyjść. Przygotowuję też wtedy mojego dwulatka na to, że nie będzie mnie w domu przez kilka dni, a nim będą się opiekować tata i babcie.

Trochę martwiło mnie to, że syn od kilku miesięcy nie chciał zasypiać beze mnie. Zastanawiałam się, jak to będzie podczas mojego pobytu w szpitalu. Chociaż z drugiej strony słyszałam pozytywne opowieści nawet o dzieciach, które nigdy wcześniej nie zasnęły bez mamy. Mąż każdego wieczoru leżał z nami w łóżku, ale to ja musiałam trzymać nasze dziecko za rękę. Rozwiązanie pojawiło się samo, gdy byłam chora i nie byłam w stanie leżeć, bo bez przerwy kaszlałam. Pożegnałam się i wyszłam z sypialni, a syn po prostu usnął ze swoim tatą. Wszystko się tak szybko zmienia, że chyba nie ma sensu martwić się na zapas, co się stanie za kilka miesięcy.


Niestety spotykam się z opowieściami, że nie zawsze tak pozytywnie to wygląda. Niektóre dzieci nie przyjmują do wiadomości, że pojawi się to drugie. Są zazdrosne już w czasie ciąży, biją mamę w brzuch. Patrząc na pierwsze miesiące pozytywnego zaskoczenia, jakie zafundował mi syn, mam nadzieję, że mnie to ominie.


Tak wyglądały relacje mojego pierwszego dziecka z przyszłą siostrą lub bratem w pierwszej połowie mojej ciąży (dziś świętujemy półmetek) - po prostu sielanka. Na pewno pojawi się kontynuacja tematu, bo go nie wyczerpałam. A gdy już na świecie pojawi się drugorodna/drugorodny, może uda mi się podzielić, czy i jak przetrwaliśmy początki. Bo nie oczekuję, że będzie tak kolorowo, jak obecnie zakłada moje dziecko. Chociaż jednak gdzieś tam głęboko we mnie tli się nadzieja, że tym razem będzie mniej płaczu i pobudek. Ale jestem otwarta na wszystko.


Drogie mamy dwójki i więcej dzieci, jak to u Was wyglądało? Może coś podpowiecie?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz