wtorek, 28 listopada 2017

Jak przetrwać lot samolotem z małym dzieckiem


Jedni się lotu z dzieckiem obawiają, dla innych jest to jedyne rozwiązanie na dalsze wyjazdy, bo ich dzieci nie znoszą jazdy autem. Dla mnie lot samolotem to właśnie wybawienie, choć nie jest tak, że wszystko przebiega wtedy wyłącznie sprawnie i bezproblemowo. Ale póki co na dalsze podróże z moim dzieckiem wybieram samolot.

Mój dwulatek leciał w swoim życiu trzy razy. W zasadzie sześć, bo jednak za każdym razem braliśmy go z powrotem do domu. Pierwszy lot odbył w wieku niespełna roku, drugi - gdy miał rok i 8 miesięcy, a trzeci - w wieku 2 lat.

Dzieci są różne. Poniżej kilka rzeczy, które ułatwiły akurat nam przetrwać lot z małym dzieckiem. Może tobie te informacje też się przydadzą.


DOJAZD DO LOTNISKA


Niestety na lotnisko jeździmy znienawidzonym przez mojego syna autem. Chociaż z dwulatkiem to nic w porównaniu z jazdą z niemowlakiem. Obecnie moje dziecko jako tako znosi godzinną jazdę samochodem, o czym mam zamiar wkrótce także napisać, więc nie będę teraz rozwijać tego tematu. Na lotnisko dojeżdżamy sami i zostawiamy auto na parkingu. Ceny nie są na tyle powalające, żeby prosić kogoś o dowóz. Nam parking wychodzi nawet taniej niż czyjeś paliwo w drugą stronę. Zresztą z dzieckiem jakoś tak łatwiej, gdy jest się niezależnym i nie trzeba się z nikim umawiać. A po naszym powrocie stęskniona rodzina przynajmniej nie pstryka już kompromitujących zdjęć tuż po przylocie i nie wypytuje przez całą drogę po męczącej podróży, jak było ;)


DZIECKO NA LOTNISKU


Przede wszystkim przygotuj się na różne sytuacje, ale nastaw się pozytywnie. Stres odczuwany przez rodzica udziela się dziecku, więc po prostu wyluzuj.

W kolejce do nadania bagaży często obowiązuje pierwszeństwo dla osób podróżujących z małymi dziećmi. Niestety niektórzy uważają swoje kilkuletnie dzieci za równie małe jak niemowlaki, więc i tak czasem trzeba wystać swoje albo podyskutować.

Tuż przed kontrolą osobistą nie radzę usypiać dziecka. Ja to niestety zrobiłam i musiałam swojego chodzącego już syna budzić, żeby zdjąć mu bluzę i żeby na własnych nogach przeszedł przez kontrolę.

Na lotnisku przydawało nam się nosidło - pomocne szczególnie wtedy, gdy wózek trzeba nadać wraz z bagażem rejestrowanym. My nie musieliśmy pozbywać się tak szybko wózka, ale tuliliśmy lub próbowaliśmy uśpić w nosidle marudnego niemowlaka. Dla dziecka zawsze można wziąć wózek, który oddaje się tuż przed wejściem do samolotu. Odbiór wygląda różnie - czasem od razu przy samolocie po wylądowaniu, a innym razem jechał na taśmie razem z walizkami. Jeśli chodzi o inne rzeczy dla dziecka, to po prostu trzeba sprawdzić na stronie internetowej linii lotniczej, z której usług się korzysta.

Przy pakowaniu bagażu podręcznego nie zapomnij o rzeczach dla dziecka: napojach, wodzie, zapasie jedzenia i pieluszek na wypadek opóźnienia czy ubraniu na zmianę. W przypadku jedzenia dla dziecka nie obowiązują klasyczne pojemności płynów. Trzeba je po prostu wyjąć z bagażu podręcznego i są one skanowane. Podobno może się zdarzyć tak, że obsługa lotniska poprosi o spróbowanie wody lub innego napoju, który wzięliśmy dla dziecka.



Lotnisko to miejsce, w którym moim zdaniem dziecko powinno się wybiegać, wyszaleć, żeby później w miarę spokojnie wysiedzieć lot samolotem. Korzystaliśmy więc z wszelkich atrakcji, które znajdowały się na lotnisku. Interesujący był sam spacer po lotnisku, ale też schody ruchome i specjalna strefa dziecięca do zabawy.

W niektórych przypadkach rodzice z małymi dziećmi mają pierwszeństwo wsiadania na pokład samolotu. W Wizzairze pierwszeństwo mają podróżujący z niemowlakami, a w przypadku starszych dzieci można wykupić opcję priority i wtedy zostanie się obsłużonym poza kolejnością. My jej z dwulatkiem nie wykupowaliśmy. Powiem tak - nie bardzo w naszym przypadku widzę sens tego rozwiązania. Gdy zostalibyśmy obsłużeni jako jedni z pierwszych, dłużej przebywalibyśmy w samolocie, gdzie w zasadzie musielibyśmy siedzieć, bo wsiadaliby inni pasażerowie. Dziecko dłużej unieruchomione jest dłużej niezadowolone. Do samolotu wsiadam więc na końcu, żeby wszyscy zdążyli pozajmować już swoje miejsca i się poprzepychać. Dzięki temu oszczędzam dziecku dłużej trwającej nudy. Ale może nie dostrzegłam pozytywnych aspektów wchodzenia do samolotu z dzieckiem w ramach pierwszeństwa. Ostatnio jeszcze bardziej cieszyłam się z naszego podejścia, bo osoby, które przeszły już odprawę, musiały stać stłoczone przed zamkniętymi drzwiami, a my spokojnie siedzieliśmy w poczekalni.


LOT SAMOLOTEM Z DZIECKIEM


Dzieci w wieku do dwóch lat podróżują za dość niską cenę albo wręcz za darmo. Warunkiem jest przebywanie na kolanach rodzica. Moje dziecko bardzo źle znosiło przypięcie pasami do rodzica, więc startowanie, lądowanie i w ogóle ten czas, kiedy świeci się lampka oznaczająca konieczność zapięcia pasów, bywały dość uciążliwe. Na szczęście karmienie piersią ratowało sytuację. Dlatego piersi biorę zawsze ze sobą ;) Dla dziecka powyżej dwóch lat wykupuje się osobne miejsce. Syn był zachwycony i zaakceptował przypięcie pasami na cały lot.

Podczas startu i lądowania zatykają się uszy, co jest mało przyjemne. Dzieci nie mają pojęcia, jak sobie z tym poradzić, więc na ten czas warto proponować im pierś, mleko w butelce, wodę czy przekąski, żeby podczas przełykania odtykały im się uszy.

Gdy lecimy nocą, jest szansa, że dziecko zaśnie. Mankamentem jest to, że dziecko do dwóch lat podróżuje na kolanach rodzica i trochę drętwiałam po dwóch godzinach lotu. Jeśli to w przypadku twojego dziecka możliwe, możesz spróbować tak zaplanować drzemkę, żeby odbyła się w czasie lotu. Może atrakcje na lotnisku pozwolą dziecku nie zasnąć wcześniej i odwlec nieco porę spania.

Ja kocham dzieci, w ogóle uwielbiam. Ale głównie swoje. Nie mam pojęcia, czy inni pasażerowie są równie zachwyceni moim dzieckiem jak ja, więc staram się ich nie absorbować swoją pociechą, tylko się nią zajmuję tak, żeby przeszkadzała innym w jak najmniejszym stopniu. Dlatego podczas stosunkowo krótkiego lotu nie urządzam wycieczek po samolocie, żeby moje dziecko pozaczepiało innych pasażerów, bo mogą sobie oni tego po prostu nie życzyć.

Jako wygodna matka ułatwiam sobie życie jak mogę. Zatem w podróż z dzieckiem, które według Amerykańskiej Akademii Pediatrycznej może już korzystać z mediów cyfrowych (o ekspozycji na media cyfrowe napiszę więcej w przyszłym miesiącu), biorę tablet z bajkami i słuchawki. Aczkolwiek w przypadku 1,5 roczniaka nie został on użyty, bo dziecko zasnęło mi przy piersi. W przypadku dziecka dwuletniego tablet już bardziej się przydał, bo lot odbył się za dnia.

Na pokładzie samolotu ratuje mnie również zapas ulubionych chrupek, owoców i innych przekąsek, a także moje piersi. Poza tym biorę ulubione książeczki, coś do rysowania (fajną opcją może być znikopis), naklejki czy inne zabawki, żeby zapewnić dziecku rozrywkę. Oczywiście najlepszą zabawką jest rodzic, który najlepiej jak zawczasu wymyśli atrakcyjne zabawy.

Bardzo mi żal małych dzieci, które płaczą przez prawie cały lot. Dlatego dla swojego dziecka biorę nosidło - o ile dziecko samodzielnie już siada - lub chustę dla dziecka niepotrafiącego jeszcze samodzielnie siadać. W razie czego po prostu noszę i w ten sposób swe dziecię uspokajam lub usypiam.


NA MIEJSCU


Trzeba pomyśleć też o dostaniu się do miejsca docelowego. Jeśli wybieramy się na wczasy zorganizowane przez biuro podróży, mamy zwykle transfer do hotelu. Co innego w przypadku konieczności zapewnienia sobie dojazdu na własną rękę albo przez kogoś na miejscu. Jeśli weźmie się fotelik samochodowy ze sobą, to nie ma większego problemu. Warto rozeznać się wcześniej, czy na lotnisku można wypożyczyć sam fotelik samochodowy. My mieliśmy mieć fotelik zapewniony przez gospodarza. Na miejscu niestety okazał się delikatnie mówiąc jedynie antymandatem, a dla mnie najważniejsze jest bezpieczeństwo mojego dziecka. Na szczęście jedna z firm wynajmujących samochody oferowała sam fotelik, z czego skorzystaliśmy. Inną opcją jest taksówka. Dla mnie koniecznie z fotelikiem samochodowym. Nie interesuje mnie to, że w taksówce nie ma obowiązku przewożenia dziecka w foteliku. W ciąży też nie trzeba zapinać pasów w aucie, ale jak już pisałam, dla mnie najważniejsze jest bezpieczeństwo. Oczywiście można też wynająć samochód z fotelikiem.


Ale wybrałam termin na publikację tematu na temat podróżowania z dzieckiem! Już dawno po wakacjach, na kolejne jeszcze trzeba poczekać. Ale idą Święta i Sylwester. Ktoś gdzieś leci? Musiałam to teraz napisać, bo w przyszłym roku to ja już planuję napisać, jak przeżyłam lot z dwójką dzieci. Przecież nie będę odmawiać sobie wczasów tylko dlatego, że zostanę podwójną matką.


Jakie są wasze doświadczenia z podróży samolotem z małym dzieckiem? Co moglibyście doradzić innym rodzicom?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz