wtorek, 3 października 2017

Tu i teraz. Podsumowanie września 2017 (2 latka syna)


Wrzesień zaczął się chorobą syna, od którego niestety się zaraziłam. Koniec września to u nas kumulacja imprez urodzinowych, więc trochę sobie odbiłam chwilową izolację spowodowaną chorobą. Urodziny miał m.in. mój syn.

Mój syn skończył we wrześniu 2 lata.

Jadł:
  • Mięso. Jak nie jadł mięsa przez większą część swojego życia, to teraz chyba nadrabia.
  • Zupę pomidorową z ryżem. Tak ją uwielbia, że nauczył się przechylać miskę, żeby zjeść do ostatniej kropli.
  • Poziomki. Zrywał sobie z krzaczka u babci.
  • Tosty. Zamówiłam mu w pubie i odtąd mamy sposób na kanapki, których wcześniej nie chciał jeść.
  • Dania jednogarnkowe. Chyba już takie wymieszane składniki go nie brzydzą.
  • I oczywiście wiele innych smakołyków.



Umie:
  • Zasnąć w huśtawce - jupi! Nie muszę za każdym razem go nosić do drzemki.
  • Zapinać klamry, choć ta umiejętność chyba została nabyta już dawno, ale teraz robi to namiętnie. Zapinał nawet klamry w sandałach taty, gdy ten je zdjął.
  • Zdjąć bluzę i kurtkę. Założyć samodzielnie kalosze.
  • Całkiem nieźle wymieszać łyżką ciasto na placki z kaszki manny.
  • Śpiewać. Choć może to na wyrost powiedziane. Po prostu zaczął w ogóle śpiewać. "Sto lat", "Boogie woogie", "Jedzie pociąg". Wymyślił też swoją piosenkę (albo jest taka i ktoś go nauczył?): Idzie kupa, idzie, idzie, do nocnika, idzie, tu!
  • Włączyć gramofon.
  • Rozpoznać w porę, że chce zrobić "dwójkę" i korzysta wtedy z nocnika. Na "jedynkę" jeszcze musimy poczekać.
  • Chodzić w butach na obcasach. To tak z przymrużeniem oka. Ostatnio często zagląda do mojej garderoby i coś pod moją nieobecność przymierza.



Uwielbia:
  • Lekarstwa. Lekomanem jest od zawsze. Z przyjemnością wcina witaminy, a jak był przeziębiony, to ciągle upominał się o syrop. Przynajmniej z podawaniem lekarstw nie mamy żadnego problemu.
  • Kalosze. Gdy kurier przywiózł kalosze, syn od razu je założył, chodził po domu i czekał na deszcz. A tu jak na złość świeciło słońce. A on jak chyba każde dziecko lubi skakać po kałużach.
  • Plecak. Przygarnął mój stary portfel, włożyłam mu do niego drewniane monety i karty lojalnościowe, które mają robić za karty płatnicze. Uznał, że potrzebuje torebki. Dałam mu jego plecak i odtąd dość często go nosi. Nawet po domu. Czasem twierdzi, że musi iść do pracy i zarzuca plecak.
  • Basen.
  • Hulajnogę.
  • Kąpać się z rodzicami.
  • Oglądać zdjęcia z samym sobą.


Mówił:

Czy ja już wspominałam, że mojemu synowi buzia się nie zamykała, jak jeszcze nawet nie umiał mówić, a teraz to już w ogóle?

Ulubione wrześniowe słowa: muszę, nie wiem, właśnie. Najczęściej słyszę od niego: Muszę (cmoknięcie) - nie wiem.

Kolejne nowe słowa i przekręcenia np.: wielbłąd wym. helmut, keczup wym. kapciap, kakao wym. kakakało.

Najczęściej mówi w rodzaju żeńskim: zrobiłam.

Upomina mnie. Gdy mi coś spadnie, mówi z odpowiednią intonacją: Oj, mamusia. Powiedział mi też: niedobla mamusia. Muszę ustalić, kto go tego nauczył.

Ostatnio nas ucisza, mówiąc nie majać, patrzeć na Dawidka, żebyśmy nie rozmawiali, tylko skupiali się wyłącznie na nim. Szczególnie podczas posiłku nie pozwala nam rozmawiać. A ja mu oczywiście mówię, że chcę rozmawiać i to robię.

Ma takie swoje historie, które często powtarza. Miesiąc temu ugryzł go komar i często pokazuje policzek, mówiąc: Komar ugryzł tu. Gdy zwrócił książkę do książkomatu, przeżywał to tak bardzo, że cały wieczór mi opowiadał: Nie da się citać, książka bww. A kiedy poszedł z tatą do paczkomatu, gdzie była awaria, przeżywał: Mamuć, nie ma paćki!

Dużo opowiada o kurierach. Widocznie dużo ostatnio zamawiałam. Pan kuljel dał kalosie. A gdy bawiliśmy się w ogródku, a syn zauważył kuriera z innej firmy kurierskiej parkującego koło sąsiadów, krzyknął: Kuljel, chodź tu!

Rozmawia ze zwierzętami i maskotkami. Kotu mówi, co robi np.: Kotek, patrz, psikam trawę. Gdy dostał od sąsiadki marchewkę z Gangu Świeżaków (oczywiście cały dzień mi o tym opowiadał, chociaż byłam wtedy z nim), posadził ową maskotkę na ławce i jej opowiadał: Ja chcę grilla. Mama nie umie grilla. Tata umie grilla. Tata pracy.

Ostatnio twierdzi, że: Tatuć nie umie zakładać pieluszki.

Zaczął używać spójnika i. Ostatnio dużo między nami dialogów. Często podkreśla, że coś zrobił też tata (chociaż nie zawsze zrobił):
- Tata dał sylop. Tata dał sylop - cieszy się syn.
- Tak, ja też ci dałam syrop. Rano. - odpowiadam.
- I tata.

Mój syn odkąd ma portfel, chce wychodzić z tatą do pracy. Któregoś razu postanowił iść do pracy ok. godz. 17, więc nie mam pojęcia, na jaką zmianę. Zapytałam:
- A co będziesz robił w tej pracy?
- Gotować.
Wyszedł, pokręcił się po ogródku i wrócił.
- Gdzie byłeś? - zapytałam.
- Placy. Jechałam autem. Jeśtem męciony. Musie odpociąć.



Bawił się:


Na podwórku. Jeździł na hulajnodze i rowerku biegowym. Dał radę dojechać na plac zabaw na rowerze biegowym. O dziwo, zajechał tam i z powrotem, i nie musiałam nosić ani jego, ani rowera.

Coś mu się odmieniło i krócej skupia się na zabawie swoimi zabawkami. Chyba jedna rzecz mu się szybko nudzi. Potrzebuje pomocy w wymyślaniu zabaw i ciągłego czynnego udziału w zabawie drugiej osoby.

Bawi się "na niby". Swojemu tacie podaje niewidzialnego króliczka i kocyk i próbuje go uśpić. Karmi mnie wymyślonym jedzeniem.

Bawił się w przebieranki. Moje buty zakładał sam, ale potrzebował pomocy w ubieraniu się w inne rzeczy.

Jeśli chodzi o zabawy bez zabawek to dalej na topie jest po prostu życie codzienne. Bardzo interesuje go kuchnia. W tym miesiącu wysprzątaliśmy prawie cały dom.


>>Obejrzyj też<< Po więcej zdjęć zapraszam na mój Instagram.


Czytał:
  • "Rok na wsi" 
  • "Pierwsze urodziny prosiaczka" - książka, którą ma od wielu miesięcy, ale go nie interesowała. Ostatnio temat jego urodzin się często przewijał i chyba dlatego mu się w końcu ta książka spodobała. Poza tym mam wrażenie, że zdania w tej książce dla roczniaka były za długie.


Czytałam:
  • "Self-reg", Stuart Shanker. Książka na temat stresu, radzenia sobie z nim, metody samoregulacji. Dowiesz się z niej, "jak pomóc dziecku (i sobie) nie dać się stresowi i żyć pełnią możliwości".
  • "Jak Eskimosi ogrzewają swoje dzieci?", Mei-Ling Hopgood. Co prawda, ciekawe jest to, jak ludzie w innych kulturach podchodzą do rozszerzania diety dzieci, ciąży, odpieluchowania, zabawy i innych aspektów związanych z wychowaniem dzieci, ale jest w tej książce coś, co sprawiało, że nie zabierałam się do kontynuowania tej lektury ochoczo. Na plus zaliczę również to, że autorka posiłkowała się wynikami badań.


Czuję:
  • Zmęczenie fizyczne i psychiczne. Dzieckiem nie powinna zajmować się jedna osoba przez cały dzień. To nienaturalne. Dziecko się nudzi, widząc ciągle tą samą twarz i z przyjemnością idzie do babci. Trochę oboje chorowaliśmy, a takie siedzenie z dzieckiem w domu podczas choroby to jakiś koszmar. Także ta dzika euforia z poprzedniego miesiąca już mi przeszła.
  • Znudzenie. Ja jestem dorosła i po prostu czasem nudzą mnie całodniowe zabawy z dzieckiem.


Chciałabym:

Żeby pojawiło się jeszcze kilka pięknych, ciepłych dni w tym roku.
O nic się nie martwić.


Planuję:

Pisać również na tematy ciążowe i związane z młodszymi dziećmi. We wrześniu napisałam o pierwszeństwie w ciąży.


Pracuję nad:

Swoim stresem. Chyba coraz lepiej sobie z nim radzę.


Potrzebuję:

Słońca.


Czekam na:


Lepsze samopoczucie.



Odkryłam w internecie:

Na moim blogu


Dałam radę zrealizować swój cel: jeden artykuł w tygodniu!
Jeśli przegapiliście coś z bloga, to zapraszam do nadrobienia zaległości. W ubiegłym miesiącu napisałam takie artykuły:
⇨ Co u nas? Podsumowanie sierpnia 2017 - 1 rok i 11 miesięcy mojego dziecka
Jak urządzić przyjazną dla dziecka łazienkę
"Ciąża to nie choroba!" O pierwszeństwie oraz innych udogodnieniach dla kobiet w ciąży i rodziców z dziećmi w wybranych placówkach
⇨ 11 blogów parentingowych, które warto znać
Urodziny dla dwulatka

Tyle "w skrócie" działo się u nas we wrześniu. Dajcie znać w komentarzach, jak Wam minął ten miesiąc :)

Zobacz, co się u nas działo w poprzednich miesiącach.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz