piątek, 1 września 2017

Tu i teraz. Podsumowanie sierpnia 2017 (rok i 11 miesięcy syna)


Ten miesiąc śmiało określam najlepszym miesiącem mojego macierzyństwa. Upłynął w radości, zachwycie dzieckiem i w ogóle jakiejś euforii, mimo że na horyzoncie już powoli widać dwa latka, a ja bywam bardzo zmęczona.

Mój syn skończył w sierpniu 23 miesiące.

Jadł:

Zaskakująco dużo. Miał ogromny apetyt. Mówił nawet: Ja głodny. Ja chcę jeść. Ja lubię jeść. Zjadł nawet pół kawałka ryby ze swojego talerza, ale myślę, że powodem był nóż, który mu pierwszy raz dałam do obiadu. Był zachwycony i całkiem nieźle sobie radził. Później nadeszła pora na mięso, bo w końcu nóż służy do krojenia mięsa. Nigdy wcześniej nie zjadł tak dużo mięsa jak w tym miesiącu. A już myślałam, że mam w domu wegetarianina.

Uwielbia pierogi ruskie. Wystarczyło powiedzieć, że są to pierogi z ziemniakami, a mój syn za ziemniaki dałby wszystko.

I oczywiście wcinał owoce.



Umie:

Wciąż potrafi zasnąć bez bujania, więc nie była to jakaś anomalia, która wystąpiła pod nieobecność taty. Jednakże usypianie jest teraz moją domeną, bo syn chce przytulać się do mamusi. Umie spać nawet przytulony do książki i piłki (i jednocześnie do mnie). Z piłką wystąpił na szczęście tylko jednorazowy epizod, a książka mnie uwierała, więc szukaliśmy innego sposobu i wyeliminowaliśmy książkę, zastępując ją opowiadaniem pt. "Jak ci minął dzień". Bardzo mu się ta opowieść podoba. Książkę i piłkę udało się zastąpić króliczkiem. Króliczek i kocyk stały się niezbędne - rodzice muszą je znaleźć, gdy w środku nocy się dziecku zgubią. Pod koniec miesiąca syn zamiast mój mój (co oznacza przytul) zaczął mówić mamusia, daj rączkę. I tak sobie usypia, trzymając mnie za rękę.



Uwielbia:

Basen. Już pod nieobecność taty próbował wchodzić do basenu w książce "Pucio mówi pierwsze słowa", a ja mówiłam, że jak tata wróci z delegacji, to może go poprosić o wyjście na basen. I gdy któregoś dnia go poprosił, to w celu wyeliminowania jakichkolwiek niejasności pokazał odpowiednią ilustrację, próbując wejść do basenu w książce. Po drzemce znów chciał iść na basen, ale tata dogadał się, że pójdą na plac zabaw.
Cieszę się z tej odmiany. Kiedyś chodziliśmy na zajęcia na basenie dla dzieci, ale około roczku musieliśmy zrezygnować, ponieważ syn zaczął się bać basenu.

Kolor zielony. Wybiera zieloną bluzę. Każe sobie przebrać skarpetki na zielone. Rysuje zieloną kredą. Wybiera zieloną ciastolinę.

Rower biegowy. Rower czekał cierpliwie w garażu kilka tygodni. Nagle syn go wziął i zaczął próbować jeździć. I chce jeździć cały dzień! I o dziwo sam każe sobie zakładać kask. Jeszcze nie nabiera zawrotnych prędkości, ale z każdym dniem idzie mu coraz lepiej. Cudownie widzieć taką pasję i chęć.

Lubi kroić. Ciastolinę, banany, kotlety, ziemniaki, owoce drewniane na rzep.



Mówił:

Prostymi zdaniami. Tata, basen, proszę. Babcia pochała góry. Mamusia, chodź tu, bawić.
Pojawiło się także wiele nowych słów. W dłuższych słowach zwykle pomija jakąś sylabę, ale końcówkę najczęściej wymawia.
Na owoce i warzywa mówi owoce.
Na kichanie mówi apsik z nosa, a na kaszel apsik z buzi.
Przeklina, choć ma niecałe 2 lata. Ale tak niecenzuralnie po prostu brzmią w jego dialekcie słowa takie jak: ciepła, wujek, zobacz, łopatka.


Bawił się:



Głównie na podwórku. Syn uwielbia rysować kredą. I to tak bardzo, że w czasie burzy usiedliśmy pod daszkiem, a on rysował "koła". Koła okazały się tak interesujące, że syn zaczął tworzyć "instalacje" składające się z narysowanych na betonie kół wypełnionych trawą rwaną z ogródka. Bardzo dużo jeździł na rowerku biegowym.



W domu najczęściej w użytku były kredki, klocki Magformers, klocki Lego Duplo, ciastolinanaklejki. Bardzo polubił puzzle. Radzi sobie z coraz większą liczbą elementów. W jeden dzień rozpracował układanki od dwóch do pięciu elementów i chyba mu się już ona znudziła. Coraz częściej sam wymyśla sobie zabawy, łącząc kilka zabawek i nie-zabawek.

Jeśli chodzi o zabawy bez zabawek to na topie jest po prostu życie codzienne: przesypywanie, przelewanie, przekładanie szczypcami, krojenie ziemniaków, obieranie cebuli, przynoszenie mi potrzebnych składników, czyli szeroko pojęta pomoc w przygotowaniu posiłków, wycieranie stołu, zamiatanie.

Ostatnio wiele rzeczy robi lewą ręką: rysuje, używa widelca, szczypców.

>>Obejrzyj też<< Po więcej zdjęć zapraszam na mój Instagram.


Czytał:


Wciąż nawiązuje z książkami niecodzienne relacje jak wchodzenie do narysowanego w książce domu. Zabawa ewoluuje i syn karmi swojego pluszowego króliczka narysowaną marchewką.


Czytałam:

  • "Esencjalista. Mniej, ale lepiej", Greg McKeown. Czyta się lekko i przyjemnie, zawiera bardzo ciekawe przykłady z życia i biznesu, a sama tematyka jest mi bardzo bliska. Upewniłam się, że warto skupić się na jednym zamiast uprawiać multitasking i dokonywać wyborów, których jestem w stu procentach pewna, a nie dlatego, że ktoś mi coś zaproponował i szkoda byłoby nie skorzystać.
  • "Self-reg", Stuart Shanker. Jestem w połowie, więc pewnie jeszcze jeden miesiąc będę ją czytać. Książka na temat stresu, radzenia sobie z nim, metody samoregulacji. Dowiesz się z niej, "jak pomóc dziecku (i sobie) nie dać się stresowi i żyć pełnią możliwości".


Czuję:

Euforię. Spełnienie jako matka. To był cudowny miesiąc. Mój syn był wyspany (spał więcej), radosny, czuły, ugodowy, a jeśli nie, to spokojną rozmową mogłam mu wiele wytłumaczyć i zwykle dochodziliśmy do porozumienia. Jestem zafascynowała swoim dzieckiem, uwielbiam je obserwować, zachwycam się jego pomysłami i samodzielnością. Poza tym mąż wrócił z delegacji i intensywnie zajmował się synem, więc tym bardziej odzyskałam zasoby, a w takiej sytuacji łatwiej o pozytywne nastawienie.


Chciałabym:

Żeby obecny stan utrzymał się jak najdłużej.


Planuję:

Imprezę urodzinową mojego niespełna dwulatka.


Pracuję nad:

Zdrowymi nawykami żywieniowymi. Odstawiłam jedzone 1-2 razy w tygodniu chipsy! Moja abstynencja trwa już miesiąc. Prawdopodobnie zastąpię je surową marchewką i ogórkiem z hummusem, ewentualnie paluszkami grissini z dobrym składem. W końcu ważne, żeby chrupało. Nie wiem, czy dam radę nie zjeść od czasu do czasu hamburgera i frytek ze słynnej szybkiej restauracji, więc do niczego się nie zobowiązuję. Dopuszczam do siebie myśl, że raz w miesiącu mogę sobie na nie pozwolić.

Bardzo ciekawym moim zdaniem artykułem dla kobiet w ciąży i rodziców małych dzieci. Powinien pojawić się we wrześniu.


Potrzebuję:

Obecnie nic nie przychodzi mi do głowy. Mam to, czego potrzebuję.


Czekam na:

Na razie na nic nie czekam. Mam za sobą udany wyjazd z mężem z okazji trzeciej rocznicy ślubu i na to przez cały miesiąc czekałam.


Odkryłam w internecie:

Same ciekawe artykuły na innych blogach:



Na moim blogu


Jeśli przegapiliście coś z bloga, to zapraszam do nadrobienia zaległości. W ubiegłym miesiącu napisałam takie artykuły:
⇨ Co u nas? Podsumowanie lipca 2017 - rok i 10 miesięcy mojego dziecka
Talerze i miski, czyli minimalizm w naczyniach dla dzieci BLW i nie tylko
Nie ma obiadu, bo cały dzień trzymałam dziecko, czyli co zrobić, by mieć obiad, gdy jednocześnie masz dziecko
Książki dla malucha - nowości 2017

Tyle "w skrócie" działo się u nas w sierpniu. Dajcie znać w komentarzach, jak Wam minął ten miesiąc :)