środa, 5 lipca 2017

Tu i teraz. Podsumowanie czerwca 2017 (rok i 9 miesięcy syna)


Zakładałam bloga m.in. z myślą o tym, że może kiedyś mój syn chciałby dowiedzieć się czegoś o swoim dzieciństwie nie tylko z moich wspomnień, które po wielu latach pewnie będą zniekształcone. Pamięć jest zawodna, więc od dziś wprowadzam podsumowania miesiąca. Będzie o tym, czym mój syn się bawił, co czytał, co chętnie jadł, a także o tym, co jako matka czuję, planuję, odkryłam, chciałabym, czego potrzebuję i na co czekam.

Tu i teraz - czerwiec


Mój syn skończył w czerwcu 21 miesięcy.

Mówił:
- nowe słowa: mapa, małpa [wym. mapa], sitko, lody [wym. loly], mleko, dziadzia, obok, krem, mokre i nie pamiętam co jeszcze, bo trochę tego było.
- pierwsze trójwyrazowe zdanie: Mamuś, daj jeść [wym. mamuć, daj jeś]
- bardzo często: Ja! Sam! Nie!

Jadł:
Bardzo wybiórczo. Jeśli jedzenie nie podoba mu się z wyglądu, to nawet nie spróbuje. Ostatnio lubi oscypki. Ubóstwia chrupki kukurydziane, ryżowe, jaglane itp., koktajle, jogurt naturalny, truskawki, kaszę jaglaną, wafelki z odrobiną lodów naturalnych, domowe frytki i marchewkę z groszkiem. Z moich obserwacji wynika, że właśnie marchewka z groszkiem jest ulubioną potrawą syna. Gdy podczas zakupów włożyłam do wózka marchewkę z groszkiem, porzucił wafla ryżowego i chciał natychmiast jeść mrożonkę. Podejrzewam, że w marchewce z groszkiem chodzi nie tylko o smak, ale i o kształt - zawsze taki sam i stanowiący wyzwanie, bo umożliwia ćwiczenie chwytu pęsetkowego.



Umie:
Podlewać konewką i psikać spryskiwaczem rośliny, okna, ludzi. Zdejmować buty - robi to bardzo często, a najczęściej bez większej potrzeby, bo zaraz chce znów je założyć. Chyba po prostu ćwiczy. Trzy razy sam założył sandały i jednak woli, żeby ktoś to zrobił za niego. Umie pluć. Ta umiejętność przydaje się przy myciu zębów, ale tak mu się spodobało, że pluje jedzeniem i na ludzi. Z jedzeniem tłumaczę, że może wypluwać do serwetki, a co do ludzi, to mówię, że wolę, jak mnie po prostu woła "mamo" i jak mi daje buziaki. Czasem działa.



Uwielbia:
Ryby, ale tylko obserwować, więc pojawiają się w tej kategorii, a nie w kategorii "jadł", bo ryb nawet nie próbuje. Bardzo podobało mu się w bioparku w Hiszpanii.


Bawił się:
Piaskiem na plaży, wodą w morzu i basenie. Sprawdziły się zabawki, które dostał na Dzień Dziecka: spychacz, młynek, zestaw do lodów z piasku - zarówno w piasku, jak i w wodzie oraz samochodzik z napędem typu pull-back i karty obrazkowe Kapitan Nauka. Instrumenty i naklejki muszą jeszcze poczekać na większe zainteresowanie. Naklejki okazały się jednorazowe, a syn woli wielorazowe, bo łatwiej się nakleja. Zabawki domowe generalnie zostały porzucone, bo na podwórku jest dużo ciekawiej, więc teraz liczą się piaskownica, drewniany domek i place zabaw.

Prezenty na Dzień Dziecka. My kupiliśmy tylko bębenek, który daliśmy wcześniej, bo nie umiałam się doczekać.


Prezenty na Dzień Dziecka - ciąg dalszy

Czytał:
"Lato na ulicy Czereśniowej". To jedna z książek obrazkowych, o których pisałam tu. Wiele dni analizował w tej książce budkę z lodami na kółkach i lody.

Czytałam:
"Mniej. Intymny portret zakupowy Polaków". Opowieść o kilku polskich rodzinach, które przez rok radykalnie ograniczają codzienną konsumpcję. Książkę wypożyczyłam, żeby czytać na plaży. Na plaży przeczytałam kilka stron. Dokończyłam w domu w czasie drzemek syna. Tak, tak, drzemki syna są dla mnie. Sam mnie do tego przyzwyczaił, gdy był nieodkładalny i potrzebował mojej obecności, żeby spać.

Czuję:
Radość. Zmęczenie. Satysfakcję. Poirytowanie.
Z kilku stron doszły mnie słuchy, że u mnie to tak fajnie wszystko wygląda, że mam spokojne, ułożone dziecko, po prostu sama radość. Chciałabym to zdementować. Dotychczas pokazałam kilka rozwiązań, które nam się sprawdzają. Nie pisałam o milionach rzeczy, które nam po prostu nie wychodzą. W macierzyństwie jest mnóstwo chwil pięknych, ale i trudnych.
Czasem mam już dość. Ostatnio często. Mój syn jest po prostu dzieckiem i zachowuje się jak wiele innych dzieci.
Nienawidzi jazdy autem. I wózkiem (chyba że je chrupki). Nienawidzi zasypiania, wstawania z drzemki, zmiany pieluchy, obcinania paznokci i kiedy mu coś nie wychodzi. I kiedy nie domyślę się, o co mu chodzi.
To są niby takie błahostki, ale kiedy każda zmiana pieluchy zamiast minuty trwa godzinę, a wspinam się już na wyżyny swoich umiejętności negocjacyjnych, to jestem nieco poirytowana.
Albo gdy w ciągu dnia jest bardzo śpiący, ale broni się przed usypianiem. Najchętniej zasnąłby nieświadomie w wózku. Oczywiście przegryzając chrupki.
I jeszcze te skomplikowane relacje z butami. Chce mieć je założone, ale ręce je jakoś tak same zdejmują, a zakładanie już takie proste nie jest.
Relacje z pieluchą - niby nie lubi jej zakładać i zdejmować, ale miś też nie może jej nosić, bo pielucha należy do syna i była o to ogromna afera, a ja tylko podjęłam próbę przekonania syna do założenia pieluchy poprzez zabawę. Co mi przyszło do głowy, żeby skorzystać z tej rady!? (Ale generalnie jestem otwarta na rady. Słowa wsparcia mile widziane w komentarzach.)
To chyba taki wiek, kiedy dziecko chce i nie chce czegoś jednocześnie i tak na zmianę.
Satysfakcję czuję, gdy czasem udaje mi się ogarnąć ten wewnętrzny konflikt u dziecka za pomocą spokojnej rozmowy, próby zrozumienia i ogromnych pokładów cierpliwości.

Chciałabym:
Wrócić do czasów, gdy nie miałam dziecka i marnowałam czas. Z obecną świadomością wykorzystałabym go dużo lepiej. Chociaż cały czas mam wrażenie, że przecieka mi przez palce.

Planuję:
Posiłki. W zasadzie posiłki to dużo powiedziane - planuję obiady. Od kilku tygodni siadam w piątek wieczorem z książkami kucharskimi oraz tygodniowym planem posiłków i wpisuję, co kiedy zjemy. Dzięki temu mam też gotową listę na sobotnie zakupy.

Pracuję nad:
Swoimi nawykami.

Potrzebuję:
Energetycznego kopa. Morza cierpliwości.

Czekam na:
Rodzinny, weekendowy wyjazd. Efekty sesji zdjęciowej dla Mlekoteki, w której braliśmy niedawno udział.

Odkryłam:
- podcasty,
- blog Szpinak robi bleee. To znaczy znałam, ale nie czytałam regularnie, a ostatnio wyszły artykuły na temat neofobii, w którą mój syn teraz się bardzo wpisuje.

Na blogu


Jeśli przegapiliście coś z bloga, to zapraszam do nadrobienia zaległości. W ubiegłym miesiącu napisałam aż jeden artykuł:
Wielorazowe pieluchy do pływania

Podsumowanie


W czerwcu działo się dużo. Wczasy w małej hiszpańskiej miejscowości La Cala de Mijas na Costa del Sol. Wesele przyjaciół, a tydzień wcześniej wieczór panieński. Spotkanie z dziadkiem, którego syn widzi średnio raz w roku. Dzień Dziecka. Dzień Ojca. Piękne zdjęcia z sesji, w której prezentowaliśmy chusty i nosidła na stronę internetową znajomej doradczyni. Warsztaty o śnie dzieci. I wiele innych wydarzeń, o których już nie będę się rozpisywać.

Na wczasach odpoczęłam. Nie gotowałam, nie sprzątałam, a syn przeżywał w pierwszych dniach tatozę i zachwyt plażą, morzem i basenem. 

Z natury raczej ostrożny w nawiązywaniu znajomości syn mnie zaskoczył. Po wspólnym posiłku uznał widzianego ostatnio rok temu dziadka za swego, wołał do niego "dziadzia Anuś", a później zaprezentował wszystkie zabawki - szczególnie te, którymi się nigdy wcześniej nie bawił. Ciekawe, co by było, gdybym mu obcą kobietę przestawiła jako babcię.

Podładowałam akumulatory na wieczorze panieńskim. Matka potrzebuje czasem wyjścia bez dziecka. Syn przyjął to ze spokojem. Wyjaśniłam mu, że mnie nie będzie, gdy pójdzie spać. Mąż i syn świetnie sobie poradzili.

Tydzień później byliśmy na weselu. Z mężem. Bez syna. Mamy takie podejście, że jeśli to możliwe, to na wesele wybieramy się na razie bez dziecka. W ten sposób i my, i dziecko świetnie się bawimy. Syn został u babci i dziadka na noc - spędził bez nas całą dobę i wrócił radosny. Mimo że wciąż karmię piersią, daliśmy radę. Nawiasem mówiąc, ślub w plenerze był najpiękniejszym, na jakim byłam.

Jak na ironię po warsztatach o śnie dzieci moje dziecko zaczęło gorzej spać. Ale przynajmniej wiem dlaczego - dzieci ponownie "psują się" w wieku 22-24 miesiące. Jeśli komuś przyszło do głowy, że postanowiłam zastosować wobec mojego syna trening snu, to nie, nic z tych rzeczy - warsztaty były prowadzone przez bliskościową psycholożkę, która nie stosuje metod opartych na wypłakiwaniu.

A jak Wam minął czerwiec?

Zobacz, co się u nas działo w poprzednich miesiącach.

3 komentarze:

  1. Ciekawe podsumowanie. :) Wygląda, że większość mam ma zbliżone potrzeby, a fascynacja dzieci światem jest wciąż niezgłębiona. :)
    Ps. Też by mi się przydała dodatkowa bateria z cierpliwością nie raz. ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Szerokie podsumowanie. W punkt z tym czasem i jego zagospodarowaniem. Dosłownie wczoraj o tym myślałam, że teraz gdybym nie miała dzieci, a to doświadczenie, co mam to mój czas nie ucieklby tak, jak teraz mi się wydaje, że było. Cale seria Na ulicy Czeresniowej jest świetna i polecam gorąco. A groszek z marchewką ro nadal u mojego czterolatka ulubiony dodatek do obiadu:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny pomysł z tym podsumowaniem! Myślę że to będzie piękna pamiątka dla synka i dla Ciebie

    OdpowiedzUsuń