środa, 14 czerwca 2017

Jak przetrwać 3,5 godzinny lot z 1,5 rocznym dzieckiem


Miał być artykuł na temat "Jak przetrwać 3,5 godzinny lot z 1,5 rocznym dzieckiem", ale nie będzie, bo drogę w obie strony przespało.

W tamtą stronę obudził się na lotnisku gdzieś tak o 1 w nocy i bawił się z innymi dziećmi, bo na lotnisku był taki fajny plac zabaw. W samolocie przykleił jedną naklejkę, dostał pierś i zasnął.
W drugą stronę obudził się w hotelu o godz. 4 w nocy. Podczas transferu na lotnisko cały czas mówił "jeść", więc jadł, a na lotnisku jeździł ruchomymi schodami. Lot opóźnił się o 2 godziny, ale nic to. Lotnisko było duże i ciekawe, a my mieliśmy dużo jedzenia. O godzinie 9 rano ponownie okazało się, że mam tę moc i uśpiłam dziecko piersią, gdy tylko wzbiliśmy się w powietrze.
A byłam uzbrojona w książki (miałam z czego wybierać, bo książek mamy pod dostatkiem - http://www.mamoza.com.pl/p/ksiazki.html), naklejki, a nawet wyjątkowo tablet ze Świnką Peppą, która byłaby użyta ten jeden jedyny raz w stanie wyższej konieczności. Synowi jednak nie było dane poznać tej poczciwej świnki.

Także mamy karmiące piersią - na podróż samolotem nie zapomnijcie wziąć ze sobą piersi.
A w ogóle to wypoczęłam przez pierwsze dwa dni, bo synowi włączyła się tatoza. Nawet gdy byłam obok, wołał: "tatuś" (miód na moje uszy). Podobało mu się morze, piasek, basen, pokój, łazienka, restauracja, zoo, spacery, imprezowanie z rodzicami do godz. 22, wrzucanie do automatów do gier pieniążków (trzeba było wrzucić 1 euro, więc mój sprytny mąż dawał dziecku mniejsze nominały, żeby wypadało z powrotem). Trochę mniej mu się podobała jazda samochodem, gdy chcieliśmy coś pozwiedzać. Pod koniec już mu się chyba nudziło, bo zachowywał się jak w domu, więc z radością powróciliśmy do kraju.

A co sprawdziło się w czasie podróży u Was?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz