piątek, 26 maja 2017

Jestem wystarczająco dobrą mamą, a może nawet supermamą


Zostałam zaproszona do zabawy polegającej na wymienieniu 10 powodów, które świadczą o tym, że jestem Supermamą. Wyzwanie to zostało zainicjowane przez Troskliwą Mamę. Mnie osobiście zaprosiła znajoma blogerka – psycholożka, mama czwórki dzieci, po prostu mama na całego, której dziękuję za wyróżnienie i uznanie mnie za Supermamę, mimo że ja tak o sobie nawet nie myślę.

Jestem ostrożna w nazywaniu siebie Supermamą. Przede wszystkim ja nią po prostu nie jestem. Od Supermamy tylko krok do mamy perfekcyjnej, a perfekcyjna czy idealna mama stawia sobie wygórowane wymagania. Perfekcyjnie wychowuje dzieci. Codziennie gotuje trzydaniowy obiad i w ogóle pięć zbilansowanych posiłków. Każdego dnia wymyśla nowe kreatywne zabawy. Ma modnie ubrane, zawsze czyste i kulturalnie zachowujące się dzieci. Czysty, pięknie urządzony dom. O sobie też nie może oczywiście zapominać. Nie dość, że powinna nienagannie wyglądać, to jeszcze w wolnym czasie czytać ciekawe książki, szydełkować i w ogóle interesować czymś więcej niż dzieci.

To nie dla mnie. Właśnie dlatego mówię o sobie wystarczająco dobra matka. Nie muszę być idealną mamą - przecież idealni rodzice nie istnieją. Wystarczy mi, że będę w wystarczająco dobry sposób spełniać swoją macierzyńską funkcję.

Ale wróćmy do zabawy. Zatem - jestem Supermamą, ponieważ:

  1. Postępuję zgodnie ze swoją intuicją. Nie korzystam z dobrych rad. Gdybym ich słuchała, już dawno nie spałabym z dzieckiem, nie karmiłabym go piersią i nie nosiła. To ja jestem matką i biorę pełną odpowiedzialność za swoje dziecko, więc to ja decyduję, jak je wychowuję, zgodnie ze swoją intuicją i wiedzą.
  2. Dużo czytam na temat dziecka. Owszem, stawiam na intuicję, ale w powiązaniu z wiedzą. Trafiłam na wiele wartościowych blogów i książek, które dostarczyły mi wiedzy na temat dziecka. I na przykład wiem, że nie jest małym złośliwym wymuszaczem, tylko malutkim człowieczkiem, który nie zawsze radzi sobie ze swoimi emocjami, bo jego mózg jeszcze w pełni się nie rozwinął.
  3. Umożliwiam synowi samodzielność. Nie robię za niego tego, co sam potrafi albo próbuje zrobić sam. Trochę mu to jednak ułatwiam, aranżując odpowiednio przestrzeń tak, aby miał dostęp do potrzebnych mu rzeczy. W razie czego jestem obok i chętna do pomocy. 
  4. Niczego nie przyspieszam. Nie biorę udziału w wyścigu pt. "A moje dziecko to już robi to czy tamto." Czekam aż moje dziecko będzie gotowe. Czekałam z rozszerzaniem diety. Nie sadzałam, tylko czekałam aż samodzielnie usiądzie. Nie wkładałam w chodzik, ani nie prowadziłam za ręce, tylko czekałam aż zacznie samodzielnie chodzić. Czekam aż będzie gotowy na odpieluchowanie. I poczekam aż powie, że chce całą noc spać sam, a tymczasem cieszę się każdym rankiem, gdy budzę się obok dwóch najważniejszych w moim życiu mężczyzn. 
  5. Podążam za dzieckiem. Ono samo wie najlepiej, czego potrzebuje, co lubi, czego nie lubi. Czasem wystarczy tylko obserwować. Z drugiej strony staram się oddzielić to, czego potrzebuje od tego, czego tylko chce. Nie jestem zobowiązana do spełniania wszystkich zachcianek dziecka. Moje potrzeby też się liczą.
  6. Staram się traktować swoje dziecko tak, jak sama chciałabym być traktowana. Nie mówię "nic się nie stało", bo skoro płacze, to jednak coś musiało się stać - ja też nie płaczę bez powodu. Nie wyganiam z łóżka, bo też nie lubię spać sama. Wspieram w trudnych chwilach. Nie chwalę, że "ładnie zjadł", bo dorosłemu bym tak nie powiedziała. Nie porównuję, bo sama nie chciałabym być porównywana: "A żona Stefana to codziennie gotuje trzydaniowy obiad i to każdego dnia inny." Nie zmuszam do dobrych manier. Nie uczę, tylko daję przykład. Nie mówię, że trzeba pomagać, tylko sama pomagam. Nie mówię, że trzeba się dzielić, tylko pytam, czy chce się podzielić. Nie każę całować krewnych i machać papa. Dziecko to nie jest niepełny człowiek. To jest po prostu mały człowiek i tak jak każdemu innemu należy mu się szacunek.
  7. Unikam mówienia "nie wolno". Staram się tłumaczyć, odczytywać potrzeby wyrażane niepożądanym przeze mnie zachowaniem, proponować coś, co w inny sposób zaspokoi tę potrzebę. Rozmawiam z moim synem, mimo że ma dopiero 1,5 roku. 
  8. Mam czas dla siebie. Nie biorę wszystkiego na siebie, tylko włączam od czasu do czasu innych w zajmowanie się moim dzieckiem. Nawet mama musi się czasem zregenerować - jej potrzeby też są ważne.
  9. Mam Supermęża, który jest jednocześnie Supertatą. Mój mąż nie pomaga mi w domu i wychowywaniu dziecka. On po prostu zajmuje się domem i wychowuje nasze dziecko. Bo tata to nie jest pomocnik mamy - to jest równorzędny rodzic i powinien uczestniczyć w wychowywaniu tak samo jak mama. Dzięki niemu jestem w stanie być dobrą mamą, bo dzięki niemu mam też czas dla siebie. 
  10. Mam Supersyna, którego kocham najbardziej na świecie i to on motywuje mnie do tego, żebym była dobrą mamą.

1 komentarz:

  1. O tak....każda Supermama dba również o czas dla siebie. Dziękuję za przyjęcie wyzwania :-) I proszę, jak pięknie napisane :-)

    OdpowiedzUsuń