piątek, 21 kwietnia 2017

Krzesełko do jedzenia dla samodzielnego dziecka


Tytuł nieprzypadkowy, bo nie nazywam krzesełka, w którym moje dziecko siedzi i je przy stole, krzesełkiem do karmienia, tylko krzesełkiem do jedzenia. Z jednego prostego powodu - nie karmię. Mój syn od początku, czyli od kiedy skończył pół roku, je sam.

Od kiedy zaczęłam interesować się rozszerzaniem diety dziecka, szybko doszłam do wniosku i czułam, że BLW będzie odpowiadać zarówno mojemu dziecku, jak i mnie. A skoro BLW, to krzesełko Antilop, bo tak pisali blogerzy znający się na BLW. Wybór padł bez większych poszukiwań na nie. Miało to być rozwiązanie tymczasowe. Po prawie roku użytkowania tego krzesełka jestem zadowolona z tego wyboru - nie dlatego, że uważam je za krzesełko idealne. Cieszę się, że nie kupiłam drogiego krzesełka z dużą ilością obić i że przez te kilka najtrudniejszych (czyli najbrudniejszych) w rozszerzaniu diety miesięcy mogłam zastanowić się, jakie krzesełko byłoby idealne.

Zanim jednak moje dziecko zaczęło korzystać z Antilopa, ja byłam jego pierwszym krzesełkiem. Antilop nie nadaje się dla dzieci niepotrafiących samodzielnie siadać. Poza tym BLW zakłada, że dziecko powinno jeść w pozycji pionowej, więc wielopozycyjne krzesełka w tym przypadku też raczej nie znajdują zastosowania. Zatem zanim moje dziecko zaczęło samodzielnie siadać, jadło w pionowej pozycji oparte o mnie. Gdy widzę na zdjęciach, jak blat sięgał mu do klatki piersiowej, podejrzewam, że początki wygodne nie były. Dla mnie też nie było to komfortowe. Jedzenie z dzieckiem na kolanach do najprostszych nie należy. Na dodatek po każdym posiłku moje ubrania lądowały w pralce. Ale miło wspominam czasy, kiedy jedliśmy z jednego talerza.


Krzesełko z IKEA idealnie nadaje się do BLW, ponieważ łatwo się je czyści. Po posiłku bywa naprawdę brudno. Czasem dziecko je tak nonszalancko, że najprostszym rozwiązaniem jest wstawienie krzesełka pod prysznic. Nie wyobrażam sobie czyścić fikuśnych krzesełek i ich zakamarków.

Dużym minusem Antilopa jest brak podnóżka. Podczas posiłku nóżki zwisają i radośnie machają, a to podobno zdrowe nie jest. Niektórzy dokupują drugą tackę do krzesła i przerabiają ją na podnóżek. Mój sposób to podstawienie taboretu pod krzesełko.

Antilop zajmuje stosunkowo mało miejsca. Nawet można się pokusić o branie go ze sobą na wyjazdy. Jednak nieużywane, stojące przy stole krzesełko zajmuje dużo więcej miejsca niż dorosłe krzesło, a o jego nogi łatwo się potknąć.

Doceniam prostotę wykonania i minimalizm tego krzesełka - do mojego wnętrza pasuje. Trochę śmiesznie wyglądałoby w moim domu krzesełko z pstrokatym obiciem. Poza tym estetycznie nie przemawiają do mnie "kombajny".

Antilop stanowi wyposażenie chyba większości restauracji, więc gdy jemy poza domem, moje dziecko nie musi się przekonywać do nieznanego mebla, tylko pewnie w nim zasiada do posiłku.

Wśród zalet dodam, że to krzesełko jest niezwykle tanie, a gdy przestaje być potrzebne z łatwością można je sprzedać za co najmniej połowę ceny.

Przez kilka ostatnich miesięcy używaliśmy Antilopa bez tacki. Początkowo syn jadł bezpośrednio z tacki, później w naczyniach na niej kładzionych, w końcu zdecydowałam się tackę zdjąć i przysunąć dziecko do stołu. Temat naczyń kiedyś poruszę w osobnym wpisie. Umożliwienie dziecku jedzenia bezpośrednio przy stole, a nie na tacce, było bardzo dobrą decyzją - dziecko czuje się pełnoprawnym uczestnikiem posiłku i może sięgnąć jak każdy inny członek rodziny po jedzenie. Poza tym na początku tacka mnie bardzo irytowała, bo mycie jej w małym zlewie nie należało do przyjemności i żałuję, że nie wpadłam na jej usunięcie wcześniej.

Dobry patent: z tyłu krzesełka przyklej wieszaczek na śliniak


Gdy mój syn miał kilkanaście miesięcy doszłam do wniosku, że nadeszła pora na zmianę krzesełka. Miałam dość podstawiania taboretu, którym moje dziecko bawiło się w czasie posiłku. Nie chciało mi się już podnosić i wkładać coraz cięższego dziecka do krzesełka, wsuwać odpowiedniej nogi do odpowiedniego otworu, a robiło się to coraz trudniejsze. Miałam dość wycierania ulubionych przez mojego syna miejsc, w które namiętnie wsmarowywał resztki posiłku (Antilop jest prosty, ale nie wszystkie powierzchnie są w nim równe).

Szukałam krzesełka:

  • na które moje dziecko wejdzie samo, więc będzie wspierać samodzielność, 
  • które będzie jeszcze łatwiej czyścić, 
  • zajmującego mniej miejsca przy stole,
  • służącego na lata, 
  • wygodniejszego i zdrowszego dla dziecka, 
  • o ciekawym wzornictwie, 
  • najlepiej drewnianego.


Ostatecznie rozważałam Tripp Trapp i DanChair, czyli minimalistyczne, drewniane krzesełka, na które dziecko może wejść samodzielnie. Wybór tego typu krzesełek jest jeszcze większy, ale po obejrzeniu filmów na yt i przeczytaniu różnych opinii z grup dyskusyjnych i blogów (polecam artykuł z bloga mojemontessori.com) doszłam do wniosku, że te będą dla nas najlepsze. 

Trzecie krzesełko
DanChair firmy Baby Dan

Tripp Trapp przegrał ceną (789 zł). DanChair (469 zł) też nie należy do najtańszych, ale ceny używanych produktów były bardziej akceptowalne. Warto jednak zwrócić uwagę na to, że tego typu krzesełka posłużą dziecku do czasu, aż nie przesiądzie się na dorosłe krzesło, więc w dłuższej perspektywie nie wychodzi tak drogo. Wiele krzesełek w okolicy 3 roku życia wymienia się na inne. Kilka tygodni przeglądałam pojawiające się w pobliżu oferty i w końcu pojawiła się odpowiednia. Piękny, minimalistyczny, biały Danchair.

Czytałam, że kilkunastomiesięczne dzieci potrafią samodzielnie wejść na to krzesełko. Potwierdzam - mój 1,5 roczny syn poradził sobie z tym od razu - podstawił sobie podest i wspiął się na nie. Tak mu się spodobało, że czasem tak sobie wchodzi i schodzi niekoniecznie w celach konsumpcyjnych.

Dużą zaletą tego krzesełka jest jego uniwersalność - nadaje się dla dziecka, od kiedy samodzielnie siedzi aż do 15 roku życia dzięki regulowanej wysokości siedziska i podnóżka. Dzięki regulacji można dopasować wysokość siedziska do stołu i podnóżka do wzrostu dziecka, które przez to zachowuje zdrową pozycję na każdym etapie rozwoju. Wygodę zapewnia także wyprofilowane oparcie. Niektórzy używają tego krzesełka także jako krzesła do biurka.

DanChair


Bardzo podoba mi się wyjmowana barierka ochronna. Szybko i sprawnie się ją demontuje i montuje. Najpierw syn siada, a następnie ja zakładam barierkę. Zestaw zawiera także pasy zabezpieczające mniejsze dziecko, ale nie używam ich. Z barierki ochronnej też nie zawsze korzystam, ale ostatnio syn sam się upomina, bo podoba mu się kliknięcie podczas wpinania.

DanChair zajmuje mniej miejsca niż krzesełko z IKEA - wsuwa się go jak zwykłe krzesło pod stół. Bardzo łatwo się go czyści po posiłku - łatwiej niż Antilop.

Nie ukrywam, że zachwyca mnie wygląd tego krzesełka. Proste, minimalistyczne i skandynawskie wzornictwo.

DanChair nie posiada tacki. Patrząc na swoje wcześniejsze doświadczenie, nie rozpatruję tego jako wady. Przecież na samym początku moje dziecko jadło bezpośrednio przy stole, siedząc na moich kolanach, a mycie tacki bardzo mnie irytowało.

Jestem bardzo zadowolona z DanChaira. Nie wiem, czy byłabym z niego też tak zadowolona na początku rozszerzania diety, ponieważ go wtedy nie mieliśmy, ale jestem w stanie sobie wyobrazić, że mogłoby być dobrym rozwiązaniem od samego początku. 

A teraz pomóż dziecku przejść na jeszcze wyższy poziom samodzielności i poczytaj o sztućcach dla dziecinaczyniach do picia oraz talerzach i miskach. Zachęcam też do poczytania moich pozostałych wpisów na temat BLW.

Na koniec krótkie podsumowanie:



Zobacz też, jak dostosowałam do dziecka inne pomieszczenia w moim domu:

8 komentarzy:

  1. Nam dorosłym zależy by dziecko uczestniczyło w naszym życiu na naszym poziomie. U nas było na odwót wstawilismy kawowy stolik, pufki i córki krzesełko i to my dopasowalismy się do poziomu wzostowego córki i bylo bardzo wygodnie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Mega wpis. Będę go polecał znajomym , ja sam już nie planuje dzieci;-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja dostalam krzesełko z zakamarkami, czyszczenie było koszmarem ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Też mieliśmy Antilopa i krzesło z Chicco, które zresztą służy do dzisiaj. Antilop u nas sprawdzał się, gdy jedliśmy na świeżym powietrzu, a potem krzesło myłam wężem ogrodowym ;) Na Tripp Trapp mam ochotę a Danchair nie znałam :-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Przy starszym antilop kupiłam późno, bo nie byłam do niego przekonana, ale potem pokochałam i używałam też przy młodszym synku. Dość szybko przysunelam krzesełko do stolu. A kilka dni temu, kiedy juz uznalismy, że jest niepotrzebne, w kilka dni znalazł sie kupiec. Myslalam o takim krzeselku nastepnym, ale moj dwulatek woli zwykłe krzeslo, jak starszy brat 😉

    OdpowiedzUsuń
  6. Jest tyle możliwości wyboru krzesełek, ceny też są bardzo zróżnicowane. Każdy rodzic znajdzie dla swojej pociechy odpowiednie krzesełko

    OdpowiedzUsuń
  7. tak jak napisała Justyna teraz jest tyle krzesełek, że rodzic znajdzie coś co nie tylko będzie wygodne i łatwe w czyszczeniu, ale też estetyczne i pasujące do wnętrza, moim zdaniem najprostsze i tanie krzesełko jest najlepsze, w końcu maluch szybko z niego wyrośnie i trzeba będzie je zmienić

    OdpowiedzUsuń