piątek, 28 kwietnia 2017

Krótka opowieść o pieluchach wielorazowych w naszym domu


Z okazji Tygodnia Pieluchy Wielorazowej postanowiłam krótko napisać o swoim doświadczeniu z tymi pieluchami.

Gdy byłam w ciąży, nawet nie zastanawiałam się nad wyborem: pieluchy jednorazowe czy wielorazowe. Uznałam, że najwygodniejsze będą jednorazowe, nie szukając nawet informacji o wielorazówkach. Teraz sama się sobie dziwię - tym bardziej, że od dawna staram się unikać jednorazowych rozwiązań generujących tony śmieci.

Chyba pierwszy raz usłyszałam o nowoczesnych pieluchach wielorazowych w szkole rodzenia - jedna z przyszłych mam powiedziała, że kupiła takie dla swojego dziecka. I w ogóle się nad tym nie zastanowiłam. Później zdarzało się, że poznałam kogoś używającego pieluchy wielorazowe albo widziałam na ich temat wpisy na blogach, ale wciąż nie dopuszczałam do siebie myśli, że mogłabym pieluchować wielorazowo.

A góry śmieci rosły. Trzeba było codziennie wynosić dodatkowy worek śmieci i kupować kolejne opakowania jednorazówek. Coraz częściej pojawiały się odparzenia na pupie. Syn zużywał dużo pieluch, a później pieluchomajtek, bo pieluchy nie dał sobie w pewnym okresie w ogóle założyć. A ekologiczne pieluchomajtki niemało kosztują. Po kilku miesiącach w końcu zaczęłam szukać więcej informacji na ten temat i kupiłam jedną wielorazówkę, żeby się przekonać, co to w ogóle jest. Padło na pieluchę zapinaną na rzepy, system SIO (Snap In One), czyli otulacz i wpinany w niego wkład, więc zakłada się je podobnie do jednorazówek. Z perspektywy czasu uważam, że to był dla mnie dobry wybór na początek i oswojenie się z wielorazówkami.


Postanowiłam stopniowo dokupować pieluchy, żeby sukcesywnie rezygnować z jednorazówek. Zrobiłam to z wielu powodów. Zdrowotnych, ekologicznych, ekonomicznych. Mój system zakupów polegał na tym, że przez kilka miesięcy wydawałam na pieluchy wielorazowe tyle, ile bym wydała na jednorazówki.

Na Facebooku działają grupy pieluchowe. Można się w nich wiele dowiedzieć, a także kupić używane lub prawie nowe pieluchy, które komuś np. nie odpowiadały. Zaobserwowałam też takie zjawisko jak pieluchoświrstwo - pieluchy mają takie piękne wzory, że niektóre mamy kupują je już nie tylko dlatego, że ich potrzebują, ale dlatego że nie mogły się powstrzymać. Mnie to na szczęście nie dopadło - mam tyle pieluch, że wystarcza przy codziennym praniu, a wielopieluchowanie wciąż wydaje się w miarę ekonomiczne.


Nie przetestowałam wszystkich rozwiązań ani marek, mam zaledwie 7 otulaczy 4 różnych firm i wiele wkładów - głównie muślinowych ręczniczków z IKEA, ale to mi wystarcza i jestem z tego rozwiązania bardzo zadowolona.

Gdy usłyszałam o pieluchach wielorazowych, nie wydawało mi się, że to będzie dla mnie. Myślałam, że to takie skomplikowane i czasochłonne, a wcale tak nie jest. Dzieci spędzają w pieluchach nawet 2-3 lata, więc warto zastanowić się nad tym, co im zakładamy na pupę oraz jaki będzie to miało wpływ na środowisko i nasz portfel.

Chcecie przeczytać więcej na temat pieluchowania wielorazowego? Dajcie mi znać, czy interesuje Was ten temat.

2 komentarze:

  1. Nie wiem, ale jakoś nie mogę się do nich przekonać. Nie wyobrażam sobie ciągłego prania. Jednak wolę jednorazówki.

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetna sprawa! Mam porównanie - pierwsze dziecko na pampersach, drugie od początku w wielorazowych, i już nigdy nie wróciłabym do śmierdzących jednorazówek :) Wielo są zdrowsze dla dziecka, ładne, ekonomiczne i nie szkodzą środowisku tak jak tony zużytych pampersów zalegających po 500 lat. A czas poświęcany na pranie i składanie to wcale nie więcej niż wyszukiwanie promocji na jednorazowe + codzienne wynoszenie worka śmieci. Z tym, że mam więcej pieluch i mogę prać raz na 3 dni :)

    OdpowiedzUsuń