środa, 5 kwietnia 2017

Bezpieczny dla niemowlaka dom


W zabezpieczaniu domu przed dzieckiem - czy też dziecka przed domem - jestem minimalistką. Staram się zapewnić synowi bezpieczeństwo, jednocześnie nie ograniczając jego wolności. Moim zdaniem dziecko w swoim domu powinno czuć się właśnie jak w domu, a nie w muzeum i móc swobodnie poznawać otoczenie. Dzięki temu się rozwija, staje się otwarte i pewne siebie. Natomiast nadmiar ograniczeń może sprawić, że dziecko stanie się mniej pewne siebie i zalęknione.

Można kupować mnóstwo zabezpieczeń, odgradzać dziecko od niebezpiecznych miejsc, chronić je przed każdym potencjalnym zagrożeniem, a ja zadałam sobie jedno ważne pytanie - czy dana rzecz lub miejsce jest faktycznie niebezpieczne, czy może wyolbrzymiam skalę zagrożenia lub po prostu irytuje mnie to, że dziecko zrobi bałagan.

Wzięłam także pod uwagę to, że mój syn nie jest typem dziecka, które pędzi przed siebie na złamanie karku, robi impulsywnie wiele nieprzemyślanych rzeczy, jest wyjątkowo odważne czy zjada wszystko, co napotka na swojej drodze. Mój syn jest sam z siebie całkiem ostrożny i uważny. Piszę więc o minimum bezpieczeństwa, które moim zdaniem warto zapewnić niemowlakowi w domu. Jest więc o przedmiotach, które można kupić w sklepie, ale też o innych całkiem bezpłatnych sposobach na zapewnienie niemowlakowi bezpieczeństwa.

Akcesoria zabezpieczające przestrzeń



Jako pierwsze zrobiłam coś chyba dla każdego oczywistego - zabezpieczyłam gniazdka elektryczne zaślepkami do gniazdek. Zrobiłam to, gdy syn zaczął pełzać. Najchętniej przemieszczał się właśnie do nich.


Drzwi czasem zabezpieczam blokadami nie dlatego, że syn mógł sobie przytrzasnąć palce, bo chyba intuicyjnie zamyka drzwi bez robienia sobie krzywdy, ale dlatego że czasem zamykał mnie przypadkiem i płakał za drzwiami, a trudno było je otworzyć, gdy o drugą stronę drzwi opierało się dziecko. Także tu bardziej wchodziła w grę kwestia komfortu psychicznego dziecka, a nie fizycznego bezpieczeństwa.


Nie wyobrażam sobie nie odgrodzić schodów bramką zabezpieczającą. Może to być bramka metalowa, którą można poszerzyć dodatkowymi elementami i pasuje nawet do szerokich przejść.


Jeśli nie pomyślało się o balustradzie w dolnej części schodów, trzeba znaleźć inne rozwiązanie niż bramka. Do tego celu można wykorzystać drewniany kojec. Niedawno został zdemontowany na czas jakiejś uroczystości i okazało się, że już go nie potrzeba - synowi chyba "wdrukował" się brak możliwości wchodzenia po schodach i raczej nie wchodzi po nich sam.


Wszelkie ostre narożniki stołów czy szafek, o które mogłoby się uderzyć dziecko powinno się zabezpieczyć ochraniaczami narożnymi.

Warto przymocować komody do ściany, a w dolnych szufladach nie trzymać niebezpiecznych przedmiotów. Niektóre szafki można przeznaczyć na atrakcyjne dla dziecka rzeczy i już mamy kilka minut dla siebie.

Spotkałam się z pomysłem kasku dla uczącego się raczkować i chodzić dziecka. Moja intuicja podpowiada mi, że nie jest to dobre rozwiązanie. Zastanawiam się, jak odziane na co dzień w kask dziecko ma się zorientować, że uderzanie głową w ścianę boli i co się stanie, gdy rodzic przestanie takiemu dziecko zakładać kask, a przecież kiedyś będzie musiał to zrobić.

Podejrzewam, że istnieją sytuacje, w których przydaje się kojec, ale powiedzcie to mojemu dziecku - kojec w naszym domu byłby niepotrzebnym i nieużywanym meblem, co wywnioskowałam na podstawie stosunku syna do łóżeczka. On nie znosi ograniczeń, a ja nie zmuszam go do przebywania w miejscu, w którym nie chce. Mój stosunek do kojca też nie jest zbyt entuzjastyczny. Uważam, że dziecko powinno mieć swobodę w poznawaniu swojego otoczenia.

Inne sposoby na zapewnienie bezpieczeństwa


Pożyczono nam stół do przewijania. Gdy syn zaczął się obracać, zrezygnowaliśmy z niego na rzecz podłogi. W ogóle lepiej kłaść dziecko na podłodze, bo nie ma ryzyka upadku z wysokości. Podobno rodzice dzielą się na tych, którym dziecko już spadło i jeszcze nie spadło. Ja należę do tej drugiej grupy, a mam już 1,5 rocznego syna.


W wielu sytuacjach, w których prawdopodobnie mogłabym rozważać kojec, używałam chusty do noszenia dzieci, ewentualnie nosidła ergonomicznego w przypadku samodzielnie siadającego dziecka - syn był bezpieczny na moich plecach, a ja mogłam zrobić, co chciałam.

Lęk separacyjny i niemalże nieustanna u mojego dziecka szczególnie w okresie niemowlęcym mamoza wydają mi się niezłym naturalnym zabezpieczeniem niemowlaka przed niebezpieczeństwami. Wewnętrzny mały jaskiniowiec każe dziecku być stale w pobliżu dorosłego (najlepiej mamy). Bo co jeśli nagle pojawiłby się w naszym domu dziki zwierz? Maluch musiałby szybko znaleźć się na moich rękach, a jest to możliwe, jeśli stale ma mnie na oku. Dzięki temu ja też mam go ciągle na oku i mogę w porę zareagować.

Syn towarzyszy mi we wszystkim i nie pozwoliłby mi się zostawić na chwilę samemu. Przebywa ze mną nawet w toalecie, a mnie pozostaje tylko szukać zalet tego rozwiązania - szybko zrozumiał, do czego to miejsce służy.

Skutecznym sposobem jest także po prostu komunikowanie granic. Nie jest to u mnie surowy zakaz "Nie wolno". Zamiast tego mówię: "Nie chcę, żebyś otwierał tę szafkę", "Nie chcę, żebyś bawił się tymi kablami" i staram się uzasadnić. Działa. A jeśli potrzebna jest szybka reakcja i nie ma czasu na spokojne tłumaczenie, mówię: "Stop!"

Wychodzę z założenia, że to, do czego dziecko dosięga, nie powinno stanowić dla niego zagrożenia. Wielu rzeczy nie kupiłam ze względu na swoją skłonność do minimalizmu czy brak chęci przeznaczania na te rzeczy swojego czasu. Nie stawiam szklanych ozdób na stoliku kawowym, ani niczego na skraju stołu czy szafek, nie mam obrusów, firan, nie przechowuję leków czy środków czystości w zasięgu dziecka. Meble mam proste, często bez uchwytów, więc chyba specjalnie nie kuszą.

O moim domu czasem mówię, że jest urządzony ascetycznie. Można też to nazwać minimalizmem. W tak urządzonym domu łatwo i szybko się sprząta, a każda rzecz ma swoje miejsce - minimalizuję w ten sposób też ryzyko, że coś niebezpiecznego trafi w ręce dziecka. Gdy urządzaliśmy dom, byłam w ciąży, więc nie dość, że brałam pod uwagę to, że w organizowaniu naszej przestrzeni muszę uwzględnić również dziecko, to też nie było czasu na zajmowanie się ozdobami. Po pewnym czasie zaczynam to doceniać - prostota i porządek to jedne z najlepszych sposobów na zapewnienie bezpieczeństwa.

Zorganizowanie bezpiecznego domu dla niemowlaka wydaje się proste. Odczuwam lekki niepokój, gdy zastanawiam się, co może przyjść do głowy starszemu dziecku, ale to dopiero przede mną.


Jeśli spodobał ci się ten wpis, proszę, podziel się nim ze znajomymi, korzystając z poniższych przycisków i polub moją stronę na facebooku, żeby być na bieżąco.

4 komentarze:

  1. Swietny post o rzeczach mi nie obcych :) U nas na szczęście Synek nie interesował się kontaktami ale schody uwielbia. Też zamontowaliśmy bramki bo czasami jest taki szybki, że trzeba mieć oczy dookoła głowy :)

    OdpowiedzUsuń
  2. U nas młodego ciągnęło na szafki i taborety. Z maluchem trzeba mieć oczy dookoła głowy!

    OdpowiedzUsuń
  3. U nas nie sprawdziły się zabezpieczenia na stół, mała oberwała wszystkie od razu. Więcej nie było potrzeby zabezpieczać jakoś sobie radziła.

    OdpowiedzUsuń
  4. Kiedy moja Karolina była mała nie miałam w domu ani jednego zabezpieczenia.Żaden wypadek nam się nie zdarzył. Wystarczy mieć dziecko na oku i w odpowiednim momencie interweniować.

    OdpowiedzUsuń