poniedziałek, 27 lutego 2017

Zabawkowa kuchnia dla malucha


To był w ogóle nieprzemyślany i impulsywny zakup. Wybrałam się do Rossmanna po pieluszki i waciki. Wyszłam z kuchnią.

Gdybym miała powiedzieć, jakie jest hobby mojego ówcześnie 15 miesięcznego syna, to byłoby to jedzenie. Jedzenie i wszystko, co się z nim wiąże - wyciąganie garnków, używanie sztućców, picie wody, zaglądanie do lodówki, patrzenie na jedzących ludzi, karmienie maskotek, rodziny i skarpetek na stopach. Patrzenie na jedzących ludzi wymaga osobnego zdania - kiedyś zatrzymał się w IKEA przy dwóch paniach jedzących drożdżówki i wymownie na nie patrzył, a gdy jedna z jego rówieśniczek obchodziła w Klubie Mam urodziny i dostała babeczkę, patrzył na nią z żalem, że "jak to, to całe jedzenie świata jednak nie jest dla mnie?". Koleżanka babeczkę porzuciła, a moje dziecko natychmiast wykorzystało tę sytuację. W rankingu najczęściej wymawianych przez supersyna słów na pierwszym miejscu prawdopodobnie jest "AM". Na drugim "MNIAM". Wobec tych argumentów zakup może i był nieplanowany, ale absolutnie trafny.



Od czasu do czasu zaglądam na półki z zabawkami w Rossmannie, bo można tam coś ciekawego znaleźć w całkiem niezłej cenie. Zaryzykowałam zakup kuchenki, ponieważ cena też była atrakcyjna - w internecie ta sama kuchnia kosztuje o 100 zł więcej. Zabawkę tę należy samodzielnie złożyć. Jak przystało na zaprawioną w bojach stałą klientkę IKEA kuchnię Eichhorn prawie w całości złożyłam sama. Ani ja, ani mąż nie potrafiliśmy wkręcić jednej śrubki, bez której kuchnia ma się nieźle. Kuchnia jest wykonana z drewna. Zawiera to, co powinno być w każdej szanującej się kuchni: metalowy zlew, kran z obracającymi się kurkami, płytę grzewczą z pstrykającymi pokrętłami, piekarnik z otwieranymi drzwiami oraz akcesoria kuchenne. Moim zdaniem przyzwoita kuchnia.

Od dobrych dwóch miesięcy supersyn każdego dnia bawi się w gotowanie. Myje produkty spożywcze, nalewa do garnka mleko, gotuje wyszukane - często niejadalne - potrawy (ekhm, eksperymentuje w kuchni). Co więcej, są chwile, gdy bawi się w swojej kuchni sam. Kiedy wraca do domu po szlajaniu się po babciach czy spotkaniach z dziećmi, pierwsze co robi - idzie do swojej kuchni i gotuje. Gdy chcę posprzątać po posiłku, a syn nie bardzo chce na to patrzeć albo pomagać, proszę go, żeby ugotował mi zupę pomidorową w swojej kuchni. Przeważnie działa.

Akcesoria do kuchni



Na początku były garnki i przybory kuchenne z IKEA. Dopiero później kupiłam kuchnię. Garnki supersyna były przechowywane w jednej z moich szafek kuchennych. Nawiasem mówiąc, udostępnienie dziecku jednej z szafek kuchennych i wymienianie w niej zawartości dla uatrakcyjnienia zabawy również polecam.

  

Później pomyślałam, że nawet mój supersyn nie ugotuje czegoś z niczego, więc nabyłam mu pluszowy komplet warzyw - oczywiście w IKEA. Podobają mi się, bo można je wyprać. Podoba mi się też sałata, bo ma cztery listki, które można oderwać, a później przyczepić za pomocą rzepa - szkoda że tylko sałata ma takie możliwości.

 .  

Później w kuchni mojego dziecka pojawiły się drewniane owoce Vigatoys. Zestaw składa się z owoców w kawałkach połączonych rzepami oraz deski do krojenia i noża. Tylko ta gruszka mi nie pasuje - kto kroi gruszkę w poprzek? Tego typu produktów widziałam w internecie mnóstwo, więc jest w czym wybierać.


Jakiś czas temu tata przywiózł synowi pamiątkę z zagranicznej delegacji - drewniany zestaw artykułów spożywczych Melissa&Doug (nawiasem mówiąc, polecam tę markę). Gdy zaczęłam pisać tego posta i szperałam w internecie, czar prysł - taki zestaw można też kupić w Polsce, ale postanowiłam nie informować o tym syna, żeby chociaż on żył w błogiej nieświadomości.

Świetnym i bardzo tanim dodatkiem do dziecięcej kuchenki są prawdziwe produkty spożywcze: makaron, ryż, płatki owsiane, owoce.

Co jakiś czas, gdy supersyn trochę traci zainteresowanie kuchnią, podrasowuję ją. Takim dodatkiem odświeżającym zainteresowanie kuchnią jest nowy produkt spożywczy np. makaron. Albo nowy konsument - inna maskotka niż zwykle. Ostatnio do górnej ściany piekarnika przykleiłam mały reflektor - w końcu światełko w piekarniku to dla dziecka atrakcja - i znów potrafi spędzać dużą część dnia na gotowaniu.

Większość tych zabawek polecana jest od 3 roku życia. Zdecydowałam się kupić je mojemu synowi wcześniej ze względu na jego zainteresowania i dlatego że od dłuższego czasu odróżnia, co można zjeść, a czego nie. Przy wyborze zabawek warto podążać za dzieckiem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz