niedziela, 1 stycznia 2017

O tym, jak (nie) wróciłam do pracy

fot. Anna Binda

Wróciłam do pracy po rocznym urlopie macierzyńskim. Po urlopie macierzyńskim miałam jeszcze chyba najdłuższy w swoim życiu urlop wypoczynkowy. Po urlopie wypoczynkowym miałam jeszcze zwolnienia lekarskie, bo taki był efekt adaptacji w żłobku.

Termin otwarcia żłobka co tydzień przesuwał się o kolejny tydzień. Miałam tyle dodatkowego czasu i tyle przeszkód pojawiało się po drodze, że moje wątpliwości były coraz większe. Ale umowa żłobkowa już podpisana, a w pracy zapowiedziałam, że wracam. 
Wróciłam, a wieczorem podjęliśmy decyzję – nie chcemy, żeby nasze życie teraz tak wyglądało. Dziecko nigdy więcej nie będzie takie małe. Nigdy więcej nie będzie mnie potrzebować tak jak teraz. Dziecko wcale nie potrzebuje żłobka. To rodzice, którzy muszą wrócić do pracy, potrzebują żłobka. My uznaliśmy, że jeszcze nie muszę. Może jest to niepopularne. Może będziemy musieli być bardziej oszczędni. Może będzie mi trudniej wrócić do pracy. Może i mój syn ma nieustanną mamozę. Ale nie jest to dla mnie poświęcenie. Teraz najwięcej radości i satysfakcji daje mi bycie pełnoetatową mamą. Chcę osobiście wychowywać moje dziecko. Następnego dnia mój syn się znów rozchorował, a ja poprosiłam o urlop wychowawczy.